Tak wiceprezydentka wkręciła innych w… dzierganie. "Tu nikt nikogo nie ocenia"
Setki czapek, szalików i swetrów trafią do najbardziej potrzebujących lublinian. Wszystko dzięki akcji wspólnego dziergania, która z małego pomysłu przerodziła się w całkiem spory ruch wsparcia i integracji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto i kiedy wymyślił akcję dziergania na drutach dla potrzebujących?
- Ile czapek udało się wykonać w poprzednim sezonie w ramach wspólnego dziergania?
- Co się dzieje z resztkami włóczek, które zostają?
- Co - oprócz samych czapek i szalików - akcja daje ludziom, którzy się w nią angażują?
Wspólne dzierganie na drutach zaczęła już w 2018 roku Anna Augustyniak, obecna wiceprezydentka Lublina. Chodziło o to, by przed zimą - właśnie na święta - stworzyć rzeczy (czapki, szaliki), które przydadzą się potrzebujących, np. osobom w kryzysie bezdomności. Niewielka początkowo akcja dziś zatacza coraz szersze kręgi.
- Włączają się w nią różne osoby: młodsi i starsi. Niektórzy dołączają, by spędzić wspólnie czas, ale są też tacy, którzy przysyłają do mnie już gotowe czapki, szaliki czy skarpety. Robią je u siebie w domach, w całej Polsce, a potem wysyłają do Lublina - opowiada Barbara Fatyga, lublinianka, która włącza się we wspólne dzierganie od początku.
Jak mówi, trudno zliczyć, ile czapek i szalików już zrobiła. Wskazuje za to, że w poprzednim sezonie udało się przekazać najuboższym 236 czapek, 26 kompletów: czapka plus szalik, 26 chust, 45 swetrów, a do tego opaski na uszy, kominy na szyję czy grube skarpety.
Gdzie trafiają wydziergane dary?
Anna Augustyniak przekonuje, że dzięki pełnionej funkcji wie, gdzie są osoby potrzebujące, do których powinny trafić takie rzeczy. - Mamy podopiecznych w Centrum Interwencji Kryzysowej, są też nasze ośrodki wsparcia, schroniska czy noclegownie. Mamy uchodźców i uchodźczynie, którzy są pod opieką miasta, w tym seniorzy i seniorki, i do nich też trafią przygotowane przez nas ciepłe czapki - mówi pani wiceprezydent. - Z resztek, które zostają, robimy kocyki, a potem przekazujemy je do schroniska dla zwierząt - dodaje.
Nie ukrywa, iż ogromnie cieszy ją, że w akcję włączają się wszystkie pokolenia. - Na części spotkań są z nami dzieci, niektóre dopiero uczą się robić na drutach - opowiada. Tych, którzy jeszcze tego nie robili, zapewnia, że to wcale nie jest trudne. - Jak coś nie wyjdzie, można spruć, poprawić - uśmiecha się.
Najważniejsze, by po pierwszych "porażkach" się nie zniechęcać. - Jeśli pierwsza czapka nam się nie udała, to nie znaczy, że nie możemy zacząć od nowa. Tu nikt nikogo nie ocenia, staramy się sobie pomagać - wtóruje Barbara Fatyga.
Augustyniak podkreśla, że wspólne dzierganie to nie tylko robienie materialnych rzeczy, ale też integracja. - Czasami słyszę, jak przy tej okazji toczą się rozmowy: o życiu, o współpracy, ale też np. o pieczeniu ciast - uczestnicy wymieniają się sprawdzonymi przepisami. Jest to naprawdę fajnie spędzany czas - dodaje gościni TOK FM.
Zwraca też uwagę na łączenie pokoleń - dzieci mogą się uczyć od seniorów, a osoby starsze po prostu nie są samotne. - Bardzo mi na czymś takim zależy - podkreśla wiceprezydentka.
Wszystkie dary mają zostać zapakowane i 5 grudnia - na mikołajki - przekazane potrzebującym. - To jest bardzo ważna nasza wspólna inicjatywa, w której bierzemy udział - mówi TOK FM Adam Mołdoch, wicedyrektor Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie. - Zależy nam, by dzielić się tym dobrem i włączać się w pomaganie, zwłaszcza teraz - przed świętami - dodaje.
Źródło: TOK FM