Wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej. "Chodzi o pokazanie siły wpływów Ziobry"; kosztem kobiet

Ewa, jedna z bohaterek naszego tekstu nie miała telefonu - mąż zabrał jej komórkę tuż po ślubie. Nie miała też pieniędzy, by sobie kupić nową - nie pracowała. Miała dbać o dom i dzieci. A przede wszystkim o niego. Przemoc ekonomiczna to jedna z form przemocy. Nie jest ujęta w polskim prawie. Istnieje, choć - formalnie - jakby jej nie było. Konwencja antyprzemocowa (tzw. konwencja stambulska), której wypowiedzenie zapowiada minister sprawiedliwości, wprowadza m.in. właśnie pojęcie "przemocy ekonomicznej", czyli uzależnienia finansowego od sprawcy.
Zobacz wideo

Politycy Solidarnej Polski przekonują, że konwencja jest dokumentem ideologicznym, bo mówi się w nim m.in. o "płci społeczno - kulturowej". Alarmują o zagrożeniu gender i o tym, że dokument łamie polską konstytucję. - To typowa propaganda - odpowiadają prawnicy, którzy konwencji bronią. I zapowiadają, że tej obrony nie odpuszczą.

Historie przemocy domowej pokazują, że konwencja reguluje formy przemocy, o których polskie prawo milczy.

Ewa*, 33-letnia mama dwójki dzieci. Po ślubie zamieszkała w domu po rodzicach męża. Wydawało jej się, że kocha i jest kochana. Pierwszy raz dostała po twarzy kilka dni po ślubie. Jak usłyszała, był to "policzek" dla zasady. Mąż pokazał, kto tu rządzi.

Regularne bicie zaczęło się, gdy zaszła w ciążę i okazało się, że urodzi dziewczynkę. Bo on chciał syna. Uderzał ją, czym popadnie - deską, łyżką, paskiem, kijem od szczotki. Bez powodu kopał w brzuch. Uciekała, bywało, że spała w stodole. Ale zawsze przepraszał, przynosił kwiaty, wracała.

Zabronił jej kontaktów z rodziną - z siostrą nie rozmawiała ponad trzy lata. Także rodzice nie wiedzieli, co się u niej dzieje. Ewa nie miała telefonu - mąż zabrał jej komórkę tuż po ślubie. Nie miała też pieniędzy, by sobie kupić nową - nie pracowała. Miała dbać o dom i dzieci. A przede wszystkim o niego.

Wydzielał jej po kilka złotych na jedzenie czy na dowiezienie dzieci do przedszkola, a potem szkoły. Gdy miała odebrać synka po zajęciach, musiała 6 km - niemal dzień w dzień, niezależnie od pogody - iść do przedszkola na piechotę. Bo nie miała na bilet. Owszem, dostawała "kieszonkowe", ale tylko na drogę powrotną, gdy wracała z dziećmi.

Uciekła, gdy córka miała 12 lat, a synek 8. Pieniądze na dojazd do rodziców pożyczyła od sąsiadki. Nie zabrała z domu kompletnie nic poza tym, co zmieściło się w torebce. Dziś jest bezpieczna, po rozwodzie, pracuje. Koszmar finansowego uzależnienia bardzo często jednak powraca. Głównie w snach.

***

Przemoc ekonomiczna to jedna z form przemocy. Nie jest ujęta w polskim prawie. Istnieje, choć - formalnie - jakby jej nie było. Konwencja antyprzemocowa (tzw. konwencja stambulska), której wypowiedzenie zapowiada minister sprawiedliwości - wprowadza m.in. właśnie pojęcie "przemocy ekonomicznej", czyli uzależnienia finansowego od sprawcy. To forma przemocy, która - jak mówi Renata Durda z "Niebieskiej Linii" - może stanowić  zagrożenie dla zdrowia rodziny. Bo gdy kobieta nie ma z czego przygotować posiłku, i ona, i dzieci chodzą głodne.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro chce, by Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozpoczęło prace nad wypowiedzeniem przez Polskę konwencji stambulskiej. Bo jest - jak twierdzi - nacechowana ideologicznie.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że gdy w maju jeden z zastępców Ziobry napisał na Twitterze, że konwencja to "genderowski bełkot", który mówi o "religii jako przyczynie przemocy wobec kobiet" - Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało nas, że "wyrażony przez wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego pogląd nie jest stanowiskiem polskiego rządu, a polityczną deklaracją Solidarnej Polski".

***

Katarzyna*, mama trójki dzieci, żona wysoko postawionego adwokata. Rodzina bardzo religijna, co tydzień obowiązkowo na mszy w kościele. On pracujący, ona zajmująca się domem i dziećmi. Na zewnątrz - ciepła, kochająca się rodzina. A w domu?

Kasia przyznaje - mąż jej nie bił. Dlatego początkowo w ogóle nawet przez myśl jej nie przeszło, że jest ofiarą przemocy. Przemocy seksualnej. Seks w tym domu był niemal codziennie. Mąż o 6 rano wstawał i szykował się do pracy. Wcześniej miał w zwyczaju budzić żonę, by "spełniła swój małżeński obowiązek". Nie było ważne, że źle się czuła; że była po nieprzespanej nocy, bo kilka razy wstawała do dziecka; że bolała ją głowa czy brzuch. Nie było mowy o tym, że dopiero wróciła ze szpitala, czy że po prostu nie ma ochoty. Gdy próbowała mówić "nie", pojawiał się przymus, wulgaryzmy i wyzwiska.

To trwało kilka lat. W końcu uciekła. Z dziećmi. Mąż tego samego dnia wyczyścił jej konto. Została bez pieniędzy. Krótko mieszkała w domu samotnej matki, potem przygarnęła ją rodzina. Nie jest łatwo, ale walczy o część swojego majątku, ma kilka spraw sądowych. I choć musiała skorzystać z opieki psychiatry - ze względu na stany lękowe, w które wpadła - wierzy, że sobie poradzi. Jak mówi, wreszcie czuje się wolna. I nikt jej do niczego nie zmusza. 

***

Konwencja antyprzemocowa chroni m.in. ofiary przemocy seksualnej. Jak przekonuje mecenas Anna Błaszczak - Banasiak, dyrektorka Zespołu do spraw Równego Traktowania w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, "przyczyną przemocy domowej są stereotypy oparte o ideę niższości kobiet". - Jakie realne działania podjął rząd, żeby przeciwdziałać przemocy? Oprócz próby ponownego zamknięcia problemu w czterech ścianach - pyta pani mecenas.

W obronie Konwencji Antyprzemocowej staje wiele prawniczek i prawników. M.in. adwokatka, Sylwia Gregorczyk-Abram z inicjatywy Wolne Sądy.

Konwencji broni również wicemarszałkini Senatu, adwokatka Gabriela Morawska-Stanecka. Zapowiada, że trzeba zrobić wszystko, by przeciwdziałać planom jej wypowiedzenia. Obala też mity, że konwencja - jak przekonywał wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski - "demoralizuje dzieci" czy "łamie polską konstytucję".

***

Karina*, żona prawnika. W domu - praktycznie bez alkoholu. Bo wbrew temu, co mówią rządzący, przyczyną przemocy wcale nie musi być alkohol czy inne uzależnienie. Może być "po prostu" nierówność płci.

Kobieta była bita regularnie. Bo mąż - pedant zauważył gdzieś kurz, bo łóżko nie było perfekcyjnie zasłane, bo zapomniała kupić kwiatów do wazonu. Każdy pretekst był dobry. Bił, a potem przepraszał. I w ramach przeprosin kupował drogie perfumy, ekskluzywne torebki, zabierał na wypad do ciepłych krajów. Przepraszał i zapewniał, że to się więcej nie powtórzy. Terapeuci nazywają to efektem "miodowego miesiąca". Trwa tydzień, dwa, trzy, pięć, a potem... przemoc powraca. Niejednokrotnie - ze zdwojoną siłą.

Karina dwukrotnie miała złamany nos. Na policji słyszała, że może lepiej będzie spróbować wyjaśnić "problem" z mężem między sobą, spróbować się dogadać. Bo po co mu "bruździć z życiorysie". Bo to może mu zaszkodzić w karierze. Niemal to samo słyszała od swojej mamy - że powinna przeczekać, dostosować się, przymknąć oko. Bo przecież dzięki mężowi ma taki duży, piękny dom; jeździ na zagraniczne wczasy, stać ją niemal na wszystko. Bardzo częsty był argument "po co to zmieniać?".

***

Dlaczego temat wypowiadania Konwencji Stambulskiej wypłynął właśnie teraz? Wśród polityków Zjednoczonej Prawicy nieoficjalnie słychać głosy, że chodzi o podkreślenie wpływów Zbigniewa Ziobry i jego Solidarnej Polski. - Przecież ta konwencja jest od lat, a właśnie teraz pojawia się ta "wrzutka". Nie mam przekonania, że to dobry moment na takie dyskusje. Najpierw niech zostaną przeprowadzone zmiany w rządzie, ustalmy wszystko w koalicji i dopiero rozmawiajmy o konwencji. A Ziobro już dziś chce pokazać, jak dużą ma siłę przebicia - mówi nam jeden z posłów prawicy.

Zapytaliśmy Jana Kanthaka, posła Solidarnej Polski, czy słyszy głosy wśród swoich klubowych kolegów, że wypowiadanie konwencji antyprzemocowej to nie jest temat na dziś. Nie zaprzeczył, że takie głosy są. - Zostawmy to naszym wewnętrznym rozmowom. Jestem przekonany, że niedługo poznamy stanowisko całego rządu - mówi Kanthak.

* Imiona kobiet zostały zmienione

DOSTĘP PREMIUM