,
Obserwuj
Lubelskie

Radny Lewicy oddał mandat, bo się przeprowadził. Prokuratura sprawdza, czy inni też tak robią

2 min. czytania
13.01.2026 17:38

"Walczę o standardy" - mówi nam radny z Lublina, który zmienił miejsce zamieszkania i właśnie zdecydował, że nie może dalej reprezentować mieszkańców poprzedniej dzielnicy. Zasady są takie, że na każdym szczeblu samorządu można być radnym wyłącznie w miejscu, w którym na co dzień się mieszka. Czy radni tego przestrzegają? To sprawdzi lubelska prokuratura.

Wiktor Sawicki
Wiktor Sawicki
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM
  • Radny zmienia miejsce zamieszkania, rezygnuje z mandatu;
  • Lubelska prokuratura sprawdza przestrzeganie zasad zamieszkania przez radnych;
  • Podobne kontrowersje wokół mandatu radnego w Krakowie.

Wiktor Sawicki z ramienia Nowej Lewicy zasiadał w Radzie Dzielnicy Konstantynów w Lublinie. Był jej wiceprzewodniczącym. Niedawno przeniósł się do innej dzielnicy - na Czuby. "W obecnej sytuacji złożenie mandatu jest jedynym uczciwym i prawnym zachowaniem, aby nie podważać autorytetu rady oraz być w porządku względem mieszkańców dzielnicy" - napisał w swojej rezygnacji. 

- Moja decyzja nie mogła być inna. Skoro nie zamieszkuję już na Konstantynowie, muszę być uczciwy i jako mieszkaniec innego rejonu Lublina nie powinienem decydować o rzeczach ważnych dla tej konkretnej dzielnicy. O tym powinni decydować wyłącznie ludzie, którzy w niej zamieszkują - mówi gość TOK FM. Przyznaje, że był namawiany do tego, by zostać w radzie, ale - jak tłumaczy - chodziło mu o "standardy i zasady".

Gdzie mieszkają radne od prezydenta Żuka?

Sawicki przypomina przy tym głośną w Lublinie sprawę czterech radnych miasta z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka. Z ustaleń dziennikarza Krzysztofa Wiejaka z portalu jawnylublin.pl wynikało, że kobiety mieszkają na stałe pod miastem, a mimo to zasiadają w radzie. To ważne, bo zamieszkanie w danym miejscu jest warunkiem koniecznym do kandydowania w wyborach samorządowych i sprawowania mandatu. Sprawa stanęła m.in. na Radzie Miasta, o czym pisaliśmy na naszym portalu. Zajmował się nią również wojewoda lubelski, który uznał, że nie ma podstaw do pozbawienia samorządowców ich mandatu. 

Kilka tygodni temu lubelska prokuratura poinformowała, że wszczęła śledztwo w tej sprawie - po zawiadomieniu lubelskiej Lewicy. Jest ono prowadzone w kierunku art. 248 par. 2 Kodeksu karnego, który mówi: "Kto w związku z wyborami do Sejmu, do Senatu, wyborem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wyborami do Parlamentu Europejskiego, wyborami organów samorządu terytorialnego lub referendum(...) używa podstępu celem nieprawidłowego sporządzenia listy kandydujących lub głosujących, protokołów lub innych dokumentów wyborczych albo referendalnych - podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". Śledztwo jest prowadzone "w sprawie" - nikomu nie przedstawiono zarzutów. 

Działacze Lewicy, zawiadamiając prokuraturę, dowodzili, że wyborcom należy się pełne wyjaśnienie tej historii. Radne w wydanym wówczas oświadczeniu "kolejny raz stanowczo" podkreśliły, że "mieszkają w Lublinie, tutaj znajduje się ich centrum codziennego życia". "Tu płacimy podatki, pracujemy, tu do szkół chodzą nasze dzieci" - przekonywały.

Podobna historia miała miejsce w Krakowie. Tam też pojawiły się wątpliwości co do jednego z radnych. Rada Miasta zdecydowała jednak ostatecznie, że nie jest zasadny wniosek o wygaszenie mandatu przedstawiciela Koalicji Obywatelskiej Bartłomieja Kocurka. Pojawiły się wątpliwości, czy radny mieszka na terenie Krakowa, o czym pisał portal lovekrakow.pl.

Źródło: TOK FM, jawnylublin.pl, lovekrakow.pl