Zrzucili się na respirator dla szpitala. "Nie byłoby nas stać na zakup"
Mieszkańcy kilku małych miejscowości na Lubelszczyźnie postanowili wesprzeć szpital w Lubartowie, z którego na co dzień korzystają. Kupili respirator dla noworodków, bo ten, którym dysponowała placówka, był tak stary, że nie ma do niego już nawet części zamiennych.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Z jakimi problemami boryka się placówka w Lubartowie?
- Jak udało się zebrać potrzebną kwotę?
Szpital w Lubartowie to jedna z tych placówek, która od lat mierzy się z problemem zadłużenia. Ma roczny kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na ok. 100 milionów zł, ale jednocześnie stara się spłacić 25 milionów zł zadłużenia sprzed lat, czyli tzw. zobowiązań wymagalnych. Rocznie szpital pomaga 17 tysiącom pacjentów. Ma m.in. oddział ginekologiczno-położniczy i nie zamierza rezygnować z porodówki. Co więcej, to właśnie ten oddział jest w "top 3" najlepszych oddziałów w województwie lubelskim w akcji "Rodzić po ludzku".
Problem z respiratorem dla noworodków
Niestety w ostatnim czasie pojawił się dość poważny problem. Wysłużony respirator dla noworodków, znajdujący się na oddziale neonatologii, zaczął odmawiać posłuszeństwa i dzieci z problemami oddechowymi trzeba było wozić do Lublina. W tej sprawie do małej fundacji z Kocka "Pomoc daje moc" zwróciła się lekarka z placówki, opowiadając, w jak trudnej sytuacji jest oddział noworodkowy. Pani doktor przeczytała wcześniej w internecie, że fundacja pomogła II Oddziałowi Ortopedii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie, przekazując m.in. nowoczesne łóżko z wagą, szafki przyłóżkowe, wygodne krzesła da rodziców czy kolorową pościel.
- Tak się zaczęło. Odebrałam telefon od pani doktor w sprawie respiratora. Oczywiście, jak usłyszałam kwotę 80 tysięcy zł, to w pierwszej chwili pomyślałam, że dla takiej małej fundacji jak nasza może się to okazać nierealne. Wiedziałyśmy, że to będzie ogromne wyzwanie. Ale zaczęłyśmy działać - spotkania, licytacje, koncert, inne wydarzenia. No i udało się zebrać potrzebną na respirator kwotę. Cieszymy się bardzo, że dzięki temu uda się pomóc dzieciom - mówi prezes Fundacji, Renata Polisiakiewicz.
- Dzięki Fundacji i wsparciu wielu osób dobrej woli mamy ten sprzęt, o którym do tej pory mogliśmy jedynie pomarzyć. Normalnie nie byłoby nas stać na zakup takiego respiratora. Bardzo się ucieszyłam, kiedy panie z fundacji przyszły i powiedziały, że nam pomogą - mówi dyrektor placówki w Lubartowie, Ewa Mańdziuk.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...
Quiz: Rozłam z Polsce 2050, Rada Pokoju, igrzyska we Włoszech. Sprawdź swoją wiedzę [QUIZ]
Nie kryje, że przy mizerii finansowej, z jaką mierzą się szpitale, nie jest łatwo. - Ale świadczymy usługi na wysokim poziomie i staramy się w tym trudnym okresie przetrwać. W ubiegłym roku w naszym szpitalu urodziło się 800 dzieci, uważam, że to dużo, dlatego nie mamy planów likwidacji porodówki - dodaje pani dyrektor.
Renata Nieznaj jest kierownikiem oddziału neonatologii. Jak mówi, zakup nowego respiratora przez fundację bardzo pomoże lokalnej społeczności. W sytuacji zagrożenia życia nie trzeba będzie już wozić dzieci do innych placówek. - Respirator, który mamy, jest bardzo wysłużony, na rynku nie ma już do niego części zamiennych. Dlatego tak bardzo potrzebowaliśmy nowego. Ten sprzęt wspomaga maluszki, które mają problemy z oddychaniem tuż po urodzeniu. To m.in. wcześniaki czy noworodki z chorobami które powodują właśnie zaburzenia oddechowe. Tak naprawdę ten respirator ratuje im życie - dodaje pani ordynator.
Ludzie o wielkich sercach
Jedną z mam, które spotykamy na oddziale w Lubartowie, jest Anna Chojak. Kilka dni temu urodziła małego Kubusia. Mama nie ma wątpliwości, że zakup respiratora przez fundację to niezwykle ważna kwestia dla nowonarodzonych dzieci. - Mamy będą spokojniejsze, nie trzeba będzie wozić naszych maluszków, w tym wcześniaków, do innych placówek. Bardzo się cieszę, że dzięki ludzkiej empatii, zaangażowaniu, aktywności, udało się kupić ten sprzęt. Bo nigdy nie wiadomo, któremu dziecku i w którym momencie może być niezbędny - dodaje nasza rozmówczyni.
- Respiratora by nie było, gdyby nie wsparcie wielu ludzi o wielkich sercach. Były licytacje, był koncert, był rajd rowerowy, były zbiórki pod kościołem, były zbiórki przy okazji różnych imprez okolicznościowych u nas w mieście w Kocku. No i jeszcze była grupa na Facebooku, gdzie licytowano różne rzeczy, przekazane przez mieszkańców. To były rzeźby, obrazy, biżuteria, rękodzieło i wiele innych. Każdy przekazał, co mógł - mówi prezes fundacji, Renata Polisiakiewicz.
- Cały zespół fundacji pracował na to, żeby wszystkie działania jak najszybciej zorganizować, skoordynować i żebyśmy jak najszybciej mogli zdobyć potrzebną kwotę. To była dla nas zawrotna suma i zastanawialiśmy się, czy będziemy w stanie ją zebrać. Na szczęście ludzi dobrej woli jest bardzo dużo. Każda wpłacona złotówka prowadziła nas do celu. Cieszymy się, że możemy przekazać respirator szpitalowi i to taki bardzo pozytywny sygnał - że jak się chce, to można. Nawet w małej miejscowości, przy wsparciu niewielkiej fundacji. Bo najbardziej liczą się chęci i zaangażowanie - dodaje wiceprezes fundacji "Pomoc daje moc", Agnieszka Zdunek-Żołna.
źródło: TOK FM