Czy w Polsce wróci pobór do wojska? "W każdej chwili prezydent może zdecydować"
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego mówił niedawno o reformie armii. - W najbliższych dwóch, trzech latach zajdą potężne zmiany - powiedział gen. Wiesław Kukuła. Położył nacisk na rolę żołnierzy rezerwy. - Dziś jesteśmy przekonani, że ewentualna wojna będzie długotrwała, krwawa i większość żołnierzy zawodowych nie dotrwa do końca. To rezerwiści będą jej zasadniczym podmiotem, oni ją skończą - podkreślił generał.
Czy w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony armii Władimira Putina państwo polskie może przywrócić obowiązkową służbę wojskową? Z tym pytaniem zmierzył się w TOK FM gen. Stanisław Koziej. - Obowiązkowa zasadnicza służba wojskowa jest zawieszona, ale nie zlikwidowana. W każdej chwili pan prezydent na wniosek rządu może zdecydować o powrocie do niej. Zaznaczę jednak, że nie jestem zwolennikiem odwieszania obowiązkowego poboru do wojska. Uważam, że powinniśmy stawiać głównie na armię zawodową i ochotniczą - mówił były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Jak dodał rozmówca Przemysława Iwańczyka, w Polsce istnieje wiele form "wypełniania konstytucyjnego obowiązku obrony ojczyzny", ale na zasadzie dobrowolności. - Poza służbą zawodową jest ta w jednostkach Wojsk Obrony Terytorialnej. Charakteryzuje się tym, że człowiek w cywilu wykonuje pracę zawodową, a część swojego czasu poświęca na przygotowanie wojskowe. Jest jeszcze dobrowolna, zasadnicza służba. Obywatel ma możliwość zgłoszenia się do armii i pełnienia służby przez 10 miesięcy. Później decyduje się pójść do tej zawodowej albo do terytorialnej, a może też przejść do rezerwy. W ostatnim czasie wprowadziliśmy też w Polsce formułę tzw. aktywnej rezerwy, na podobnej zasadzie jak pełnienie służby w WOT, tylko z mniejszą intensywnością. Bo tutaj przez jeden weekend na kwartał odbywa się przeszkolenie, a raz na trzy lata jedzie się na dłuży obóz - opisywał gość TOK FM.
Obowiązkowa służba wojskowa? "Słabszy sort"
Gen. Koziej zwrócił uwagę, że trzeba zachowywać balans między liczebnością a jakością armii. Jak mówił, Polska mogłaby mieć wielkie wojsko, gdyby został przywrócony obowiązkowy pobór. - Armia mogłaby liczyć pół miliona, ale jaka byłaby jej jakość? Przecież zasoby państwa są ograniczone, a jakość armii byłaby taka, na ile starczyłoby nam pieniędzy. Żołnierze byliby nie najlepiej przygotowani i byłoby to marne jakościowo. Nie sądzę, żeby to był lepszy sposób budowania potencjału obronnego państwa. Niestety u nas w ostatnich latach przeważało podejście ilościowe. Ciągle słyszeliśmy, że musimy mieć armię liczącą 300, a może 450 tys. osób - przytoczył pomysł rządu Zjednoczonej Prawicy.
Ekspert tłumaczył, że dużą rolę w tej kwestii ogrywają pieniądze. Jeśli państwo zaoferuje dobry żołd rekrutom, to znajdą się chętni. - Mało tego, do armii będą przychodzili ci bardziej wykwalifikowani, a nie tylko słabszy sort, który na rynku cywilnym jest bezradny, nie może znaleźć sobie pracy, więc idzie do wojska, by znaleźć źródło utrzymania - podkreślił.
Komando Putina miało przyjechać do Polski? Ekspert odsłania kulisy 'wojny nerwów'
W jego ocenie nie ma sensu, by Polska przygotowywała się do obrony przed Rosją, próbując stawiać tylko na liczebność swojej armii. - Widzimy to na przykładzie Ukrainy. Nawet gdyby ona zmobilizowała wszystkich swoich obywateli, to i tak nie przewyższy potencjału mobilizacyjnego Rosji. Na "polu ilości" nie ma sensu konkurować, bić się z wielokrotnie większym przeciwnikiem. Trzeba szukać rozstrzygnięć w jakości (…) Dopóki jesteśmy w NATO, to wielkość armii tego sojuszu nie jest problemem w stosunku do potencjalnego przeciwnika. Bo wojska NATO zawsze będą mogły wygenerować większy potencjał ilościowy i jakościowy, niż ma potencjalny agresor, czyli Rosja – stwierdził gość TOK FM.
Wróci pobór do wojska? "A kto chciałby ginąć na wojnie?"
Prowadzący audycję zwrócił uwagę, że wielu Polaków w badaniach deklaruje, iż nie chciałoby bronić ojczyzny, gdyby wybuchła wojna. Z grudniowego sondażu IBRiS wynikało, że tylko 16 proc. z nas wstąpiłoby do wojska, by bronić kraju przed Rosjanami. W tokfm.pl niedawno opublikowaliśmy tekst, w którym nasi rozmówcy wprost przyznawali, że woleliby uciec z Polski, niż jej bronić.
- Jasne, a kto chciałby ginąć na wojnie? Nie powinniśmy się temu dziwić - odpowiedział gen. Stanisław Koziej. - Dlatego w konstytucji jest zapisany obowiązek bronienia ojczyzny. W związku z tym, gdyby zagrożenie wojenne zrealizowało się w praktyce, moglibyśmy wezwać wszystkich obywateli do wypełnienia tego obowiązku. Ale nie ma co zawczasu zabierać ludzi z rynku pracy ani osłabiać możliwości rozwoju gospodarczego państwa. Dzisiaj to (obowiązkowa służba - przyp. red.) niekoniecznie byłoby czynnikiem odstraszającym potencjalnego agresora. Jest nim solidarne działanie całego Sojuszu Północnoatlantyckiego i jakość armii - podsumował rozmówca Przemysława Iwańczyka.