Z warszawskiego szpitala znikają dwa oddziały. "Kompletny absurd"
- Chciałabym zaapelować do pani ministry Leszczyny, żeby spotkała się z panem marszałkiem Struzikiem, żeby sobie porozmawiali i zastanowili się, czy naprawdę ta decyzja jest korzystna dla pacjentów - mówiła z oburzeniem, na kilka chwil przed złożeniem petycji w obronie szpitala, poseł Lewicy Joanna Wicha, na co dzień mieszkanka Ochoty. Dla mieszkańców dzielnicy to gigantyczny problem.
Zamknięcie oddziałów mocno utrudni dostęp do publicznej opieki zdrowotnej, bo od pierwszego stycznia cześć pacjentów pomocy będzie musiała szukać gdzie indziej. Radni dzielnicy zaapelowali do miasta, żeby stołeczny ratusz spełnił medyczne potrzeby mieszkańców. W odpowiedzi usłyszeli, że szpital przy Barskiej nie należy do Warszawy, tylko do Sejmiku Województwa Mazowieckiego.
Rosja zemści się na Polsce? 'Trzeba mieć spakowaną walizkę'
Remont jest niezbędny
Powodem zmian w szpitalu przy Barskiej jest planowany remont budynku. Modernizacji z prawdziwego zdarzenia nie było tu od chwili budowy, czyli od 70 lat. - Aby tak dużą inwestycję móc zrealizować, nie można tego robić, kiedy na salach przebywają pacjenci. Dlatego konieczne jest przeniesienie części działalności placówki do innych warszawskich szpitali - tłumaczy Marta Milewska, rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego.
Wstępnie typowano szpital Bródnowski i szpital Południowy na Ursynowie. Teraz do tego grona doszedł szpital Czerniakowski. To jednak odległe lokalizacje. - Chciałabym zapytać: gdzie Ochota, a gdzie Bródno? Gdzie Ochota, a gdzie Ursynów? Ta odpowiedź to jest dla mieszkańców Ochoty kompletny absurd, ponieważ mieszkańców nie interesuje, czy szpital jest miejski, czy on jest wojewódzki. On po prostu ma ich przyjąć w rozsądnym czasie i wyleczyć - mówiła Urszula Kałłaur, radna z Ochoty.
Mimo że oddziały przestaną funkcjonować już za niecałe dwa tygodnie, to wciąż prowadzone są w tej sprawie rozmowy z NFZ. W efekcie chirurgia ogólna ma przejść od 1 stycznia do ATTIS-u przy ulicy Górczewskiej, czyli do filii Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Sprawa urazówki ma się wyjaśnić po rozliczeniu świadczeń. - Wszystkie świadczenia będą zagwarantowane, zapewnione. Po prostu pacjenci znajdą je w innych placówkach Warszawy - zapewnia Milewska. Pacjenci protestujący w obronie szpitala zastanawiają się, jak bardzo wydłużą się kolejki w tej części Warszawy. Szpitale przy Lindleya i Banacha, które mają oddziały urazowe, są już dzisiaj zatkane.
Szokujące sekrety zakonnic. W tle zakupy broni i służby Łukaszenki
Kolejny szpital, kolejna reorganizacja
Urzędnicy przekonują o potrzebie zmian, ale nie mówią najważniejszego: czy po remoncie chirurgia i urazówka wrócą do szpitala? W planach jest utworzenie ZOL-u, czyli Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla ok. 80 osób. Zmiana podobno ma wynikać z mapy potrzeb medycznych. W te wyjaśnienia wątpią protestujący i podają przykład innego stołecznego szpitala na Solcu. Ten należy do miasta. Dwa lata temu władze Warszawy też mówiły o potrzebie remontu i tłumaczyły konieczność przeniesienia oddziałów ze Śródmieścia na Ursynów. Remont do tej pory nawet nie ruszył. Jest co prawda projekt, ale gdy dopytuję urzędników o szczegóły, słyszę, że może w czerwcu pieniądze na inwestycję się znajdą. - Obawiam się, że dokładnie tak samo może być z Barską - tłumaczy Joanna Wicha. Okazuje się, że personel szpitala mówi o innych danych aniżeli Urząd Marszałkowski. - W ubiegłym roku Izba Przyjęć na Barskiej przyjęła ponad 22 tys. pacjentów, to jest około 60 osób dziennie. Oddział chirurgii ogólnej wykonał 120 proc. zabiegów, które miał przewidziane w NFZ. Widać więc, że Barska funkcjonuje bardzo sprawnie - zapewnia Urszula Kałłaur. Skąd rozbieżności w danych, tego urzędnicy nie tłumaczą.
Z tym koszmarem naukowcy mierzą się każdego dnia. 'Absurdalna, idiotyczna ustawa'
Im bliżej końca, tym większy chaos
Właściciel szpitala św. Anny przy ul. Barskiej, czyli należąca do samorządu województwa mazowieckiego spółka "Stocer", ogłosiła reorganizację pod koniec września. Z każdym dniem panuje coraz większy chaos, także wśród personelu. Związkom zawodowym każe się podpisać porozumienie.
- Restrukturyzacja dotknie 124 osób, w tym 96 pielęgniarek - mówi Bożena Skrzyńska, przewodnicząca Zakładowej Organizacji Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Perspektywa pracowników jest fatalna. Personel musi się częściowo przenieść do Pruszkowa i do Konstancina. Niektórzy nawet usłyszeli ultimatum, że jeśli nie stawią się do pracy 2 stycznia w szpitalu bródnowskim dostaną dyscyplinarkę. - Do dzisiaj pan Marszałek nie spotkał się z nami, nie wysłuchał nas. Nie znalazł dla nas czasu - żali się Skrzyńska. Sprawę bada inspekcja pracy.