"Turystyka u nas siadła". Omijają ten region z jednego powodu. Branża prosi o pomoc
Radni opozycji z Sejmiku Województwa Lubelskiego chcą, by w regionie wprowadzić bon turystyczny. Przekonują, że wiele osób rezygnuje z przyjazdu na Lubelszczyznę z obawy przed zagrożeniami ze strony Rosji czy Białorusi. Przedsiębiorcy z branży są stratni. Niektórzy zamykają nawet swoje działalności.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak bon turystyczny sprawdza się na Podlasiu?
- Dlaczego radny KO uważa, że bon turystyczny jest potrzebny na Lubelszczyźnie?
- Co ma wspólnego PKOl z pieniędzmi na bon turystyczny na Lubelszczyźnie?
- Jaką kwotę proponuje radny na bon turystyczny i co na to władze Lubelszczyzny?
Bon turystyczny już wcześniej wprowadziło Podlasie, gdzie z powodu trwającego od kilku lat kryzysu humanitarnego na polsko-białoruskiej granicy w te rejony przestali przyjeżdżać turyści. Lokalne władze przekonują, że nie ma się czego obawiać, a Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna ruszyła jesienią z trzecią już edycją bonu. We wrześniu i w październiku przeznaczono na to po 800 tys. złotych, a w listopadzie i grudniu - prawie po 500 tys. złotych. Bon na Podlasiu ma na celu zwiększenie liczby turystów w tym regionie oraz wsparcie lokalnych przedsiębiorców. O bon może się ubiegać wyłącznie osoba fizyczna, zamieszkująca na terenie Polski, zamierzająca skorzystać z usługi noclegowej na terenie województwa podlaskiego w ramach wyjazdu indywidualnego przez co najmniej dwie noce. Pieniądze na ten cel pochodzą z budżetu województwa.
Lubelskie też chce bon turystyczny?
Z podobną inicjatywą na Lubelszczyźnie wystąpił radny sejmiku Wojciech Sosnowski z Koalicji Obywatelskiej. Pierwszą interpelację w tej sprawie złożył już wiele miesięcy temu. Jak mówi, regularnie słyszy od samorządowców i przedsiębiorców z terenów przygranicznych, że potrzebują pomocy, bo obroty w branży turystyczno-gastronomiczno-hotelarskiej znacząco spadły. - Od początku proponowałem, aby lubelski bon turystyczny był skierowany do osób spoza naszego województwa. Chodziło o to, by pieniądze wypracowane przez naszych mieszkańców mogły jeszcze lepiej zapracować na terenie naszego regionu i żeby zachęcić osoby z różnych miejsc w Polsce do przyjazdu do nas - mówi Sosnowski.
Jak tłumaczy, z bonem można było ruszyć jeszcze przed wakacjami, ale marszałek nie widział wtedy takiej możliwości. - Skandaliczne jest to, że z wielką łatwością pan marszałek Jarosław Stawiarski [PiS] znajduje wielkie miliony na dotowanie swoich politycznych kolegów, a nie znalazł złotówki na wsparcie przedsiębiorców z branży turystycznej z województwa lubelskiego. Pieniądze mieszkańców Lubelszczyzny są wyprowadzane poza województwo zamiast rozwijać naszą gospodarkę - mówi Wojciech Sosnowski.
Radny odnosi się tym samym do sprawy, o której pisał m.in. portal jawnylublin.pl - chodzi o środki przekazywane dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W latach 2024-2025 miały to być ponad 4 mln złotych, a obecnie - na lata 2025-2026 - jest to ponad 6 mln złotych. Dlaczego? - Wyręczamy poniekąd państwo polskie, które ze sportu zrobiło politykę i postanowiło nie dofinansować Polskiego Komitetu Olimpijskiego. My, jako instytucja samorządowa, jesteśmy instytucją, która ma środki publiczne, czyli jesteśmy elementem państwa polskiego - postanowiliśmy pomóc PKOl-owi, a przy okazji skorzystać z możliwości, jakie dają Igrzyska Olimpijskie - powiedział, cytowany przez portal, marszałek Jarosław Stawiarski.
"Turystyka u nas siadła"
Do prośby radnego Sosnowskiego w sprawie bonu turystycznego dla Lubelszczyzny przyłączył się starosta włodawski Mariusz Zańko. Jak przekazuje w rozmowie z TOK FM, otrzymuje wiele sygnałów od przedsiębiorców, którzy są rozgoryczeni i czekają na wsparcie. Tracą przez sytuację geopolityczną i położenie blisko granicy z Białorusią. - Turystyka niestety u nas siada. Dlatego wnioskujemy i mówimy o tym głośno, żeby były bony turystyczne dla Lubelszczyzny, szczególnie dla wschodnich jej terenów. I muszą być jakieś szanse prorozwojowe po to, abyśmy nie zostali całkowicie bez pomocy. Z jednej strony region się wyludnia, a z drugiej turyści mają obawy przed przyjazdem do nas - mówi Zańko.
- Bon mógłby być dopłatą chociażby do zakwaterowania, do wypoczynku, do korzystania z naszych obiektów turystycznych. Turyści mogliby do nas przyjeżdżać na urlop, na ferie, na weekendy. Mamy na Lubelszczyźnie tyle pięknych, wartych zobaczenia miejsc - dodaje radny Wojciech Sosnowski. I proponuje, by na początek z budżetu województwa przeznaczyć na ten cel 2 mln złotych.
Co na to marszałek?
Na dziś - jak ustaliliśmy - marszałek nie mówi "nie". Jarosław Stawiarski (PiS) zlecił analizy w tej sprawie. Jak informuje jego rzecznik Remigiusz Małecki, chodzi o to, by wszystko było przemyślane, a nie o to, by decyzje zapadały przy nacisku radnych opozycji. - Nie chcemy działać pod presją czasu czy pod presją radnych. Chcemy przygotować taki bon turystyczny, który będzie atrakcyjny dla mieszkańców innych województw, którzy - być może - nigdy u nas nie byli, ale też dla tych, którzy tu wrócą - mówi Małecki.
Analiza, którą zlecono, dotyczy m.in. obłożenia miejsc turystycznych w ostatnim sezonie: jak wielu było turystów, gdzie nocowali, ile na to wydali, jakie miejsca zwiedzili. Rzecznik marszałka dodaje, że z pierwszych ustaleń wynika, że liczba turystów na Lubelszczyźnie wzrosła w ostatnim czasie o 9 procent. - To może być prawda, bo te analizy zapewne obejmują całej województwo, w tym Lublin, a Lublin odnotowuje rekordy. A jednocześnie miejscowości przygraniczne - w tym na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim - bardzo dużo straciły - żali się nam pan Tomasz, jeden z przedsiębiorców z tego terenu.
Rzecznik marszałka mówi w TOK FM, że jest szansa, iż bon wejdzie w życie. Być może nawet przed zimowymi feriami, w pierwszych miesiącach 2026 roku. Na razie jednak Urząd Marszałkowski nie ujawnia, nad jaką koncepcją dokładnie pracuje.
Źródło: TOK FM