Wydali 60 tys. zł na parklety. "Par... co?". Mieszkańcy nie są zachwyceni
- Parklety, które powstały tuż przy ulicy Puławskiej w Warszawie, budzą zdumienie mieszkańców miasta. Wielu oburza koszt inwestycji - 60 tys. złotych;
- Wśród krytyków inwestycji jest m.in. radny Warszawy z PiS Damian Kowalczyk. - Mamy kolejną strefę palet, ustawioną przy tak ruchliwej ulicy, że mieszkańcy raczej nie będą z tego korzystać - mówi TOK FM;
- W Warszawie trwa kolejna odsłona budżetu obywatelskiego. Pomysły można zgłasza do 21 stycznia.
Mało kto przechodzi obok nich obojętnie. Chociaż nie wszyscy wiedzą, po co stoją, to budzą zaciekawienie wielu. Dwa parklety przy ulicy Puławskiej ustawiono tuż przed końcem ubiegłego roku. Od tego czasu część mieszkańców Mokotowa już się nawet trochę przyzwyczaiła, cześć dalej nie wie, czy drewniane instalacje są w ogóle potrzebne. - Par? co? - mówi zapytana przeze mnie mieszkanka z ul. Madalińskiego. Parklety - odpowiadam. - Wygląda to trochę nijako. Nie wiedziałam, co to jest. Dopiero się od pana dowiedziałam - przyznaje, mierząc wzrokiem stołeczną instalację i dopytując z lekkim niedowierzaniem - Ale czemu ma to służyć, po co ktoś to tu ustawił?
- Poprawa estetyki, więcej zieleni. Chociaż może to jeszcze nie pora, ale będzie też można tu odpocząć - wymieniam, próbując zachęcić do korzystniejszego spojrzenia.
- Nie, to nie ma sensu - przerywa mi kobieta. - Może gdyby było ich więcej, gdyby były inaczej ustawione, to może wtedy. A tak - starsza osoba na tym nie usiądzie, bo za nisko - machnęła ręką i odeszła.
Parklety. Namiastka zieleni w mieście i odpoczynek dla pieszych
Sama idea parkletów przyszła ze Stanów Zjednoczonych, spopularyzowana została 13 lat temu. Główne założenie to przeznaczenie terenów miejskich na rekreację w rejonach, gdzie nie ma miejsca na park. Parklet ma być namiastką zieleni i wytchnieniem dla pieszych.
- Wydaje mi się, że to funkcjonalne jest, bo przynajmniej można sobie przysiąść na chwilę - tłumaczy Michał, mieszkaniec Warszawy. - Ja podchodzę do tego optymistycznie, ale Polacy mają krytykowanie we krwi, więc ciężko dogodzić - dodaje.
'Ty też możesz zmienić Mokotów'
Parklety stoją nieopodal słupów ogłoszeniowych, na których widnieją plakaty promujące udział w tegorocznym budżecie obywatelskim. 'Ty też możesz zmienić Mokotów' - głosi napis na jednym z nich. Żaden z napotkanych przeze mnie mieszkańców nie wie, że to inwestycja właśnie z budżetu obywatelskiego. To, że parklety stoją przy jednej z najruchliwszych ulic w stolicy, nie jest przypadkiem, ale fakt realizacji tego projektu budzi zdumienie. Został on bowiem złożony osiem lat temu. Realizacja zaczęła się rok później i jak się okazało, trwała do teraz.
Jak tłumaczą urzędnicy, w ramach projektu 'Zielona Puławska - drzewa, krzewy i parklety od Placu Unii do ulicy Dolnej' zasadzono 80 drzew. W ramach innych budżetowych realizacji udało się zaś wymienić chodniki.
Problem pojawił jednak z parkletami. - Pierwotnie planowaliśmy ustawienie ich w lokalizacjach wskazanych w projekcie z budżetu partycypacyjnego, ale w wyniku uzgodnień z innymi jednostkami, Zarządem Dróg Miejskich i Biurem Architektury i Planowania Przestrzennego, lokalizacje zostały zmienione ze względu na brak przestrzeni w pasach drogowych - tłumaczy Adam Przegaliński z Zarządu Zieleni m.st. Warszawy. - Zgodnie z otrzymaną opinią, Biuro Architektury uznało za korzystniejsze ustawienie parkletu bliżej krawężników jezdni. Nie utrudni to ruchu pieszego wzdłuż ulicy. - dodaje urzędnik.
Takie usytuowanie budzi jednak zdumienie części mieszkańców. - Kto by chciał tu usiąść, obok jeżdżących samochodów - pyta Monika, studentka Uniwersytetu Warszawskiego. - Chociaż nie, no widać, że ktoś korzystał - mówi wskazując na śmieci wyrzucone w miejsce, gdzie na wiosnę powinny pojawić się rośliny.
'Ani ładne, ani wiadomo do czego służy'
Urzędnicy mówią, że więcej parkletów nie planują. Jeśli się nie sprawdzą, można je zdemontować w całości lub w części i przenieść w inne miejsce. To, co budzi zdumienie, to jednak koszty inwestycji. -Wynagrodzenie za opracowanie dokumentacji projektowej oraz za wykonanie dwóch parkletów wyniosło 60 tysięcy złotych - przyznaje Przegaliński. Pytani przeze mnie mieszkańcy dziwią się. Większość uważa, że to zdecydowanie za drogo. - Jak to ma być obywatelskie, to weźmy się wszyscy do roboty, róbmy coś w czynie, a nie wydawajmy pieniądze na prawo i lewo. Bo to ani ładne, ani wiadomo do czego służy. Dla mnie wyrzucone pieniądze. I to duże pieniądze - tłumaczy jedna z Warszawianek.
Znacznie więcej krytyki pod adresem miejskiej jednostki, która była odpowiedzialna za realizację parkletów, płynie od radnych opozycji. Porównują oni parklety do słynnej strefy relaksu na placu Bankowym, czy ursynowskiego lapidarium, które miało być uhonorowaniem budownictwa z tzw. wielkiej płyty. - Mamy kolejną strefę palet, ustawioną przy tak ruchliwej ulicy, że mieszkańcy raczej nie będą z tego korzystać - mówi Damian Kowalczyk, radny Warszawy z PiS.
Jak mówi radny, do budżetu obywatelskiego w stolicy jest wiele zastrzeżeń. - Każdy może zgłosić pomysł, nawet nie mieszkając w danej dzielnicy. Nie można wyrazić głosu sprzeciwu, a na domiar wszystkiego część inwestycji nie jest realizowana, nawet jeśli w głosowaniu wygra - tłumaczy Kowalczyk.
Kolejna odsłona budżetu obywatelskiego w stolicy - właśnie trwa
Do 21 stycznia urzędnicy czekają na pomysły od mieszkańców Warszawy. A wiele dzielnic organizuje maratony pisania projektów. Na mieszkańców czekać będą urzędnicy, którzy podpowiedzą jak pisać projekty i czy będzie dany pomysł możliwy do realizacji. Problem w stolicy z budżetem jest, bo po latach jego funkcjonowania głosuje w nim mniej niż 100 tys. osób.
Naukowiec bada samotność. Wyniki są porażające. 'Dlaczego rząd nic z tym nie robi?'
W tym roku wprowadzono zgłaszanie projektów na poziomie lokalnym. - Do tej pory zdarzało się, że projekty, które dotyczyły na przykład jednego osiedla czy jednej ulicy, nie otrzymywały wystarczającej liczby głosów w dzielnicy. Nie mogły być więc realizowane. Dlatego zdecydowaliśmy o wydzieleniu specjalnej, tak zwanej lokalnej, puli - mówił nowy wiceprezydent Warszawy Jacek Wiśnicki.
W tym roku na projekty z budżetu obywatelskiego do wydania jest 120 milionów złotych.