,
Obserwuj
Lubelskie

Po zmianie prawa Ukraińcy zostali bez pomocy. "Żal, szok, smutek. Nie rozumieją tego"

4 min. czytania
25.03.2026 15:58

5 marca weszła w życie ustawa wygaszająca pomoc dla uchodźców i uchodźczyń wojennych z Ukrainy. Organizacje pozarządowe od początku alarmowały, że nowe prawo z dnia na dzień odetnie od niej określone grupy wrażliwe - seniorów, osoby chore czy z niepełnosprawnościami. Ci, którzy nie mieszkają w miejscach zbiorowego zakwaterowania, nie będą już mieli możliwości korzystania z polskiej ochrony zdrowia, bo stracą ubezpieczenie zdrowotne. I tak się właśnie dzieje.

Do aktywistów zgłasza się coraz więcej osób pozbawionych pomocy
Do aktywistów zgłasza się coraz więcej osób pozbawionych pomocy
fot. Paweł Cętka-Sobotkiewicz/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie grupy straciły pomoc państwa? 
  • O co apelują organizacje pozarządowe?

Do aktywistów zgłasza się coraz więcej takich osób. - Od jednej ze starszych, schorowanych pań usłyszałam, że to nie jest możliwe. Że ona nie wierzy, że tak ją w Polsce potraktowano - mówi TOK FM Victoria Bereznyak, koordynatorka asysty międzykulturowej w lubelskim Stowarzyszeniu Homo Faber. 

Organizacje pozarządowe - na czele z Homo Faber i Polskim Forum Migracyjnym - przygotowały apel do rządzących. Skierowano go do ministrów zdrowia, rodziny oraz spraw wewnętrznych i administracji. W liście apelują o pilne zmiany w prawie, żeby pomóc osobom, które są w najcięższej sytuacji, a z dnia na dzień zostały "na lodzie". "Skutkiem ubocznym  zmiany (ustawy) jest powstawanie "luk systemowych" dla osób szczególnie wrażliwych: starszych, ciężko chorych, opiekujących się dziećmi lub osobami z niepełnosprawnościami, a także dla rodzin, które nie spełniają nowych kryteriów, ale obiektywnie nie są w stanie osiągnąć samodzielności w krótkim czasie. Zmiana ta w rzeczywistości prowadzi do powstawania licznych sytuacji bez wyjścia, w których osoby znajdują się poza jakimkolwiek systemem wsparcia - zarówno zdrowotnego, jak i socjalnego" - napisali aktywiści. W swoim apelu podali konkretne przykłady. 

To m.in. historia 73-letniej kobiety, która trafiła do Polski w związku z wojną. Mieszka z córką i zięciem poza ośrodkiem zbiorowego zakwaterowania. Pobiera emeryturę ukraińską - to ok. 300 zł miesięcznie. "Jednocześnie jest osobą ciężko chorą - leczy się onkologicznie, aktualnie z przerzutami. W wyniku zmian legislacyjnych, od 5 marca utraciła prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Obecnie nie istnieje żadna realna ścieżka objęcia jej ubezpieczeniem. W efekcie osoba ciężko chora została całkowicie pozbawiona dostępu do leczenia ratującego życie" - wskazują organizacje. 

Opisane są również losy 74-letniej babci, która mieszka z wnuczką, też poza ośrodkiem zbiorowego zakwaterowania. Matka dziewczynki nie żyje, ale - jako, że pochodzą z Dnipro atakowanego przez Rosjan- na dziś nie ma możliwości uzyskania aktu zgonu kobiety. Po zmianach rodzina straciła praktycznie całą pomoc. "Babcia nie ma możliwości uzyskania pełnej opieki nad dzieckiem, jest opiekunką tymczasową. Jedyną opcją wsparcia dla nich jest przeniesienie się do ośrodka zbiorowego zakwaterowania - jednak te nie przyjmują obecnie nowych mieszkańców, nawet spełniających kryteria" - wskazują aktywiści. 

Kolejna historia to matka z trójką dzieci (w tym dwójką z orzeczeniami o niepełnosprawności). Nie ma z kim ich zostawić, nie może pójść do pracy. Po zmianach straciła prawo do mieszkania w ośrodku zbiorowym, straciła też 800 plus. 

- Mieliśmy też panią, która leczy się onkologicznie, do tego ma inne schorzenia i też nagle dowiedziała się, że nie przysługuje jej już bezpłatna opieka zdrowotna, za wizyty w szpitalu czy przychodni musi zapłacić. Ale nie ma z czego. Zostaje bez wsparcia. W rozmowach z tymi osobami słychać ogromny żal, szok, smutek. Nie rozumieją tego - mówi nam jedna z wolontariuszek, Anastazja. - Takie osoby uciekły przed wojną, często nie mają już gdzie wrócić - dodaje. 

Opłaty za dzieci 

Z ustawy "wyleciały" też dzieci. - Tak naprawdę w ogóle nie są wymienione w katalogu grupy wrażliwej, więc jeśli mieszkają z rodzicami w ośrodku zbiorowego zakwaterowania, to muszą płacić za swój pobyt, nawet jeśli rodzic czy oboje rodziców są z tej opłaty zwolnieni. A za ich pobyt nie ma określonej stawki, więc jest "wolna amerykanka" - mówi Milena Kloczkowska, prawniczka z lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber. Zna historię, gdy za pobyt dziecka w ośrodku prywatny właściciel zażądał od rodziców dwóch tysięcy zł miesięcznie, podczas gdy rodzice nie pracują, bo oboje nie mają jak - są osobami z niepełnosprawnością. 

- Napisaliśmy apel do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, do Ministerstwa Pracy i Ministerstwa Zdrowia. To jest apel o to, żeby zobaczyć te sytuacje i żeby dokonać pewnej rewizji i wprowadzić przepisy przejściowe, które trochę ułatwią tym ludziom życie. Chodzi nam o to, aby zabezpieczyć te grupy, o których już wiemy i żeby też tworzyć prawo bardziej adekwatne praktycznie - mówi Milena Kloczkowska. - Prawo powinno realnie odpowiadać na to, co się dzieje w terenie. Kolejną sytuacją, o której my już mówimy od dawna, są domy pomocy społecznej. Był taki moment, że można było tam umieszczać osoby starsze - teraz jest to niemożliwe. A my mamy osoby, które mają 80 lat, ciężko chore, z demencją. I gdzie mają trafić? Do ośrodków zbiorowego zakwaterowania, gdzie nie będzie miał się kto nimi zająć? Do miejsc, które nie są dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami czy osób starszych? Tu jest naprawdę bardzo dużo problemów. My takim osobom pomagamy, szukamy rozwiązań, gdy ktoś się do nas zgłasza. Ale co z tymi, którzy się załamali, nie szukają wsparcia, zostali z tym sami? Kto im pomoże? - zastanawia się gościni TOK FM. - Nam chodzi o humanitarne, ludzkie podejście. I o szacunek dla tych osób - dodaje Kloczkowska. 

Pod listem do ministrów - oprócz Homo Faber - podpisały się też m.in. sestry.eu, Stowarzyszenie Nomada, Konsorcjum Migracyjne czy Ukraiński Dom. 

źródło: TOK FM