Rosjanie oddadzą czarne skrzynki. Ale potem

Rosjanie oddadzą nam czarne skrzynki dopiero po swoim prokuratorskim śledztwie - przyznał tuż po posiedzeniu komisji obrony minister Jerzy Miller, który stoi na czele polskiego zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej. Dziś na na posiedzeniu komisji obrony narodowej Miller wyjaśniał nieścisłości i prasowe rewelacje nt. katastrofy smoleńskiej.

Gdyby rosyjska prokuratura rzeczywiście zarzuciła pracownikom lotniska błędy lub zaniedbania, które były przyczyną katastrofy, tamtejszy sąd zażąda dowodów. Mogą być nimi tylko oryginały nagrań z czarnych skrzynek a nie kopie. Jerzy Miller zapewnił, że po zakończeniu rosyjskiego śledztwa oryginalne czarne skrzynki prezydenckiego Tu 154M wrócą do Polski. Nie wiadomo jednak kiedy to nastąpi.

Polska komisja badające przyczyny katastrofy smoleńskiej przygotowuje raport w tej sprawie. Dokument ma być gotowy przed końcem stycznia.

Były dwa lotniska zapasowe

- Lotniska były dwa, w pełni przygotowane - mówił minister na posiedzeniu komisji obrony narodowej podkreślając, że potwierdzają to także stenogramy z nagrań czarnych skrzynek. Dodał jednocześnie, że "lotnisko zapasowe jest miejscem lądowania, a nie miejscem, gdzie ma być rozłożony czerwony dywan".

- Jedno z lotnisk zapasowych było na terenie Białorusi, chyba pan (Ludwik Dorn, który zadał to pytanie - red.) nie sądzi, że była to kwestia nieuzgodniona ze stroną białoruską. Wszystkie właściwe organy polskie podjęły właściwe kroki nie tylko w zakresie, osadzenia samolotu, ale też m.in. kolumny (samochodów z delegacją - red.) - dodał, zwracając się bezpośrednio do b. szefa MSWiA.

Wrak rozcinany? Nic o tym nie wiem

Minister Jerzy Miller, stojący na czele polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej przyznał, że nie wie nic o tym aby Rosjanie demontowali, rozcinali czy niszczyli wrak prezydenckiego tupolewa.

Wątpliwości co do tego czy wrak tupolewa był właściwie transportowany na miejsca katastrofy na płytę lotniska i czy nie zniszczono przy tym dowodów mogących wskazać na przyczyny katastrofy przedstawił wcześniej Edmund Klich, polski przedstawiciel akredytowany przy rosyjskim MAK-u.

Klich nie może pozwolić na nieprzestrzeganie zasad

Rosjanie mogli złamać konwencję chicagowską, na podstawie której współpracujemy przy badaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej - przyznał szef MSWiA Jerzy Miller. Wcześniej Edmundowi Klichowi, akredytowanemu w Rosji polskiemu przedstawicielowi, zabroniono obecności przy kilku elementach prac tamtejszej komisji - MAK.

Konwencja Chicagowska gwarantuje Polsce obecność naszego przedstawiciela przy wszystkich pracach zespołu badającego katastrofę w Rosji.

Minister Jerzy Miller nie chciał odpowiedzieć na pytanie czy polski rząd zrobił cokolwiek w tej sprawie. Zasugerował także, że nie informował premiera o przypadkach łamania międzynarodowego prawa przez stronę rosyjską.

DOSTĘP PREMIUM