Tak się kończą "deale" z Trumpem? "Teraz ten kraj nie istnieje"
- Umowa o eksploatacji złóż w Ukrainie jest ważną sprawą dla Donalda Trumpa;
- Po rozmowach w Arabii Saudyjskiej podano, że prezydenci USA i Ukrainy poinstruowali odpowiednich przedstawicieli rządów, aby doprowadzili do podpisania umowy;
- Amerykański prezydent w poprzedniej kadencji raz już dokonał podobnego 'dealu';
- Skończyło się to wówczas katastrofą. Czy ten scenariusz może powtórzyć się w Ukrainie?
Trump już raz podpisał umowę o minerałach. Dziś "ten kraj nie istnieje"
Donald Trump domaga się od Ukrainy podpisania umowy o partnerstwie w eksploatacji ukraińskich zasobów naturalnych. Była o tym mowa m.in. po zakończonych rozmowach delegacji USA i Ukrainy. Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział dziennikarzom , że prezydenci obydwu krajów "poinstruowali odpowiednich przedstawicieli rządów (w Waszyngtonie i Kijowie), aby doprowadzili do finału, czyli podpisania umowy". Nie określił jednak, kiedy ma do tego dojść, ani na jakich warunkach.
Trump już raz podpisał umowę o minerałach. Dziś "ten kraj nie istnieje"
Zdaniem dr. Karola Wilczyńskiego, wykładowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego, publikującego na platformie Instagram, kroki, które podejmuje teraz Donald Trump, przypominają te, które za swojej poprzedniej kadencji robił wobec Afganistanu. - W jakimś sensie są one identyczne, bo to zmuszenie słabszego partnera do podpisania konkretnej umowy, która nie jest dla niego korzystna - mówił w rozmowie z tokfm.pl.
Wtedy również chodziło o złoża metali ziem rzadkich. - W Afganistanie, zresztą tak jak w Ukrainie, nie było do końca wiadomo, ile ich jest i czy da się je ostatecznie wydobyć. Natomiast Trump się wtedy tą ideą zafiksował. Chciał z nich skorzystać i w ten sposób, podobnie jak tutaj, pokryć koszty pomocy militarnej dla rządu III Republiki Afganistanu - wskazał dr Wilczyński.
Awantura o ukraińskie skarby. Tylko czy one naprawdę istnieją? Trump może się przeliczyć
Umowa dotycząca eksploatacji złóż w Afganistanie doszła do skutku w 2017 roku. - Odbyło się to oczywiście z wielką pompą. Trump podpisał umowę, prezydent Afganistanu Aszraf Ghani obiecał, że to wszystko się uda, bo wiedział, że to jedyny ratunek dla Afganistanu. Przewidywał, że Trump chce wycofać pomoc, więc bardzo zabiegał o podpisanie tej umowy - relacjonował ekspert.
Dr Wilczyński dostrzega też podobieństwa, jeśli chodzi o dialog Trumpa z Talibami i z Rosją. - Najważniejszym clue tej sprawy jest to, w jaki sposób Trump potraktował władze tej III Republiki Afgańskiej. Niespełna rok po podpisaniu umowy, zniecierpliwiony, widząc, że to nie jest tak, że teraz złoto, minerały i metale ziem rzadkich nagle wskakują do jego kieszeni, że to nie jest takie proste, po prostu zaczął dogadywać się z talibami. A talibowie zażądali wykluczenia rządu Trzeciej Republiki jako warunek konieczny rozmów wstępnych - mówił wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak to się skończyło? Tym, że wojska USA się wycofały, a władzę przejęli talibowie i dziś - jak wskazał dr Wilczyński - "ten kraj nie istnieje". - III Republika Afganistanu, czyli państwo, które mimo niedoskonałości jednak starało się reprezentować większość Afgańczyków. W tym momencie mamy do czynienia z Islamskim Emiratem Afganistanu, ale to są talibowie. Oni reprezentują interesy tylko jednej grupy etnicznej. Więc to nie jest Afganistan, to jest państwo reprezentujące zaledwie 20-30 proc. Afgańczyków minus jeszcze kobiety - podkreślił.
Talibowie kontra reszta świata. Co się dzieje w Afganistanie?
Wyjaśnił, że jest to narzucony siłą reżim. - Żaden Afgańczyk, z którym rozmawiam, nigdy nie uzna talibów jako swoich reprezentantów. Poza tym to państwo jest też nieuznawane na arenie międzynarodowej, a więc w tym sensie Afganistan nie istnieje - powiedział rozmówca tokfm.pl. Zaznaczył też, że w wyniku tych działań Amerykanie ponieśli straty i zupełnie utracili tam swoje wpływy.
Trump już raz podpisał umowę o minerałach. Czy ta historia powtórzy się w Ukrainie?
Czy ta historia może powtórzyć się w Ukrainie? - Jest to najczarniejszy scenariusz, w którym wszyscy opuszczają Ukrainę, tak jak opuścili Afganistan w 2021 r. Ale myślę, że jest on bardzo mało prawdopodobny. Bo jednak jest zbyt wiele państw, które chcą, żeby Europa się obudziła i zobaczyła, że współpraca z Rosją wcale nie jest dla niej korzystna. Więc nie sądzę, żeby państwa europejskie zostawiły Ukrainę, a pomoc ze Stanów Zjednoczonych to tylko jedna piąta całych jej zasobów militarnych - ocenił dr Wilczyński. Jego zdaniem, na wchłonięcie Ukrainy przez Rosję nie pozwoli też Turcja. - Tam jest też osobisty uraz między Erdoganem a Putinem - argumentował dr Wilczyński.
Wykładowca dodał też, że ukraińskie władze są dużo silniejsze, niż poprzedni rząd Afganistanu. - Zełenski ma wysokie poparcie. Trump dał mu jeszcze prezent, bo po spotkaniu w Białym Domu jego poparcie wzrosło z ok. 50 do 60 proc. Więc nawet jeśli Amerykanie będą teraz kombinować, żeby doprowadzić do wyborów w Ukrainie, to te wybory wygra Zełenski - zauważył.
Donald Trump 'bije na oślep'? 'W tym szaleństwie jest metoda'
- Nie sądzę, żeby doszło do powtórzenia tego scenariusza afgańskiego. Natomiast warto o nim pamiętać - choćby z tego powodu, żeby wiedzieć, na czym zależy Trumpowi. Nie zależy mu pewno na dobru Ukrainy, a na jakiś interesach z Rosją. Dlaczego? Tego nie wiem, co on ma z tej współpracy z talibami czy z Rosją. Wszyscy się nad tym zastanawiają - podsumował dr Wilczyński.