,
Obserwuj
Lubelskie

Szef Europejskiego Centrum Solidarności: Wiem, co to znaczy być niechcianym migrantem

5 min. czytania
25.12.2025 08:00

Polska odchodzi od tradycji Solidarności i dziwi mnie, że robią to właściwie wszystkie główne nurty polityczne - mówi TOK FM Basil Kerski. Dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku kończy swoją misję w ECS. 

Basil Kerski
Basil Kerski
fot. Wojciech Olkuśnik/East News
  • Naszą misją jest obrona pewnych wartości, które są w defensywie - uważa szef ECS;
  • Jego zdaniem rządzi nami "kultura nieufności", pokazywana w kontekście odmienianego przez wszystkie przypadki słowa "bezpieczeństwo";
  • Kerskiego niepokoi, że wszystkie partie odchodzi się od tradycji Solidarności.

Basil Kerski, menadżer kultury, eseista i politolog, od prawie piętnastu lat szefuje Europejskiemu Centrum Solidarności. To instytucja kultury współprowadzona przez Gdańsk, samorząd województwa pomorskiego oraz ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W mieście, które jest uznawane za miejsce praw człowieka i równości.

Kerski swoją misję w ECS właśnie kończy - dyrektorem jest tylko do końca grudnia. Wcześniej zapowiedział, że nie wystartuje ponownie po upływie obecnej kadencji. Na razie - przynajmniej na jakiś czas - opuści Gdańsk. Ma pracować za granicą - będzie prezesem Domu Historii Nadrenii Północnej-Westfalii w Düsseldorfie.

Kerski od dawna działa na rzecz praw człowieka. Nie kryje, że ich przestrzeganie jest dla niego kluczowe. Również opowiadając o ECS i prezentowanej tu wystawie, zawsze odwołuje się do takich wartości jak solidarność, wolność, demokracja, współpraca. Jego zdaniem te pojęcia są zbyt często wykorzystywane, wypaczane i przejmowane przez populistów i skrajną prawicę.

- Europejskie Centrum Solidarności jest instytucją publiczną i naszą misją jest obrona pewnych wartości, które są w defensywie. To np. pojęcie solidarności. Dziś każdy używa go jak chce. My w Polsce żyjemy po doświadczeniach historycznych, szczególnie po doświadczeniach II wojny światowej, zagłady. To wtedy przekonaliśmy się, że solidarność jest silna, gdy jest oparta o uniwersalne prawa człowieka. Najłatwiej jest być solidarnym po stronie tych, których rozumiemy, którzy są nam bliscy. Tyle tylko, że ta solidarność, rozumiana szeroko, jako wartość - nie zna granic i tylko wtedy jest skuteczna. Broni godności każdego człowieka  - wyjaśnia Basil Kerski. -  A dzisiaj na przykład nacjonaliści mówią: "Po co nam europejska solidarność, europejska tożsamość, skupmy się na polskiej". I dodają: "Po co nam zdecentralizowane państwo? Po co silne samorządy? Niech będzie silna, scentralizowana Polska". To wszystko prowadzi do ograniczenia demokracji, wolności, godności człowieka i nie przynosi ani dobrobytu, ani stabilności politycznej, ani bezpieczeństwa - mówi w rozmowie z TOK FM Basil Kerski.

Sytuacja na polsko-białoruskiej granicy a prawa człowieka

Podkreśla, że mówiąc o solidarności odnosi się m.in. do migrantów i uchodźców, którzy są dziś przez część środowisk piętnowani i wykluczani. - A ja sam jestem takim nielegalnym migrantem. Jestem dzieckiem Irakijczyka i Polki. W latach 70-tych uciekliśmy z rodziną  z Iraku. Byliśmy tutaj uważani za "nielegalnych migrantów", bo wielu wychodziło z założenia, że Irak to stabilne państwo Saddama Husaina, że to tylko miękka dyktatura. Husain współpracował przecież z zachodem, ze wschodem, nikomu nie przeszkadzał. Gdy uciekliśmy z Iraku, to w Polsce wiele osób się zastanawiało: "Czego oni tutaj chcą? Przecież im się tam dobrze wiedzie". Ale moi rodzice, niezaangażowani politycznie, czuli, że to nie jest dla nich miejsce, że za chwilę w Iraku będzie gorzej. A potem wybuchły wojny, na których byśmy pewnie byli, ja i mój ojciec. Mówiąc krótko - wiem, co to znaczy być niechcianym migrantem - dodaje gość TOK FM.

Jak mówi, dziś podobny los spotyka cudzoziemców na polsko-białoruskiej granicy. - Znamy to z historii - państwa demokratyczne niejednokrotnie uważają część dyktatur za bezpieczne, współpracują z nimi. Tak  przecież było z Hitlerem, Mussolinim, Stalinem, starano się z nimi dogadać. Niepokoi mnie, że dziś znów narzucamy taką narrację: "O, ktoś przyjechał z państwa bezpiecznego, to możemy go odesłać, deportować". Ale w ogóle nie sprawdzamy losu tej osoby, jej motywacji. Martwi mnie używanie przez rząd, przez premiera, słów, że wszyscy migranci na wschodniej granicy są nielegalni - to jest kompletne nieporozumienie - dodaje Kerski.

Jego zdaniem każdy, kto prosi o azyl, powinien być sprawdzony, powinno się znać jego sytuację życiową. - A co mamy? Ustawę ograniczającą prawo do azylu, niezgodną z prawem międzynarodowym. Oczywiście rozumiem, że Putin czy Łukaszenka cynicznie wykorzystują migrantów, ale czy nas to zwalnia z odpowiedzialności za drugiego człowieka? - pyta retorycznie.

Jak wskazuje, dziś rządzi nami "kultura nieufności", pokazywana w kontekście odmienianego przez wszystkie przypadki słowa "bezpieczeństwo".

Nowe żelazne kurtyny

- To jest dla mnie pewna symbolika. Jak to możliwe, że narody takie jak Polacy, Węgrzy, którzy burzyli żelazne kurtyny, teraz stawiają nowe? Znam wielu białoruskich działaczy na emigracji, też polityków, którzy nie chcą tego głośno mówić, bo nie chcą psuć relacji z Polakami, ale oni uważają dokładnie tak samo. Mur na polsko-białoruskiej granicy jest nie tylko przeciwko migrantom, jest też przeciwko nam - wyjaśnia Basil Kerski. 

Jak dodaje, w obecnej sytuacji demograficznej w Polsce, jeśli chcemy przez kolejne dziesięć, dwadzieścia lat utrzymać dynamikę gospodarczą, to nie da się tego zrobić bez migrantów. - Potrzebujemy postawić na człowieka, na integrację: kulturową, społeczną, językową. A mamy strasznie pasywną politykę państwa, która w ogóle nie ma odwagi, żeby zaproponować daleko idące programy integracyjne - mówi gość TOK FM.

"Ostrzegał nas przed taką narracją, jaką dzisiaj mamy w Polsce"

Basil Kerski wspomina przy tym moment, gdy w gdańskim ECS przebywał burmistrz Londynu Sadiq Khan, Brytyjczyk pochodzenia pakistańskiego, muzułmanin. - Był w 2019 roku, w rocznicę wybuchu II wojny światowej. Czuł tu naszą europejską solidarność. Pytałem go o Brexit, mówił mi wtedy o niezwykłym wzroście ksenofobii, który temu towarzyszył. "Gdzie skończyliśmy? Nie rozwiązaliśmy żadnego problemu. Straciliśmy ważną rolę w Europie" - stwierdził. Ostrzegał nas przed tą narracją i niestety, teraz ona rodzi się też w naszym kraju. Język ksenofobii, antyzachodnia i antyeuropejska narracja -  to jest bardzo niebezpieczna mieszanka - dodaje Basil Kerski.

W jego ocenie są to świadome działania polskich polityków. - Mam wrażenie, że jak ktoś uderza w innego człowieka (np. migrantów - przyp. red.), to znaczy, że nie ma żadnego pomysłu na rozwiązanie kluczowych problemów. Ta emocjonalna debata odwraca od nich uwagę. Ta atmosfera populistyczna, nacjonalistyczna, ksenofobiczna, ten "obcy, nielegalny migrant", ta "zła Unia", to jest ucieczka od odpowiedzialności, od rozwiązania bardzo konkretnych tematów, które po prostu mamy. Tak uważam - tłumaczy Basil Kerski. 

Gdańsk to m.in. Donald Tusk i Karol Nawrocki

Zdaniem Kerskiego w Polsce odchodzi się od tradycji Solidarności. - I dziwi mnie, że robią to właściwie wszystkie główne nurty polityczne. Przecież nadal dwiema osobami, które dominują w polskiej polityce, są Jarosław Kaczyński i Donald Tusk, a to są aktorzy rewolucji "Solidarności". Donald Tusk brał udział w sierpniu 1980 roku w strajku w Stoczni Gdańskiej. Ma piękną kartę solidarnościową. Jarosław Kaczyński też, jako działacz Ruchu Praw Człowieka. Do tego jeszcze Karol Nawrocki, który przecież nieprzypadkowo, jako ekspert Solidarności regionu elbląskiego, był moim współpracownikiem, współtworzył wystawę w Europejskim Centrum Solidarności. Oni wszyscy znają tę tradycję. I dlatego powinniśmy głośno stawiać pytanie - dlaczego od niej odchodzicie?. Przecież to ona przyniosła nam bezpieczeństwo, dobrobyt, pokój - tłumaczy Basil Kerski. - Niestety partie oddalają się od dobrych praktyk, które nas doprowadziły do lepszego miejsca na świecie. I chyba do najlepszego okresu w historii najnowszej Polski - podsumowuje Basil Kerski.