Prawica nie odpuszcza "Naszym chłopcom". Chce zmiany wystawy w Muzeum Gdańska
- Wystawę "Nasi chłopcy" można oglądać w Muzeum Gdańska od 11 lipca. Budzi ona kontrowersje, szczególnie po prawej stronie sceny politycznej;
- Politycy PiS rozpoczęli zbiórkę podpisów pod petycją do dyrekcji muzeum oraz prezydent Aleksandry Dulkiewicz;
- Domagają się zmiany nazwy wystawy, a także jej treści;
- Muzeum Gdańska przekonuje, że ma pozytywny feedback od mieszkańców Pomorza na temat wystawy - zapewnia, że jest rzetelna i potrzebna.
W czasie drugiej wojny światowej niemiecki okupant siłą wcielał Polaków do niemieckiego wojska. Ceną za nieposłuszeństwo były często obóz albo śmierć dla całej rodziny. Ciężar i złożoność tego zjawiska próbuje pokazać Muzeum Gdańska na wystawie "Nasi chłopcy", ale politycy i działacze prawicowi przekonują, że nikt, kto wkłada mundur wroga, nie może być "naszym chłopcem".
Spór o wystawę "Nasi chłopcy". "Wpływ retoryki niemieckiej"
- Nazwa, która mówi o "naszych chłopcach", jest absolutnie niedopuszczalna w kontekście ogólnopolskim - twierdzi poseł PiS Kazimierz Smoliński. - W Polsce nasi chłopcy to byli chłopcy z powstania warszawskiego, z Armii Krajowej, z "Gryfa Pomorskiego", a nie żołnierze wcielani do Armii Trzeciej Rzeszy, czyli do Wehrmachtu. Jak ktoś tu [do Muzeum Gdańska - red.] wchodzi, to może stwierdzić, że wchodzi do niemieckiego muzeum, a gdzie mamy tutaj historię Polski? Cały ten kontekst tragedii, którą przeżyliśmy w czasie II wojny światowej? - pyta parlamentarzysta.
- Sprawa, która nas tutaj sprowadziła, to przeciwstawienie się wystawie, która przekłamuje i chce Polaków przedstawić w fałszywym świetle - wtóruje mu posłanka PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk. I podkreśla, że jeśli nie będzie się protestować przeciwko takim działaniom, to "będziemy świadkami wpływu retoryki niemieckiej, rozmywania i przerzucania winy na inne narody".
Wystawa 'Nasi chłopcy' wywołała polityczną burzę. O czym opowiada? Wyjaśniamy
Ogólnopolska petycja
Politycy PiS rozpoczęli zbiórkę podpisów pod petycją do dyrekcji Muzeum Gdańska oraz do prezydent miasta Aleksandry Dulkiewicz.. Chcą zmiany i nazwy, i treści wystawy.
"Nie ma naszej zgody na zakłamywanie polskiej historii czy rozmywanie odpowiedzialności zbrodniarzy względem swoich ofiar, jak to ma miejsce na państwa wystawie 'Nasi Chłopcy'. Przedstawianie przymusowego wcielania do Wehrmachtu obywateli polskich z okupowanych terenów jako ekscytującej przygody i okazji do poznawania nowych miejsc czy miłości swojego życia, jest niedopuszczalną manipulacją!" - czytamy w udostępnianym przez działaczy prawicy dokumencie.
"Domagamy się przedstawiania naszej historii przez polskie instytucje kultury w sposób zgodny z faktami historycznymi i zgodnie z polskim interesem narodowym. Żądamy odpolitycznienia wystawy oraz przedstawienia prawdziwego obrazu horroru, jaki przeżyli polscy obywatele i ich rodziny w procesie przymusowego i bezprawnego wcielenia do niemieckiego wojska podczas II wojny światowej" - apelują dalej autorzy pisma.
'Dziadek z Wehrmachtu' był pierwszy. Dlaczego wystawa 'Nasi Chłopcy' budzi tyle emocji?
Co na to Muzeum Gdańska?
Przedstawiciele Muzeum Gdańska zauważają, że nie wszystkie argumenty przedstawiane przez polityków PiS są celne. Wytykają wręcz, że część z nich nie jest oparta na faktach.
- Wystawa mówi bardzo konkretnie o Pomorzanach, o naszych bliskich, którzy - niestety - byli zmuszeni do służby w niemieckim wojsku. Nie wiem natomiast, w jaki sposób ten fakt historyczny ma wpłynąć na obniżenie czy zmiękczenie winy państwa niemieckiego za zbrodnie? - zastanawia się kurator wystawy Andrzej Hoja.
Podkreśla, że o trudnych i niewygodnych kartach historii należy opowiadać z rzetelnością i zapewniał, że wystawa taka właśnie jest - rzetelna.
- Jej geneza jest związana z niewiedzą, z wieloletnimi problemami, które w tysiącach pomorskich rodzin są i - szczerze powiedziawszy - w wielu przypadkach ludzie nie wiedzą, co z tym zrobić. Potrzebują naprawdę rzetelnej informacji, co wydarzyło się na Pomorzu w okresie wojny. I ta wystawa te informacje przemyca. Pokazuje, jak bardzo doświadczenie służby w niemieckim wojsku jest różne - wyjaśnia dalej kurator.
Hoja zapewnia też, że "feedback od mieszkańców Pomorza jest taki, że wystawa jest potrzebna". -Bo pomogła zrozumieć doświadczenie, które mieszkańcy dzielą z krewnymi, z ich dziadkami czy ojcami, którzy tego doświadczyli. Także wystawa działa i spełnia swój cel. Jesteśmy zadowoleni - podsumowuje.