Po spotkaniu Trump - Xi Jinping. Ekspert: to gra interesów
Profesor Krzysztof Wasilewski, amerykanista z Politechniki Koszalińskiej, ocenił stosunki USA Chiny jako prowadzoną na zimno "grę interesów". Jak mówił w TOK FM "w interesie Stanów Zjednoczonych i Chin jest równowaga", bo żadnej ze stron nie służy konfrontacja.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak profesor Krzysztof Wasilewski ocenia efekty spotkania przywódców USA i Chin?
- Czy oba państwa zmierzają w kierunku konfrontacji?
- Co stało za decyzją Donalda Trumpa o wznowieniu testów broni nuklearnej?
Prezydent USA Donald Trump poinformował w czwartek, że obniży cła na towary z Chin o 10 punktów procentowych w zamian za obietnicę powstrzymania przepływu chemikaliów do wytwarzania fentanylu z Chin. Trump ogłosił też, że Chiny nie wprowadzą zapowiadanych restrykcji na eksport metali ziem rzadkich przez przynajmniej rok. Zapowiedział też współpracę z Chinami ws. wojny w Ukrainie. Trump poinformował o efektach spotkania z przywódcą Chin Xi Jinpingiem podczas lotu powrotnego do USA na pokładzie Air Force One.
Według profesora Krzysztofa Wasilewskiego, politologa i amerykanisty z Politechniki Koszalińskiej, w stosunkach międzynarodowych nie ma przyjaźni, są interesy. I tak też, jego zdaniem, dzieje się między USA a Chinami. Jak mówił gość TOK FM jest to "gra interesów".
Ocenił, że "w interesie Stanów Zjednoczonych i Chin jest równowaga", bo żadnej ze stron nie służy konfrontacja. - Donald Trump może grozić mniejszym państwom, jak chociażby Korei Południowej, Japonii czy państwom Unii Europejskiej. W stosunku do Chin ma niewiele argumentów, które by powodowały, że ochoczo przystąpią do stołu negocjacyjnego - powiedział gość Filipa Kekusza.
I dodał, że podobnie jest z Chinami, bo ich gospodarka jest zależna od amerykańskiej, jeśli chodzi dostęp do nowych technologii czy rynek zbytu. - Amerykanie są pierwszym importerem, jeśli chodzi o produkty wyprodukowane w Chinach, więc te państwa muszą ze sobą współpracować - zwrócił uwagę.
Wasilewski ocenił, że obaj prezydenci "mimo różnych deklaracji, buńczucznych zapowiedzi ostrzejszego kursu", zdają sobie z tego sprawę. - I to spotkanie pokazuje, że tutaj nie ma mowy o żadnych animozjach wykraczających poza interesy obu państw, tylko jest chłodna kalkulacja i ona powoduje, że póki co oba w miarę się ze sobą dogadują - powiedział.
Przywrócenie testów broni nuklearnej
Prowadzący rozmowę Filip Kekusz przypomniał decyzję Donalda Trumpa o przywróceniu testów broni nuklearnej przez Pentagon. Zostało to ogłoszone tuż przed spotkaniem z chińskim przywódcą. - Zapewne Trump ogłosił to w tej chwili nie przez przypadek, tylko chciał zademonstrować amerykańską potęgę - ocenił Wasilewski.
Wskazał, że według ekspertów przeprowadzanie testów nuklearnych w rzeczywistym świecie nie jest konieczne, bo można modelować wybuchy przy użyciu oprogramowania i komputerów. - Wydaje się, że w najbliższym czasie Stany Zjednoczone nie będą przeprowadzały tych testów - dodał.
Politolog przypomniał, że "za mniej niż 100 dni wygaśnie traktat między Stanami Zjednoczonymi a Rosją, który regulował liczbę głowic nuklearnych zdolnych do przemieszczania się między kontynentami w obu tych krajach". Ponieważ traktatu nie można przedłużyć, to trzeba wynegocjować nowy. I decyzja Trumpa, jak ocenił Wasilewski, to "rozpoczęcie gry o nowy traktat".
Podkreślił także, że do tego traktatu trzeba będzie dołączyć Chiny. - Bo chociaż przez dłuższy czas arsenał nuklearny Chin nie robił wrażenia w porównaniu do tego co mają Amerykanie i Rosjanie, to prognozuje się, że do roku 2035 Chińczycy zrównają się albo przynajmniej bardzo zbliżą do arsenału obu krajów - powiedział.
Zaznaczył jednak, że "Amerykanie się na pewno nie ugną i będą chcieli też swoją pozycję militarną zachować".
Źródło: TOK FM