Rozmowa Trump-Putin. Są pierwsze szczegóły
- We wtorek odbyła się rozmowa Donald Trumpa z Władimirem Putinem;
- Biały Dom podał, że Trump uzgodnił z Putinem zawieszenie broni dotyczące energetyki i infrastruktury;
- Kreml poinformował, że Putin zgodził się wstrzymać ostrzał ukraińskiej infrastruktury energetycznej na 30 dni.
Biały Dom nie sprecyzował, jak długo trwała rozmowa Trumpa z Putinem. Agencja Reutera obliczyła, że mogło to być około 2,5 godziny, biorąc pod uwagę informacje o początku i zakończeniu rozmowy podane przez władze USA i państwowe rosyjskie media. Stacja NBC News przekazała natomiast, powołując się na anonimowe źródło w Białym Domu, że przywódcy rozmawiali przez około półtorej godziny.
Rozmowy Putin-Trump. Co postanowiono?
"Prezydent Trump i prezydent Putin rozmawiali dzisiaj o potrzebie pokoju i zawieszenia broni w wojnie w Ukrainie. Obaj przywódcy zgodzili się, że ten konflikt musi się zakończyć trwałym pokojem" - napisano w komunikacie Białego Domu.
Według niego przywódcy zgodzili się, że "ruch w stronę pokoju rozpocznie się od zawieszenia broni dotyczącego energetyki i infrastruktury" oraz "technicznych negocjacji w sprawie wprowadzenia w życie morskiego zawieszenia broni na Morzu Czarnym, pełnego zawieszenia broni i trwałego pokoju".
"Te negocjacje rozpoczną się natychmiast na Bliskim Wschodzie" - dodano.
Według Białego Domu Trump i Putin poruszyli również temat przeciwdziałania "proliferacji" broni strategicznej oraz zgodzili się, że Iran nigdy nie powinien mieć pozycji pozwalającej mu na zniszczenie Izraela.
"Obaj przywódcy zgodzili się, że przyszłość z lepszymi relacjami dwustronnymi pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją ma wielkie zalety. Obejmuje to olbrzymie umowy gospodarcze i stabilność geopolityczną, gdy osiągnięty zostanie pokój" - napisano.
W komunikacie Kremla oceniono natomiast, że "kluczowym warunkiem" rozwiązania konfliktu na drodze dyplomacji jest całkowite zakończenie zagranicznej pomocy wojskowej dla Ukrainy oraz wstrzymanie przekazywania jej informacji wywiadowczych.
Putin miał też poinformować Trumpa, że w środę odbędzie się wymiana jeńców pomiędzy Rosją a Ukrainą, w ramach której wymienionych ma zostać łącznie 175 osób - wynika z oświadczenia Kremla.
Rozmowa Trump-Putin. "Historyczny moment"
Doradca Władimira Putina ds. biznesu Kiriłł Dmitrijew ocenił zcześniej rozmowę rosyjskiego przywódcy z prezydentem USA Donaldem Trumpem jako "historyczny" moment dla bezpieczeństwa świata - przekazała agencja Reutera.
"Pod przewodnictwem prezydenta Putina i prezydenta Trumpa świat stał się dziś o wiele bezpieczniejszym miejscem!" - napisał Dmitrijew na platformie X.
49-letni Dmitrijew został w lutym mianowany przez Putina specjalnym przedstawicielem ds. współpracy inwestycyjnej z zagranicą. Jest też szefem Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RFPI). Należy do grona najbliższych współpracowników Putina. Przez analityków jest nawet uważany za jego możliwego następcę.
Trump da Putinowi Krym? Może być jeszcze gorzej. 'Polowanie wszystkich na wszystkich'
BBC: Putin przed rozmową z Trumpem chciał wysłać sygnał, że ma ważniejsze rzeczy na głowie
Przywódca Rosji Władimir Putin wystąpił we wtorek na konferencji biznesowej w Moskwie w czasie, gdy według jego rzecznika miał już rozmawiać z prezydentem USA Donaldem Trumpem.
Putin przybył na spotkanie stowarzyszenia przemysłowców i przedsiębiorców około godz. 12.30 czasu polskiego, choć jego rzecznik Dmitrij Pieskow zapowiadał wcześniej, że między godz. 13 a godz. 15 oczekuje się jego rozmowy z Trumpem.
Rosyjska państwowa agencja TASS podała później, że Putin opuścił miejsce spotkania o godz. 13.52 - przekazał portal BBC. - Łatwo jest odczytać ten harmonogram jako przesłanie: "Mam ważniejsze rzeczy do zrobienia, możesz poczekać" - ocenił brytyjski nadawca.
W przeszłości Putin wielokrotnie spóźniał się na ważne spotkania i własne konferencje prasowe, zmuszając innych, by na niego czekali. Według doniesień części mediów wysłannik rządu USA Steve Witkoff musiał w ubiegłym tygodniu czekać na spotkanie z Putinem w Moskwie ponad osiem godzin. Trump zaprzeczył tym doniesieniom i zapewnił, że "nie było żadnego czekania". Określił osoby przedstawiające taki przebieg wydarzeń mianem "chorych degeneratów".