Świąteczny szok na Podkarpaciu. "Śnieg? My w Indonezji mamy teraz 28 stopni"
Shanice każdego roku wracała na święta do rodziny w Harare, stolicy Zimbabwe. Jak mówi, większość mieszkańców tam to chrześcijanie; Boże Narodzenie jest jednym z najważniejszych świąt w roku, ale w jej rodzinnym domu nikt za bardzo nie dba o świąteczny klimat. - No może poza mną - przyznaje z uśmiechem.
W Zimbabwe uroczystości religijne w święta zaczynają się od nabożeństwa w kościołach, które są głównym elementem obchodów. - Wygląda to dość standardowo, jak w Polsce, tyle że msze często poprzedzają przedstawienia wykonywane przez dzieci ze szkół. To taka luźna wersja tego, jak mogło wyglądać przyjście Jezusa na świat. Nie we wszystkich kościołach można to oglądać, ale to całkiem popularne - opowiada Shanice.
Po kościele rodziny zazwyczaj zasiadają do wspólnego obiadu lub kolacji. Na stołach króluje mięso. - Zawsze jest kurczak, ale czasami można zjeść indyka czy kozę. Mięso z grilla to główny składnik, a do niego można sobie dobrać warzywa i ryż. Według tradycji na stole powinna być jeszcze sadza, czyli gęsta kasza z mąki kukurydzianej, ale mi ona średnio pasuje. Wolę mięso - uśmiecha się moja rozmówczyni.
Na tym kończy się główna część świętowania w domu Shanice, ale rodzina spędza ze sobą jeszcze czas do zmroku. - Nie śpiewamy kolęd. Nawet nie wiem, czy mamy jakieś tradycyjne bożonarodzeniowe piosenki. Ja śpiewam "Last Christmas" pod nosem. To musi Ci wystarczyć - śmieje się.
Pierwsze takie święta...
Tegoroczne święta dla Shanice są wyjątkowe z wielu powodów. - Jestem w Rzeszowie już prawie rok, ale to pierwsza Gwiazdka w Polsce. Uczelnia i starsi studenci bardzo się starają, żebyśmy spędzili je jak w polskim domu - mówi.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania dla swoich studentów, którzy spędzają święta w kampusie, organizuje wigilię, na której mogą spróbować tradycyjnych potraw. - Próbowałam żurku, ale barszcz czerwony całkowicie skradł moje serce. Jadłam go na okrągło. Pierogi też są w porządku, ale barszcz? To jest to - żartuje Shanice.
Ludzie, którzy nienawidzą świąt. 'Cokolwiek powiem i tak będzie źle'
... i pierwszy w życiu śnieg
W grudniu studenci WSIiZ-u zorganizowali dla swoich kolegów przebywających na wymianie w Polsce wycieczkę w Bieszczady. Pogoda sprzyjała, więc dla wielu z nich była to szansa, by pierwszy raz w życiu zobaczyli śnieg na własne oczy. - Wcześniej widziałem go tylko na filmach. W Indonezji, w trakcie świąt, jest ok. 28 stopni, do tego mokro, bo trwa pora deszczowa. Tu jest dużo fajniej, chociaż jak zaczęło robić się zimno, to od razu złapałem przeziębienie, ale można przywyknąć - mówi Tern, student z Dżakarty, który do Rzeszowa przyjechał we wrześniu.
W Indonezji dominuje Islam, ale Boże Narodzenie jest obchodzone przez tamtejszą mniejszość religijną, jaką są chrześcijanie, z ogromnym zaangażowaniem. - W kościołach można zobaczyć piękne dekoracje, w tym tradycyjne szopki. Chrześcijanie często łączą modlitwy z tańcami i śpiewami w tradycyjnych strojach. Popularne są procesje, podczas których dzieci niosą figurki Jezusa i Maryi - opowiada Tern.
'Serce mi pęka'. Dla nich to nie bądź wesołe święta
Podobnie jak w Polsce, w Indonezji Boże Narodzenie poprzedza wigilijna kolacja w gronie najbliższych. Na stołach pojawiają się lokalne potrawy, takie jak babi panggang (pieczona wieprzowina) lub ikan bakar (grillowana ryba). Popularne są również ciasta i słodkie desery. Najpopularniejszym jest zdecydowanie kue lapis - tradycyjne ciasto z mąki ryżowej, sago, mleka kokosowego, cukru, soli przekładane bakaliami w różnych kolorach. - Strasznie słodkie, w Polsce chyba nie jadłem czegoś tak słodkiego - zastanawia się Tern.
Chrześcijanie z Dżakarty w trakcie okresu świątecznego również przystrajają swoje domy. - Głównie balony, kolorowe papiery czy bibuły. Często pomagają nam w tym muzułmanie, bo dla nich to też coś ciekawego. Niektórzy nawet jedzą wigilijną kolację razem ze swoimi chrześcijańskimi sąsiadami - tłumaczy.
Tegoroczne święta Tern - podobnie jak Shanice - spędzi z innymi studentami w Rzeszowie. - Nie mamy konkretnych planów. Na pewno pójdziemy znowu na jarmark bożonarodzeniowy na rynku. Jest prześliczny, no i można coś na nim zjeść. Poza tym zadzwonimy do swoich rodzin, spędzimy trochę czasu z nimi online, a potem pewnie zrobimy sobie małą imprezę. Ciekawiej będzie w Sylwestra, bo wtedy planujemy jechać znów w Bieszczady. Będę pierwszy raz w życiu próbował jeździć na nartach. Trzymajcie kciuki - uśmiecha się Tern.