,
Obserwuj
Lubelskie

Tłok w schroniskach dla bezdomnych. "Będziemy przyjmować wszystkich, którzy się zgłoszą"

4 min. czytania
05.01.2026 16:19

Mroźna pogoda sprawia, że noclegownie i schroniska dla bezdomnych przeżywają oblężenie. - Każdy znajdzie miejsce, nikomu nie odmówimy pomocy - mówi TOK FM Renata Babiarz, dyrektor Ośrodka Wsparcia dla Osób Bezdomnych Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie.

Straż Miejska w Lublinie na patrolu
Straż Miejska w Lublinie na patrolu
fot. Urząd Miasta Lublin/ mat. prasowe

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto najczęściej trafia do noclegowni?
  • Jak radzą sobie w nich młodzi?
  • Co robić, gdy zauważymy osobę potrzebującą wsparcia?

Niskie temperatury sprawiają, że w schroniskach i noclegowniach jest coraz większy ruch. Jedni przychodzą się zagrzać, inni - przenocować. Jak mówi Renata Babiarz, dyrektor Ośrodka Wsparcia dla Osób Bezdomnych Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie, koniec grudnia i początek stycznia to dni, gdy osób szukających pomocy jest bardzo dużo. Były nocne, gdy zarówno schronisko, jak i noclegownia miały nadkomplet. - Ale każdy znajdzie miejsce, nikomu nie odmówimy pomocy - zapewnia. Jak tłumaczy, gdy brakuje łóżek, zawsze znajdzie się jakiś materac, koc czy choćby krzesło, na którym można się zdrzemnąć i przeczekać najniższe temperatury. 

- Wiemy, że przed nami - takie są prognozy - są bardzo trudne dni. W godzinach wieczornych będziemy przyjmować wszystkich, którzy się zgłoszą. Mamy przestrzeń przewidzianą dla 65 osób, ale potrzebujących zapewne będzie znacznie więcej - dodaje nasza rozmówczyni. Podkreśla, że wśród bezdomnych jest coraz więcej młodych osób, które nie mają gdzie pójść. - To nastolatkowie czy dwudziestolatkowie, których rodzice zmarli, gdy oni byli dziećmi, którzy trafiali do domów dziecka czy rodzin zastępczych. Ale są też tacy, którzy od dawna sprawiali problemy wychowawcze, mieszkali w różnych ośrodkach i dziś nie mają się gdzie podziać. To są naprawdę bardzo różne historie - opowiada nasza gościni. 

Jak dodaje, część młodych dorosłych wychodzi z założenia, że bezdomność to tylko chwilowy problem, na dwa czy trzy miesiące, żyje złudzeniami, że "jakoś to będzie". - Dużym problemem jest też dla nas uzależnienie młodych od telefonu czy internetu. Nic ich nie interesuje, nie mają poczucia odpowiedzialności czy samodzielności. Nie rozumieją, że tu jest regulamin, dyżury, sprzątanie, posiłki, określone obowiązki. Często słyszę "zapomniałem". I to też jest dla nas nowe wyzwanie, którego wcześniej nie było. Młody człowiek w schronisku do godz. 3 czy 4 nad ranem siedzi w telefonie, a potem, gdy inni wstają o 7.30, to dla niego jest to środek nocy - opowiada Renata Babiarz. 

Nie tylko używki

Marcin Burzawa jest wiceprezesem Bractwa Miłosierdzia, a jednocześnie opiekunem osób w kryzysie bezdomności. Jak mówi, młodzi są na dziś ogromnym wyzwaniem. - Człowiek czasami tak sobie myśli, że jeden czy drugi chłopak, który do nas trafia, mógłby być przecież moim synem. Sytuacje są różne, ich historie też. Czasami coś się w życiu wydarzy i tu wcale nie zawsze chodzi o alkohol. To są trudne relacje rodzinne lub ich brak, problemy ze zdrowiem psychicznym i wiele innych kwestii. Nie można myśleć stereotypowo, że jak bezdomny, to na pewno alkoholik, brudny i brzydko pachnący. Bo tak nie jest - mówi Burzawa . 

Jak pracuje się z młodzieżą? - Staram się dużo z nimi rozmawiać, choć nie zawsze jest to łatwe. Mamy też psychologa, który nas wspiera. A ja powtarzam im jak mantrę, że można iść dalej, że to, że do nas trafili - nie musi być końcem świata. Bo - jak to się mówi - po każdej nocy przychodzi dzień. Trzeba widzieć nadzieję - wyjaśnia pan Marcin. 

Renata Babiarz przyznaje, że dużym problemem są alkohol i narkotyki. Ale nie zawsze tak jest. - To są często osoby, które w rodzinach nie doznały ciepła, miłości, zrozumienia, wsparcia. I jeśli w grupie pracowników czy współmieszkańców znajdą przysłowiową bratnią duszę, anioła stróża, to nagle okazuje się, że widać światełko w tunelu, że można wyjść na prostą. I takie osoby zaczynają pracować nad sobą, nad swoim życiem, nad przyszłością. Po jakimś czasie spędzonym u nas potrafią powiedzieć: wreszcie ktoś mnie słucha, wreszcie ktoś ze mną rozmawia, a nie tylko na mnie krzyczy i wydaje rozkazy - opowiada dyrektorka schroniska Brata Alberta w Lublinie. 

Apele Straży Miejskiej

Straż Miejska w Lublinie od kilkunastu dni regularnie - po kilka razy dziennie - odwiedza m.in. pustostany, parki, altany na działkach czy wiaty śmietnikowe, sprawdzając, czy są w nich osoby bezdomne. - Zawsze mamy ze sobą termos z gorącą herbatą. Zawsze też proponujemy przewiezienie do noclegowni. Większość osób jednak odmawia. Twierdzą, że dobrze sobie radzą, mimo dużego mrozu. Nikogo nie możemy zabrać na siłę  - wyjaśnia Angelika Gmitrzuk z jednego z patroli Straży Miejskiej w Lublinie. 

- Zależy nam na tym, aby pomoc otrzymał każdy potrzebujący, dlatego apelujemy do mieszkanek i mieszkańców, żeby nie pozostawali obojętni. Każde zgłoszenie o osobach potrzebujących wsparcia jest bardzo ważne, gdyż umożliwi służbom miejskim skuteczną i szybką interwencję - mówi Anna Augustyniak, wiceprezydent Lublina do spraw społecznych.

Zimą pamiętajmy o osobach najbardziej potrzebujących_fot. Miasto Lublin_3
fot.

Miasto apeluje o zwrócenie szczególnej uwagi na osoby bezdomne, starsze, oraz mieszkańców z niepełnosprawnościami. Każdy sygnał o osobach przebywających w warunkach niedostosowanych do zamieszkania i stwarzających bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia da szansę im pomóc. Wystarczy zadzwonić na numer alarmowy 112 lub do Straży Miejskiej pod nr 986. 

Jak dodaje Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej w Lublinie, wśród osób bezdomnych zdarzają się także kobiety. Ostatnio jeden z patroli udzielił pomocy bezdomnej, która skarżyła się na kłucie w mostku. - Wezwaliśmy pogotowie, pani została zabrana do szpitala. Zależy nam bardzo na tym, by nikt nie został bez pomocy. Dlatego apeluję - nie pozostawajmy obojętni, zwracajmy uwagę na to, co widzimy wokół nas, reagujmy, gdy ktoś np. śpi na ławce w parku. Możemy uratować takiej osobie życie - dodaje Robert Gogola.

źródło: TOK FM