Ube nową matchą? Zetki jedzą i piją fioletowe
Świat teraz żyje fioletem. Fioletowa kawa, fioletowe desery, fioletowe pieczywo i fioletowe dania w restauracjach z gwiazdką Michelina. To ten sam trend, dzięki któremu na salony wjechała dubajska czekolada oraz japońska matcha. Teraz triumfy święci ube: fioletowa bulwa z Filipin, trochę podobna do ziemniaka. Po polsku nazywa się pochrzynem skrzydlatym, pochrzyn jest zdrowy, jego fiolet ładnie wygląda na zdjęciach w internecie, a to wystarczy żeby nakręcić globalne szaleństwo. Swoje zrobili też spece od marketingu koncernów spożywczych. Ube pochodzi z Filipin, które nie nadążają z produkcją, dlatego do akcji wkroczył tamtejszy rząd i ogranicza eksport, żeby chronić swój narodowy skarb jak Francuzi szampana, a Włosi parmezan. Ale tu wchodzą Wietnam i Chiny, które chciałyby coś z tego szaleństwa uszczknąć i rozwijają swoje plantacje.
Pochrzyn skrzydlaty przebojem wziął laboratoria technologów żywności i laptopy speców od marketingu. W tym odcinku powiemy:
- dlaczego na punkcie koloru fioletowego fioła dostało pół świata: tropy prowadzą do pokolenia Zet i TikToka;
- dlaczego to szaleństwo uderzyło w pewną bulwę z Filipin, aż do akcji musiał wkroczyć tamtejszy rząd;
- i czy następne w kolejce do szaleństwa będzie jedno z tych słów: swicy, swangy albo swavory.
To będzie odcinek pod tytułem "Violet is the new black" z podtytułem "Fioletowy zawrót głowy". Po zielonym nowy kolor stał się przedmiotem uwielbienia marketerów największych spożywczych koncernów świata. Rozepchnął się w laboratoriach żywnościowych technologów i w laptopach specjalistów od reklamy. I na koniec osiągnął tak wielki sukces, że stał się jego ofiarą. A do akcji musiał wkroczyć rząd w kraju na drugim końcu świata.
Na początek bohater, czyli ube. Skromne warzywo, fioletowy yum (nie mylić z batatem!) po polsku zwany pochrzynem skrzydlatym. Rośnie niemal wyłącznie na Filipinach, uprawiany jest przeważnie w niewielkich rodzinnych gospodarstwach. Jeszcze kilka lat temu o jego istnieniu widziały tylko filipińskie gospodynie domowe, bo używany był pasjami w miejscowej kuchni. Szczególnie do ciast i deserów, bo ma niezwykły kolor i neutralny smak. Dzisiaj na fioletowo nosi się branża spożywcza od biegu do bieguna. A kolorowa latte jest przebojem w największej na świecie sieci kawiarni. Skąd ten globalny sukces? Odpowiedź jest prosta: z ulicy.
Bo właśnie na ulicy branża spożywcza szuka kolejnych trendów. Dla producentów trend to napęd, konkretnie napęd sprzedaży. Tam rodzą się komercyjne przeboje. A potem rosną… w sieci. W ten sposób na komercyjne salony wjechała ostatnio dubajska czekolada oraz japońska matcha. Obie w podobnym stylu – najpierw stały się socialowym viralem, potem opanowały sklepowe półki. Popularność zawdzięczają dwóm zjawiskom. Po pierwsze: klienci generacji Zet oraz Millenialsi bardziej niż starsze pokolenia - dbają o zdrowie. I po drugie: częściej kupują oczami. W obu trendach idealnie mieści się ube. Nie dość, że jest niezwykle fotogeniczne, jest także… zdrowe. Produkty z jego zawartością mimo, że mają nieco syntetyczny kolor, to mają całkowicie naturalny skład. I teraz o tym skąd ube się bierze.
Ube rośnie na Filipinach. Rozmnaża się jak ziemniak, czyli z kawałków bulw. Ale dorasta wolniej niż ziemniaki. Zamiast trzech miesięcy potrzebuje aż trzech kwartałów. To pierwsze ograniczenie: trzeba czekać. I drugie: żeby mieć nowe ube, trzeba mieć stare ube. Zachować część poprzedniego plonu, by znów wysadzić go w pole. I tu zaczyna się prawdziwy problem. Filipiński resort rolnictwa stwierdził, że część rolników wyprzedała całe swoje zapasy na eksport, więc nie za bardzo będzie co posadzić.
Quiz: 10 pytań o najważniejsze wydarzenia tygodnia. Znasz odpowiedzi? [QUIZ TOK FM]
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Ube sprzedaje się za granicę jak wściekłe. Ceny systematycznie w ostatnim czasie rosły. Nic więc dziwnego, że rolnicy w poprzednim sezonie posadzili wszystko, co się dało. W ciągu kilku ostatnich miesięcy produkcja na Filipinach wzrosła o 17 procent. Ale z perspektywy całej dekady plony z roku na rok… spadają. I to dokładnie w czasie, gdy sława fioletowego yum na świecie – rośnie. W dłuższej perspektywie nie jest więc różowo. Ani - tym bardziej - fioletowo.
A apetyt nie słabnie. Obecność wyciągu z fioletowego pochrzynu w amerykańskich menu – a Stany są dla niego największym rynkiem - w ostatnich czterech latach - wzrosła ponad trzykrotnie. Ube trafiło do kawiarni, piekarni, a nawet do restauracji z gwiazdkami Michelin. A przetworzone na proszek, dżem czy pasta ląduje dzisiaj - jak wylicza filipiński resort rolnictwa – we wszystkim, od sernika po… świeczki.
Ube nową matchą?
Fioletowy zajmuje miejsce zielonego a branża nazywa ube nową matchą. Fioletowe napoje wprowadziły dwie z największych sieci kawiarni na świecie: Starbucks i Costa Coffee. Fiolet przestał być niszą. Stał się mainstreamem. A gdy coś jest globalnie pożądane, do gry wchodzi… geopolityka.
Bo fioletowemu trendowi przyglądają się nie tylko Filipiny czyli - jak już wiesz - ojczyzna ube. Uprawy ube szybko rozwijają Chiny i Wietnam. W tym samym czasie filipińskie rolnictwo nie nadąża już nawet za własnym krajowym rynkiem. Więc kraj sprowadza rodzime warzywo z… Wietnamu. Wprowadza więc zakazy. Zakaz eksportu świeżego ube, bo czyhają na nie sąsiedzi. By zasilić własne uprawy i pracować nad wydajniejszymi wersjami. Stąd ograniczenie numer dwa: ochrona rodzimych odmian. Filipiny chcą chronić ube tak, jak Francuzi chronią szampana, a Włosi parmezan. I na swoim skarbie narodowym tak jak oni - krocie zarabiać.
Mamy więc wielki sukces i mamy eksportowy zakaz. Czy fioletowy stanie się ofiarą własnej popularności, a branża spożywcza będzie musiała szukać sobie nowej gwiazdy? Niekoniecznie. Twoja fioletowa latte na sojowym nie jest zagrożona, przynajmniej na razie. Świeże bulwy fioletowego yama można przechowywać w chłodni mniej więcej pół roku. Zachód powinien zatem mieć zapas na najbliższe miesiące. No i zakazem eksportu nie są objęte przetwory z pochrzynu. Z Filipin wciąż można sprowadzać pasty, koncentraty, dżemy czy syropy. Jest więc czym barwić śniadanie, obiad i kolację - na elegancki fotogeniczny fiolet. No chyba, że atrakcyjne bulwy wymiecie z pól… zmiana klimatu. Której nie zniosą nawet najbardziej odporne na kataklizmy warzywa. A specjaliści od marketingu znajdą sobie gwiazdę w nowym kolorze, lub w nowym smaku.
Na koniec krótki przegląd, w którą stronę te poszukiwania mogą pójść. Będzie lista kilku kierunków, po angielsku. Numer jeden swicy – sweet plus spicy czyli słodko ostre. Numer dwa swangy – sweet nad tangy. Czyli słodko kwaśne, jak miód z octem. Numer trzy - swavory – czyli sweet and savory, czyli słodki i wytrwany jak karmel z miso (azjatycką super słoną pastą sojową). Krótko mówiąc: słodkie ma palić i szczypać w język, a deser ma smakować trochę jak obiad. Wszystko to powinno być jak najbardziej kolorowe, by dobrze wyglądało na TikToku. I służyło strategii proteinmaxxing z serwatką w proszku w roli głównej.
Źródło: TOK FM