Starsi i schorowani zostali na lodzie. Ale wśród uchodźców były też próby naginania prawa
Przy okazji wejścia w życie ustawy wygaszającej pomoc dla uchodźców i uchodźczyń wojennych z Ukrainy, odkryto też nieprawidłowości związane z pobytem w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania czy z prawem do ubezpieczenia zdrowotnego. "Trudno mówić, że takie osoby są uchodźcami, jeśli regularnie kursują między Polską a Ukrainą" - mówi TOK FM Janusz Iwanicki, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co zmieniło się po 5 marca?
- Jakie nieprawidłowości wykryto na Lubelszczyźnie?
5 marca weszła w życie ustawa wygaszająca pomoc dla uchodźców i uchodźczyń wojennych z Ukrainy. Organizacje pozarządowe od początku alarmowały, że nowe prawo z dnia na dzień odetnie od niej określone grupy, w tym część seniorów, osoby chore onkologicznie czy z niepełnosprawnościami. Ci, którzy nie mieszkają w miejscach zbiorowego zakwaterowania, w wielu przypadkach stracili prawo do ubezpieczenia zdrowotnego, a tym samym - do bezpłatnej opieki medycznej, co opisywaliśmy szeroko na naszym portalu.
Wśród nich są osoby, które były w trakcie terapii onkologicznej albo w trakcie diagnozy i nagle musiały wszystko przerwać, bo straciły ubezpieczenie i teraz musiałyby za wszystko zapłacić, a nie mają z czego. Są seniorzy, którzy mieszkali w domach pomocy społecznej, gdzie dostawali specjalistyczną opiekę i musieli je opuścić - przeniesiono ich np. do ośrodków zbiorowego zakwaterowania, w których nie ma kto się nimi zająć, w tym pielęgniarsko-medycznie. Są również tacy uchodźcy, którzy w obecnej sytuacji trafili do schronisk czy noclegowni dla osób w kryzysie bezdomności.
"Codziennie oglądamy babcie i dziadków, którzy drżącymi rękoma wyciągają z torebek zaświadczenia i kwity: budżet domowy nijak im się nie spina (...). Uchodźcy nie mają w Polsce żadnej własnej sieci wsparcia. W wieku lat 70, 75, 80, bez krewnych, bez dachu nad głową, pozbawieni elementarnej pomocy nie mają gdzie się podziać. Cudzoziemski pacjent, który dosłownie walczy w Polsce o życie, borykając się z chorobą nowotworową, albo choćby ktoś z cukrzycą, chorobą serca czy złamaną nogą, jest tutaj sam, organizacje pozarządowe są często jedynym życzliwym kontaktem" - pisze w oko.press Agnieszka Kosowicz, prezeska Polskiego Forum Migracyjnego.
Uchodźcy, którzy zostali w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, ciągle mają ubezpieczenie zdrowotne. Ale im też utrudniono życie. Po 5 marca okazało się, że każdorazowo - przy wizycie w szpitalu czy przychodni, przy wyjściu na pobranie krwi czy zrobienie zastrzyku - muszą mieć zaświadczenie z ośrodka potwierdzające, że w nim mieszkają. - A zaświadczenie jest ważne jeden dzień. To prowadzi do absurdów, gdy ktoś ma np. dwie czy trzy wizyty jednego dnia, albo jakieś badania. Musi wracać po kolejne zaświadczenie do ośrodka - opowiadała nam kilka dni temu Milena Kloczkowska ze Stowarzyszenia Homo Faber.
To na szczęście się zmienia. Ministerstwo Rodziny dostrzegło ten problem - wojewodowie zostali oficjalnie poinformowani, że od teraz zaświadczenia z ośrodków uprawniające do ubezpieczenia, będą ważne każdorazowo przez siedem dni. Czy będą też inne zmiany, wspierające uchodźców? W piątek 10 kwietnia ma się odbyć spotkanie NGO-sów i samorządowców z przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityk Społecznej. Zorganizowano je po liście, wysłanym przez organizacje.
Przy okazji zmian wyszło coś jeszcze
Jak mówi TOK FM Janusz Iwanicki, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie - oprócz tego, że po 5 marca pojawiły się osoby których system nie obejmuje, a które potrzebują wsparcia - odkryto coś jeszcze. Chodzi o przypadki nieprawidłowości związanych z pobytem w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, ale też z prawem do ubezpieczenia zdrowotnego.
Na Lubelszczyźnie była np. kobieta, która chciała mieszkać w ośrodku - razem ze swoją mamą seniorką i córką nastolatką, by mieć prawo do korzystania z opieki lekarskiej. - Pojawiły się osoby, które w naszej ocenie niekoniecznie kwalifikują się do pomocy. Na przykład te trzy panie - jak się okazało - podróżują po Europie, np. ze Szwecji w jakimś kierunku - opowiada dyrektor Iwanicki. W takiej sytuacji nie mają prawa do zamieszkiwania w ośrodku, który jest przeznaczony dla grup wrażliwych i najbardziej potrzebujących.
Na tym nie koniec. - Mamy również osoby, które rzeczywiście są chore i korzystały do tej pory z polskiego systemu opieki zdrowotnej, ale mieszkały na Ukrainie i przemieszczały się wahadłowo między Polską a Ukrainą, po kilkanaście czy kilkadziesiąt razy w ostatnim czasie, mając miejsce zamieszkania i tam, i u nas. Także ich motywacją zgłoszenia się do ośrodka zbiorowego zakwaterowania było to, aby mieć prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej, czyli do ubezpieczenia zdrowotnego. Trudno mówić, że takie osoby są uchodźcami, jeśli regularnie kursują między Polską a Ukrainą - opowiada nasz rozmówca. Jak dodaje, "to nie może tak działać" i jego zdaniem tego typu próby "obchodzenia" zasad nie powinny dłużej mieć miejsca.
źródło: TOK FM