,
Obserwuj
Lubelskie

Z celi do studia nagrań. Tak wygląda resocjalizacja w więzieniu na Lubelszczyźnie

6 min. czytania
13.11.2025 10:22

Za murami Zakładu Karnego w Opolu Lubelskim dzieje się coś niezwykłego. Osadzeni nie tylko odbywają tu kary, ale też uczą się grać, malować, lepić z gliny i pomagać innym. Muzyka, sztuka i praca twórcza stały się dla nich sposobem na odzyskanie spokoju i sensu – a czasem także nadziei na nowe życie po wyjściu na wolność.

Tak wygląda resocjalizacja w więzieniu w Opolu Lubelskim
Tak wygląda resocjalizacja w więzieniu w Opolu Lubelskim
fot. Zakład Karny Opole Lubelskie - materiały udostępnione przez dyrekcję

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie działania resocjalizacyjne prowadzi Zakład Karny w Opolu Lubelskim?
  • Co daje więźniom uczestnictwo w zajęciach muzycznych i artystycznych?

Zakład Karny w Opolu Lubelskim to miejsce, które działa od 15 lat. Jest tu ponad 650 osadzonych, ale będzie więcej, bo niedawno oddano nowy pawilon, w którym jest ponad 800 miejsc. Swoje wyroki odsiadują tu osoby skazane po raz pierwszy oraz młodociani. Więzienie bardzo mocno postawiło na proces resocjalizacji osadzonych - w szczególności przez sztukę. Biorą udział w szeregu zajęć, których celem jest wyprowadzenie ich na prostą.

To m.in. zajęcia muzyczne. - Pamiętam, że na samym początku, niedługo po otwarciu tego miejsca, ówczesna dyrekcja postanowiła, że zakupi kilka instrumentów muzycznych, bo przecież trafiają tu m.in. osadzeni, którzy są profesjonalnymi muzykami, kończyli szkołę muzyczną i którym bardzo tej muzyki brakuje. A ona też może być formą terapii - mówi Łukasz Pruchniak, zastępca dyrektora w Zakładzie Karnym w Opolu Lubelskim.

Jedną z osób, która korzysta z instrumentów jest Iwan, młody Ukrainiec, który ma do odbycia jeszcze kilka lat swojej kary. Więźniowie z reguły nie chcą mówić o tym, za co siedzą, dlatego tych szczegółów nie podajemy. - Wcześniej byłem w innym zakładzie, gdzie nie było żadnej możliwości grania. A ja jestem po szkole muzycznej, bardzo mi tego brakowało - przyznaje Iwan i - chcąc pokazać, co potrafi - gra dla nas jeden z utworów Chopina, na keybordzie (można posłuchać w poniższym podcaście) . - To mnie uspokaja, ale też pozwala wyrzucić z siebie emocje. Jakie? Nie chcę o tym gadać, ale chodzi o emocje, z którymi się tutaj mierzę - mówi w rozmowie z nami.

W więzieniu w Opolu działa też zespół muzyczny stworzony przez osadzonych. Grają mocną, ciężką muzykę, w tym choćby utwory Metallici. Jeden z nich nam zagrali. - Nigdy nie grałem na perkusji, dopiero tutaj, w więzieniu się tego uczę. Oczywiście nie możemy grać tak mocno, jak byśmy chcieli czy jakby wymagał tego ten utwór, bo wiemy, gdzie jesteśmy. Ale mamy miejsce prób, ćwiczymy regularnie, chyba wszyscy bardzo to lubimy i to dla nas ważne. Dzięki temu można na chwilę zapomnieć, gdzie się jest - mówi Janek.

Inny z osadzonych - Kamil - też nigdy wcześniej nie uczył się grać na instrumentach. Teraz zaczął, gra na gitarze, w zespole. - Bardzo to lubię, sprawia mi to przyjemność. Wcześniej muzyki tylko słuchałem - gram dopiero od kwietnia. Zaczęliśmy grać dość trudne utwory. Nie brzmi to może tak dobrze jak powinno, ale uważam, że jest OK - mówi.

Zespół muzyczny to jednak nie wszystko. W więzieniu są także literaci czy poeci, których teksty są publikowane w ramach corocznych Przeglądów Więziennych Form Dziennikarskich "Negatyw". W Opolu, za kratkami, działa też radiowęzeł. W specjalnym pomieszczeniu są komputery z programami do obróbki dźwięku, mikrofony, stół mikserski. Dyżury pełni tu Piotrek, który ma do odsiadki jeszcze kilkuletni wyrok.

- Audycje prowadzimy codziennie, od poniedziałku do niedzieli, od godz. 8:00 do ciszy nocnej. Są to głównie audycje z różnych radiostacji, ale również muzyka, którą preferują więźniowie. Mamy też różne komunikaty, które ogłaszam - są one związane m.in. z kwestiami dotyczącymi szkoły i nauki, ale też z konkursami organizowanymi przez inne zakłady karne w całej Polsce. Informujemy osadzonych, że mogą coś na taki konkurs przygotować - mówi Piotr. Jak dodaje, działa w radiowęźle już trzy lata, po części czuje się już dziennikarzem "pełną gębą". - Jakoś staram się choć trochę umilać ten czas naszym osadzonym. To dla mnie forma pracy, bo ze względów zdrowotnych nie mogę inaczej pracować - dodaje nasz rozmówca.

Zakład Karny Opole Lubelskie - materiały udostępnione przez dyrekcję
fot.

Zakład Karny Opole Lubelskie - materiały udostępnione przez dyrekcję

Ceramiczne kwiaty, żuczki, motyle? Więźniowie i to potrafią

Współpraca z Katarzyną Rutą-Piłat i jej mężem Pawłem z Pracowni Ceramiki "Zapiecek" zaczęła się kilka lat temu. - Gdy ten pomysł się pojawił, podeszłam do niego sceptycznie. Mąż powiedział nawet, że samej do więzienia mnie nie puści. Poszliśmy więc razem i tak się zaczęło - opowiada pani Kasia. - Nie ukrywam, że zanim poznałem to miejsce, myślałem bardzo stereotypowo, jak pewne wielu z nas - że to ciężkie warunki i odbywanie surowych kar. Dziś wiem, jak bardzo byłem w błędzie. To są naprawdę normalni ludzie, którzy mają coś na sumieniu - oczywiście, różne przestępstwa, ale czy to znaczy, że nie zasługują na drugą szansę? Mają do odsiedzenia swoje wyroki, ale m.in. dzięki nam odkrywają swoje nowe pasje, talenty - dodaje pan Paweł.

Zaczęło się od prostych zajęć z gliną. - Nie było im łatwo, ale z czasem zaczęło im to coraz lepiej i piękniej wychodzić. Robią niesamowite rzeczy, które do tej pory zabieraliśmy do siebie, by wypalać je w naszym piecu, ale teraz to się zmieni, bo zakład karny zamówił swój własny piec, by wypalać te elementy z ceramiki u siebie - opowiada pani Kasia. Pierwszą rzeczą, którą wykonali więźniowie, była jedna ze ścian w więzieniu - przedstawiająca głębię oceanu. To wykonane własnoręcznie przez osadzonych mniejsze i większe elementy ceramiczne, przedstawiające podwodne rośliny, ryby, rozgwiazdy i inne elementy oceanu.

Zakład Karny Opole Lubelskie - materiały udostępnione przez dyrekcję
fot.

Zakład Karny Opole Lubelskie - materiały udostępnione przez dyrekcję

Kilka miesięcy postanowiono, że osadzeni przygotują kolejną ścianę, tym razem przedstawiającą kwietną łąkę. - To była cudowna przygoda. Ja przygotowałem m.in. maleńkie stokrotki, krokusy, kilka słoneczników, ale też listki, listeczki, kłosy. Co bylo najtrudniejsze? To, żeby nauczyć się obchodzić z tą gliną tak, żeby chciała nas słuchać - śmieje się pan Przemek, który ma wyrok aż do 2041 roku.

To w więzieniu zaczął malować pastelami - przygotował rysunki kilkunastu ptaków, które wyglądają niemal jak na zdjęciu. To on zaczął też lepić z gliny w celi. - To było niesamowite, gdy okazało się, że człowiek, który jeździł na wózku - bo teraz już porusza się przy pomocy kuli - korzystał z jednego z kół w tym wózku do przygotowywania różnych przepięknych naczyń czy filiżanek. Do koła od wózka inwalidzkiego przyczepił nakładkę ze sklejki i było dla niego kołem garncarskim. "Płacił" współtowarzyszowi z celi, żeby mu kręcił tym kołem, a on wytaczał różne przedmioty. Niesamowicie precyzyjny człowiek. On ten talent artystyczny odkrył w zakładzie karnym. Szkoda, że tak późno, ale lepej późno niż wcale - opowiada Paweł Piłat z pracowni ceramicznej.

Ceramiczna ściana przypominająca łąkę kwietną trafiła do ośrodka terapeutycznego dla osób z niepełnosprawnościami w Poniatowej. Oprócz tego, że pięknie wygląda, może też służyć do terapii sensorycznej. - To było dla nas ważne, że możemy pomóc. Ja też jestem osobą niepełnosprawną i fajnie, że mogę się włączyć w pomaganie innym - dodaje pan Przemek. - Wcześniej wykonywałem już prace manualne, też tutaj w więzieniu, w postaci szydełkowania czy szycia, ale glina była czymś nowym. Dla mnie kluczowe jest, że to, co stworzymy, idzie na szczytny cel, prawda? Super, że mogliśmy się zaangażować w taką pomoc, a przy okazji ta glina powoduje, że człowiek odciąga głowę od tego, gdzie jest i ile pobytu mu tu zostało - opowiada Roman, który ma przed sobą jeszcze kilka lat wyroku. To on, razem z innymi osadzonymi, włączył się też w przygotowanie szydełkowych smoków, które pójdą na aukcję, a pieniądze trafią do osób potrzebujących pomocy.

- Powstał szereg prac przygotowanych przez osadzonych, które są efektem naszych oddziaływań. Dzięki temu, ale też dzięki współpracy z osobami z zewnątrz, możemy pomóc osadzonym w powrocie do rzeczywistości, w odzyskaniu tej kondycji - również emocjonalnej, i w możliwości powrotu do pozawięziennego świata. Zajęcia artystyczne mogą mieć i mają charakter terapeutyczny. Uważamy, że wychodzenie i oferowanie osadzonym możliwości tworzenia czegoś, co może pomóc w jakikolwiek sposób osobom potrzebującym w środowisku pozamięziennym - np. w ośrodku dla osób z niepełnosprawnościami - to jest kapitalna sprawa. Każdemu to polecamy. Wydaje mi się, że taka formuła znalazłaby świetne zastosowanie w wielu placówkach - mówi wicedyrektor Łukasz Pruchniak.

- Osadzeni przejawiają mnóstwo talentów. Ludzie na skutek życiowych powikłań trafiają do nas już wyposażeni w pewne umiejętności. Jest też znaczna grupa osób, które w trakcie pobytu, korzystając z różnej formy działań oferowanych przez nas, nabywają umiejętności. Okazuje się, że dana osoba kapitalnie sobie radzi, że jest w stanie stworzyć piękne przedmioty. Jeżeli ten przedmiot finalnie - za obopólną zgodą i zainteresowaniem - trafia np. na akcję dobroczynną, może pomóc choremu dziecku, potrzebującej rodzinie, co niejednokrotnie już działo się przy naszym udziale, to wspaniała rzecz - podsumowuje Pruchniak.

Źródło: TOK FM