,
Obserwuj
Polska

Rosja wkurzy się na nowy pomysł Tuska? "Trzeba patrzeć im na ręce"

Anna Siek
3 min. czytania
29.11.2024 09:11
Donald Tusk chce, żeby bezpieczeństwa na Bałtyku wspólnie pilnowały misje państw sojuszniczych. Czy tworzenie "navy policing" to dobry pomysł? - Nas nie stać na niebronienie Bałtyku - mówił w TOK FM dr Michał Piekarski.
|
|
fot. Źródło: Wojciech Stróżyk/REPORTER

Premier Donald Tusk zaproponował stworzenie misji, która zajmowałaby się ochroną Morza Bałtyckiego. Jak mówił podczas wizyty w Szwecji, propozycja utworzenia 'navy policing' na Bałtyku została uznana za interesującą.

Pomysł chwalił w TOK FM dr Michał Piekarski z Zakładu Studiów nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego. - Wspólne patrole służyłyby bez wątpienia Polsce i innym krajom Morza Bałtyckiego. Infrastruktura, która już jest i powstaje na Bałtyku, jest przede wszystkim infrastrukturą wielonarodową. To są kable energetyczne, telekomunikacyjne, które łączą np. Polskę ze Szwecją, gazociągi takie jak Baltic Pipe - podawał w rozmowie z Szymonem Kępką.

Interesy Polska i nasi sojusznicy znad Morza Bałtyckiego mają więc wspólne. Ale możliwości już nie. - Trzeba zaznaczyć, że niestety jesteśmy tą stroną, która jest bardzo potrzebująca. Bo mamy bardzo mało okrętów, którymi możemy patrolować Bałtyk - wyjaśnił ekspert.

'Navy policing' na Bałtyku. Czy Polskę na to stać?

Co więc możemy realnie zaproponować do wspólnego projektu, który ma zwiększyć bezpieczeństwo na Morzu Bałtyckim? - Możemy wnieść to, co jest naszą silną stroną, czyli siły obrony przeciwminowej. Mamy w tej chwili - i to jest jasny punkt - bardzo doświadczoną kadrę marynarzy z 8. Flotylli Obrony Wybrzeża, mamy budowane okręty obrony przeciwminowej, mamy kadrę przygotowaną do użycia także jednostek bezzałogowych, mamy nurków minerów, którzy umieją rozbrajać niebezpieczne przedmioty i wielokrotnie to robili. Z czasem będziemy mogli dawać więcej, ale wiele zdolności musieliby zapewnić sojusznicy, Szwedzi i Niemcy ze swoimi okrętami podwodnymi - mówił gość audycji 'TOK 360'.

Co grozi Polsce po wojnie? 'Temu scenariuszowi da się jeszcze zapobiec'

Zdaniem eksperta zostałaby więc do uzgodnienia kwestia podziału kosztów takiej nowej misji na Bałtyku. - Czy Polskę stać na zapłacenie za bezpieczeństwo na Bałtyku? Przecież finansujemy program tarcza Wschód, to są miliardy złotych - pytał swojego rozmówcę dziennikarz TOK FM.

Dr Piekarski nie ma żadnych wątpliwości. - Nas nie stać na niebronienie Bałtyku. Nas nie stać na to, żeby nasze porty mogły zostać zablokowane. Nas nie stać na to, żeby przerwano Baltic Pipe, żeby odcięto dostawy gazu przez terminal w Świnoujściu i przyszły terminal w Gdańsku. Nie stać nas na to, żeby nas - w przyszłości - odcięto od dostaw prądu, bo znowu jakiś chiński frachtowiec 'przypadkowo' przejedzie kotwicą po kablach - przekonywał. Jak dodał, Tarcza Wschód to bardzo ważna inwestycja, ale 'broni nas przed innym zagrożeniem'.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

- To jest trochę tak, jakbyśmy wybierali, na jaką chorobę się leczymy: czy ważniejszy jest dla nas układ pokarmowy, czy krwionośny - opisał obrazowo.

Nowy pomysł na bezpieczeństwo na Bałtyku. Czy Putin się nie zdenerwuje?

Pomysł zgłoszony przez Donalda Tuska to pieśń przyszłości. Ale warto zastanowić się, jak na wspólne misje sojusznicze na Bałtyku może zareagować Rosja.

- Jeżeli Rosjanie będą eskalować działania i np. odpowiadać demonstracjami siły, to ja się tego nie boję. Bo mam świadomość, że Rosjanie mimo wszystko w konwencjonalnym starciu są słabsi. Dlatego stosują działania hybrydowe. Dlatego mamy incydenty z frachtowcami i zerwanymi kablami. Ale jeżeli pokażemy Rosjanom, że jesteśmy silni, zdeterminowani, to oznaczać to będzie jedno. Że każda jednostka, która będzie zachowywać się podejrzanie, to powinna być jednostka, której będziemy patrzeć na ręce - uważa ekspert z Zakładu Studiów nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego.