"Plan Trumpa rozsypał się". Karty rozdaje Rosja? "To jest główny cel Putina"
- Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer mówił o planie pokojowym przygotowanym przez Wielką Brytanię i Francję, w którym miały brać udział również Stany Zjednoczone;
- Szef NATO przekonuje, że Wołodymyr Zełenski musi poprawić relacje z prezydentem Trumpem;
- "Główny spór dotyczy tego, na ile i od kogo Ukraina uzyska gwarancje bezpieczeństwa" - mówił w "Poranku Radia TOK FM" były ambasador w Izraelu i Stanach Zjednoczonych Marek Magierowski;
- Jak ocenił, "Donald Trump traktuje politykę zagraniczną jak targowisko". Mówił też, co jest obecnie najważniejszym celem Władimira Putina.
Po awanturze, jaka wybuchła w piątek w Białym Domu podczas spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem oraz wiceprezydentem USA J.D. Vance’em, doszło de facto do zamrożenia relacji między władzami Ukrainy i Stanów Zjednoczonych. Premier Keir Starmer ogłosił więc BBC, że Wielka Brytania wraz z Francją rozpoczną prace nad planem pokojowym dla Ukrainy. - Czy pan uznaje to za realistyczne? Wydaje się, że Donald Trump miał inny plan, że to on będzie rozmawiał z Rosją bez udziału Europy - tak Dominika Wielowieyska rozpoczęła w "Poranku Radia TOK FM" rozmowę z Markiem Magierowskim.
- Ten plan rozsypał się w momencie, który widzieliśmy dwa dni temu w Białym Domu - komentował dyrektor programu Strategia dla Polski w Instytucie Wolności i były polski ambasador w Izraelu i Stanach Zjednoczonych.
Zdaniem Magierowskiego "propozycja Starmera jest zagrywką". - Którą można określić sformułowaniem: "Sprawdzam". Sprawdzamy, na ile zapewnienia prezydenta Trumpa o tym, że dąży do pokoju i że ma w tym także wsparcie prezydenta Putina, są realne - ocenił.
Kiedy skończy się wojna? Targowisko Trumpa
- Wiemy nie od dzisiaj, że prezydent Trump traktuje politykę zagraniczną jak targowisko. Chociaż pewnie nie spodziewaliśmy się, jaka będzie skala merkantylnego podejścia amerykańskiego przywódcy do kwestii relacji nie tylko z Ukrainą, ale właściwie ze wszystkimi krajami - mówił gość TOK FM.
Magierowski podkreślił, że Donald Trump nie wskazuje winnego wybuchu wojny w Ukrainie. - Nie tylko on, ale też jego najbliżsi współpracownicy nie są w stanie określić, kto jest agresorem, co mnie osobiście zaskakuje i zasmuca. Pytanie brzmi, czy to wszystko nie jest jedynie zasłoną dymną, potrzebną, by dokonać resetu w relacjach z Federacją Rosyjską - powiedział.
Były ambasador uważa, że działaniom Trumpa towarzyszy rozgrywka Rosji. - Rosjanie w bardzo sprytny sposób rozgrywają tę grę. Mówią między innymi o tym, że w wyniku sankcji amerykańska gospodarka straciła około 300 mld dol., co oczywiście jest kwotą wyssaną z palca. Co ciekawe, ta kwota jest bardzo podobna do tej, o której mówi Donald Trump, kiedy wspomina, ile Ameryka wydała na wojnę na Ukrainie. Mówi o 350 mld dol., co też nie jest kwotą prawdziwą - wyjaśnił rozmówca Dominiki Wielowieyskiej.
Dyplomata ocenił, że "Rosjanie w bardzo zgrabny sposób używają tej kwoty z premedytacją". - Żeby niezależnie od tego, czy zostanie podpisane porozumienie w sprawie zawieszenia broni, czy dojdzie do końca wojny na Ukrainie, wrócić do relacji biznesowych między Stanami Zjednoczonymi i Federacją Rosyjską. Mam wrażenie, że to jest główny cel prezydenta Putina - powiedział Marek Magierowski.
"Głębokie pokłady urazów Trumpa"
Wracając do piątkowych wydarzeń w Białym Domu, były ambasador mówił, że uwaga Trumpa nie jest skupiona na sytuacji międzynarodowej, ale na tym, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. - Nie tylko na tym, co dzieje się dziś, ale także co działo się za prezydentury Bidena. Podczas spotkania w Białym Domu z prezydentem Zełenskim, mówiąc o tym, jaką politykę wobec Ukrainy prowadziła poprzednia administracja, wspominał nawet o laptopie Huntera Bidena. To cały czas siedzi w jego głowie, to są głębokie pokłady urazów - uważa gość TOK FM.
Magierowski nie chciał komentować działań polskiego rządu w ostatnich dniach. - Wyznaję zasadę, że nie komentuję wypowiedzi polskich polityków, nawet jeżeli one dotyczą relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Nie wiem, czy jesteśmy w stanie być państwem, które odegra rolę katalizatora w napięciach między Waszyngtonem a Brukselą. Ale na pewno powinniśmy dążyć do tego, żeby nie nie podsycać antyamerykańskich nastrojów - uważa były ambasador Polski w Izraelu i Stanach Zjednoczonych.