Nietypowe warsztaty w muzeum na Majdanku. "Odniesienia do wojny w Ukrainie, do sytuacji w Gazie"
Państwowe Muzeum na Majdanku organizuje warsztaty dla funkcjonariuszy Straży Granicznej i policji. W trakcie zajęć analizowane są biografie katów z obozu - osób które przez lata prowadziły normalne życie. - Pokazujemy, że my też - jako zwyczajni ludzie - nie jesteśmy od takich zagrożeń wolni - mówi Jolanta Laskowska, kierowniczka Działu Edukacji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego są organizowane takie zajęcia?
- Kto w nich bierze udział?
- Co sądzą o nich uczestnicy?
- Wszystkie zajęcia które prowadzimy wynikają z naszej misji, czyli z tego, do czego muzeum zlokalizowane na terenie byłego obozu koncentracyjnego jest powołane i jakie są jego zadania. To upamiętnianie, gromadzenie i edukowanie o tym, co się tutaj wydarzyło - mówi Jolanta Laskowska, która kieruje Działem Edukacji w Państwowym Muzeum na Majdanku.
Rzeczy zawsze aktualne
Takie są też warsztaty dla funkcjonariuszy - chodzi o pokazanie tego, jak w czasie wojny zachowywali się na terenie obozu "zwyczajni" ludzie wobec innych - jak zamieniali się w katów i oprawców, jak gnębili nie tylko mężczyzn, ale też kobiety i dzieci. - Tu nie chodzi o "bestie", czyli osoby które zostały zidentyfikowane jako chore psychicznie jednostki, tylko o kompletnie, absolutnie zwyczajnych ludzi. My dziś - też jako zwyczajni ludzie - nie jesteśmy od tych zagrożeń wolni. M.in. o tym rozmawiamy z funkcjonariuszami. To nie jest wykład, ale zajęcia aktywne, z ich udziałem. Analizujemy biografie sprawców, dyskutujemy, próbujemy wyciągać wnioski - dodaje pani Jolanta.
Temat jest niezwykle aktualny m.in. w kontekście tego, co dzieje się na polsko - białoruskiej granicy, gdzie w lasach Podlasia wciąż są ludzie i cały czas odbywają się push-backi na Białoruś. Ale jest też inny kontekst, np. zachowania części policjantów w stosunku do protestujących choćby na akcjach Strajku Kobiet.
- Czasami w naszych dyskusjach rzeczywiście pojawiają się różne odniesienia. Ja nikogo nie oceniam, szanuję wypowiedzi uczestników zajęć, rozumiem, że obowiązuje ich tajemnica zawodowa i nie o wszystkim mogą mówić, nie ciągnę za język, bo nie to jest moją rolą. Wiem jednak, że chodzi o uświadomienie sobie, że bez względu na to, jaki kraj, jaką religię bądź nie ktoś wyznaje - należny jest tej osobie szacunek, tolerancja, otwartość, empatia - mówi pani Jolanta.
Mechanizmy się nie zmieniają
Jak wyglądają zajęcia? To analiza biografii czterech osób - dwóch kobiet i dwóch mężczyzn. - Rozmawiamy np. o tym, dlaczego w tym samym miejscu jedne nadzorczynie nazywano "perełką" czy "słoneczkiem", a inne - "krwawą Brygidą" czy "kobyłą". Co spowodowało, że Hermine Braunsteiner - dziewczyna, która robiła bardzo dużo, żeby zostać pielęgniarką, stała się jedną z najbardziej okrutnych nadzorczyń na Majdanku, odpowiedzialną m.in. za akcje skierowane przeciwko dzieciom żydowskim. Czy to wewnętrzne uśpione cechy, czy może poczucie władzy? Dyskutujemy nad tym, czy da się jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytania - mówi Jolanta Laskowska.
- Po zajęciach funkcjonariusze Straży Granicznej czy policjanci notują na kartkach swoje refleksje. Piszą na przykład o tym, że bardzo ważne było dla nich zatrzymanie się na tych kilka chwil, przemyślenie pewnych kwestii, analiza biografii innych. Pewnych rzeczy nie trzeba pisać tłustym drukiem. Jak widzę w tych ludziach zastanowienie, jak czytam, że warsztaty dały im do myślenia, to właśnie o to chodzi - dodaje.
"Warsztaty bardzo potrzebne, pogłębiające wiedzę"; "Nieznajomość historii nie zbuduje przyszłości"; "Przerażające jest to, że w obecnych czasach daje się zauważyć pewne podobieństwa, które mogą się powtórzyć. Mam na myśli sytuację obecną w Polsce" - to niektóre ze zdań napisanych po zajęciach.
- Są też odniesienia do wojny w Ukrainie, do sytuacji w Gazie. I niejednokrotnie pojawia się konkluzja, że mechanizmy, na podstawie których dokonujemy różnych wyborów, tak naprawdę - niezależnie od miejsca czy czasu - wcale się nie zmieniają - podsumowuje Jolanta Laskowska.
- Pokazujemy, że jeśli sprawcami zbrodni byli zwyczajni ludzie, to mechanizmy w życiu są podobne, człowiek jest człowiekiem bez względu na to, gdzie i kiedy żyje. I powtórzę to jeszcze raz - wielu z nas, żyjących teraz w XXI wieku nie zdaje sobie sprawy z tego, że każdy z nas mógłby być takim sprawcą - tłumaczy w TOK FM edukatorka z Majdanka. - Często pada pytanie co zrobić, by tak się nie stało? Jak temu przeciwdziałać? Bronią jest nauka i wiedza, również historyczna. Czym więcej wiemy, tym łatwiej nam pewne rzeczy odnosić do tego, co tu i teraz - podkreśla nasza gościni.
Zajęcia z funkcjonariuszami odbywają się kilka razy w roku. Grupa liczy maksymalnie 25 osób.
Niemiecki obóz koncentracyjny w Lublinie, tzw. Majdanek, powstał na mocy decyzji Heinricha Himmlera w 1941 roku. Miał być zbudowany "dla 25-50 tysięcy więźniów, którzy byliby wykorzystywani w warsztatach oraz na budowach SS i policji". Jak czytamy
na stronie muzeum, mieli oni stanowić darmową siłę roboczą dla realizacji planów rozbudowy III Rzeszy. Obóz nosił początkowo nazwę Kriegsgefangenenlager der Waffen SS Lublin – obóz dla jeńców wojennych, zaś w lutym 1943 roku został przemianowany na Konzentrationslager Lublin – obóz koncentracyjny. Według najnowszych ustaleń życie straciło tutaj blisko 80 tysięcy osób. Największą grupę stanowili Żydzi (około 60 tysięcy), następnie Polacy, Białorusini, Ukraińcy i Rosjanie.