,
Obserwuj
Świat

Różne hipotezy wokół śmierci Prigożyna. "Rosja ma dobrą historię jako kraj żywych trupów"

oprac. Marta Zdanowska
3 min. czytania
23.08.2023 22:56
Jewigienij Prigożyn, szef Grupy Wagnera nie żyje - potwierdziła w środę wieczorem rosyjska agencja transportu lotniczego. Jak mówił w TOK FM Wacław Radziwinowicz, nie można jednak całkowicie wykluczyć hipotezy, że to kolejna, typowa dla historii Rosji intryga. - Sytuacja jest bardzo dziwna, można powiedzieć, że jak z filmu sensacyjnego, ale dla Rosji to nie jest film sensacyjny. Bo Rosja ma dobrą historię jako kraj żywych trupów - wskazał dziennikarz "Gazety Wyborczej".
|
|
fot. Razgruzka_Vagnera telegram channel via AP

Rosawiacja, czyli rosyjska agencja transportu lotniczego, potwierdziła w środę wieczorem, że na pokładzie samolotu, który rozbił się w obwodzie twerskim na zachodzie Rosji był szef najemniczej Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn i jego 'prawa ręka' Dmitrij Utkin, pseudonim 'Wagner'. Wokół sprawy mnożą się wątpliwości. Na początku podano, że w katastrofie zginęło 10 osób, wszyscy na pokładzie. Potem Reuters poinformował, powołując się na rosyjskie media, że na miejscu środowej katastrofy znaleziono osiem ciał. - Tak jakby brakowało dwóch - zauważył w TOK FM Wacław Radziwinowicz z 'Gazety Wyborczej'.

Czy wynika z tego, że mówienie, że Prigożyn nie żyje, jest przedwczesne? - Sytuacja jest bardzo dziwna, można powiedzieć, że jak z filmu sensacyjnego, ale dla Rosji to nie jest film sensacyjny. Bo Rosja ma dobrą historię jako kraj żywych trupów - mówił. Reporter przypomniał choćby historię z końca XVI wieku, gdy 'Dymitr Carewicz został zamordowany, ale żył'. - I w postaci jednego Łżedymitrija, potem drugiego Łżedymitrija zjawiał się w Rosji, pretendował do tronu i w ogóle narobił wiele zamieszania - powiedział. - No i Pugaczow, który wszczął wielkie powstanie, które zagroziło Rosji i caratowi. On też się podawał za zamordowanego cara Piotra III - dodał Radziwinowicz.

Rozmówca Pawła Sulika zaznaczył jednak, że to tylko hipoteza. - Raczej trzymajmy się tego, że niekoniecznie mamy do czynienia z kolejną, typową dla historii Rosji intrygą. Rzeczywiście doszło do czegoś niezwykle dziwnego, bo mówi się o tym, że ten samolot został zestrzelony i to w dziwnym bardzo miejscu, ponieważ w zasięgu rakiet przeciwlotniczych S-300 czy S-400 zainstalowanych dla ochrony rezydencji Putina na Wałdaju. Byłoby to niezwykłym paradoksem, gdyby ta rakieta zabiła Prigożyna - zwrócił uwagę dziennikarz 'GW'.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

'Wszyscy w Rosji boją się czystek, spisków'

Wciąż nie jest znana bezpośrednia przyczyna katastrofy. Pojawiają się informacje o zestrzeleniu maszyny przez obronę przeciwlotniczą i o wybuchu na pokładzie. Prigożyn 'zginął w wyniku działań zdrajców Rosji' - napisał w środę kanał na Telegramie powiązany z Grupą Wagnera, Grey Zone.

Ekspert nie ma wątpliwości, że Putin na pewno chciał się rozliczyć z Prigożynem. - Przecież Prigożyn wszczął prawdziwy bunt, pokazał, że państwo nie działa, zmusił Putina do ucieczki z Moskwy. Jest winien śmierci rosyjskich pilotów wojskowych, których jego ludzie, idąc na Moskwę, zestrzelili. Zabił rosyjskich żołnierzy, zdradził - przypomniał Radziwinowicz.

Jak wskazał, 'gdyby Putin był kierującym się prawem przywódcą i politykiem odważnym jak należy, to by go postawił przed sądem i karał'. - Ale w jego kraju obowiązują porządki bandyckie. A wśród bandytów nie stawia się winnego przed otwartym sądem, bo mogą za dużo nagadać, tylko się ich eliminuje w sposób skryty, okrutny. Więc jeżeli rzeczywiście doszło do zabójstwa, to mamy kolejny przykład tego, w jak bandycki sposób i jak tchórzliwie działa Putin - powiedział Radziwinowicz.

Jak mówił, Prigożyn mógł zostać bohaterem wojny w Ukrainie, bo zdobył Bachmut, jego ludzie byli skuteczni. - Ale to bardzo szybko mija. W Rosji się bardzo szybko kreuje i szybko niszczy postaci publiczne. Putin jest tutaj mistrzem - zauważył. Wskazał jednocześnie, że czarne chmury zebrały się także nad gen. Surowikinem, który w niejasnych okolicznościach został odsunięty od dowodzenia armią.

- Jakaś czystka, jakiś ferment tam jest. Spotkałem się z człowiekiem, który krąży między Waszyngtonem a rosyjskimi oligarchami i mówił mi, że po buncie Prigożyna jest wielkie zamieszanie i dotykająca wszystkich podejrzliwość. Bo każdy jest i podejrzany, i podejrzewa. Każdy się za siebie ogląda. Wszyscy się boją czystek, spisków. Więc to, co się wydarzyło, z całą pewnością sytuację tylko zaogni - podsumował Radziwinowicz.