,
Obserwuj
Świat

"Dzień Wyzwolenia", czyli cła na wszystko. Trump chce być jak Reagan? "Bezprecedensowe i radykalne"

MSZ-M
5 min. czytania
02.04.2025 17:49
Donald Trump ogłosił środę "dniem wyzwolenia Ameryki". Oznacza to kolejne cła nałożone przez amerykańską administrację. W ciągu miesiąca urzędowania Trump nałożył więcej ceł, niż przez całą swoją pierwszą kadencję. Czy plan Trumpa na ożywienie gospodarki USA się powiedzie?
|
|
fot. East News
  • Cła zazwyczaj powodują wzrost cen objętych taryfami produktów - dodatkowy koszt najczęściej ponoszą konsumenci;
  • Ekonomiści wskazują, że plan Donalda Trumpa na ożywienie gospodarcze jest pełny sprzeczności;
  • Wysokie cła Trumpa mają na celu zmniejszenie zakupu zagranicznych towarów, co podważa ich potencjał jako stałego źródła dochodów;
  • Erica York z Tax Foundation uważa, że plany Trumpa dotyczące ceł są "bezprecedensowe i radykalne";
  • Według Yale Budget Lab zapowiedziane 20-procentowe cło "na wszystko" może kosztować przeciętnego konsumenta w USA od 3400 do 4200 dolarów rocznie.

Prezydent USA Donald Trump ogłosi w środę "cła wzajemne" - kulminację swoich planów handlowych. Choć do ostatnich godzin nie wiadomo, co będą zawierać nowe cła, mogą one wstrząsnąć dotychczasowym porządkiem w światowym handlu i odbić się na cenach.

Cła to podatki nakładane na importowane towary. Zazwyczaj powodują one wzrost cen objętych taryfami produktów - dodatkowy koszt najczęściej ponoszą konsumenci. W teorii cła mają zachęcać docelowe branże do zwiększenia produkcji w rodzimym kraju. Na to właśnie liczy prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.

Ten plan prezydent USA wdrożył już w życie w kwestii samochodów spoza USA. Tu cła wynoszą już 25 procent. A to oznacza, że firmy importujące te pojazdy będą musiały zapłacić 25 proc. podatku od każdego zakupionego zagranicznego auta. Jako że przedsiębiorstwa zazwyczaj próbują zrekompensować wzrost kosztów poprzez podniesienie cen, można się spodziewać, że i w tym wypadku auta spoza USA zdrożeją. Prezydent Trump wręcz liczy na to, że cła na samochody podniosą ceny zagranicznych aut, a zniechęceni Amerykanie zdecydują się na zakup krajowych czterech kółek. Czy plan Trumpa się powiedzie?

Trump zapowiada 'dzień wyzwolenia Ameryki'. 'Cła wzajemne' mają uderzyć także w sojuszników USA

Cła według Trumpa: plan pełen sprzeczności

Donald Trump postrzega cła jako narzędzie do zwiększania dochodów, wzmacniania bezpieczeństwa narodowego i ożywienia gospodarki USA poprzez zwiększenie liczby miejsc pracy w krajowej produkcji. Zapowiada, że cła mają "odebrać to, co zostało Ameryce ukradzione" przez "wykorzystywanie" Stanów Zjednoczonych przez partnerów handlowych. Mimo szumnych zapowiedzi prezydenta, ekonomiści mają wątpliwości co do możliwości uzyskania dochodów z ceł. Zwracają uwagę na sprzeczność: im bardziej cło zachęca konsumentów do kupowania towarów krajowych, tym mniej dochodów generuje. Wysokie cła Trumpa mają na celu zmniejszenie zakupu zagranicznych towarów, co podważa ich potencjał, jako stałego źródła dochodów.

Scott Bessent, sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych, twierdzi, że koszt ceł poniosą kraje eksportujące do USA poprzez deprecjację ich walut. Jednak osłabienie dolara w ostatnich tygodniach podważa ten argument.

W rzeczywistości cła wprowadzone przez Donalda Trumpa mogą zaszkodzić amerykańskiej produkcji z kilku powodów. Po pierwsze, dotyczą wielu surowców przemysłowych, co podniesie koszty amerykańskich producentów i zmniejszy konkurencyjność ich produktów. Po drugie, zmniejszą realne płace amerykańskich pracowników, co obniży popyt. Po trzecie, zagraniczne kraje odpowiadają, nakładając cła na amerykańskie towary, ograniczając globalną sprzedaż amerykańskich producentów.

Erica York z Tax Foundation uważa, że plany Trumpa dotyczące ceł są "bezprecedensowe i radykalne" oraz znacznie wykraczają poza działania poprzednich prezydentów. Ekonomistka obawia się, że powszechne cła mogą szybko doprowadzić do kryzysu. Analiza Rezerwy Federalnej z 2019 roku wykazała, że cła nałożone przez Donalda Trumpa podczas jego pierwszej kadencji, realnie zmniejszyły zatrudnienie w objętych nimi branżach przemysłowych. Również korzyści z ceł dla bezpieczeństwa narodowego mogą wydawać się iluzoryczne. Już teraz cła Trumpa zniechęcają sojuszników i podważały wiarygodność USA jako negocjatora.

Realne efekty ceł Trumpa dla przeciętnego Amerykanina

Cło na importowane samochody prawdopodobnie podniesie ceny wszystkich samochodów, w tym amerykańskich. Eksperci szacują, że cła Trumpa na samochody podniosą ceny aut w Stanach Zjednoczonych od 4 tys. do 15 tys. dolarów za pojazd.

Kolejnym skutkiem może być spadek realnego dochodu, jakim rozporządzają amerykańskie gospodarstwa domowe. Szacuje się, że cła Trumpa na Kanadę, Meksyk i Chiny mogą zmniejszyć średni roczny dochód rozporządzalny amerykańskiego gospodarstwa domowego nawet o 2 tys. dolarów. Mark Zandi z Moody’s Analytics szacuje, że przeciętni Amerykanie będą musieli wydać rocznie o 1200 do 1300 dolarów więcej, jeśli wszystkie cła wejdą w życie. Według Yale Budget Lab, zapowiedziane 20-procentowe cło "na wszystko" kosztowałoby przeciętnego konsumenta od 3400 do 4200 dolarów rocznie.

Przykładowym efektem tego, jak cła uderzają w konsumentów, jest też wzrost kosztów budowy domów i czynszów ze względu na import drewna z Kanady i materiałów budowlanych z Meksyku. Na niepewność negatywnie reagują również rynki akcji. Symulacja przygotowana przez Moody’s wykazała, że szeroko zakrojona wojna handlowa mogłaby doprowadzić do utraty 5,5 miliona miejsc pracy i spadku PKB USA o 1,7 proc. Ed Yardeni z Yardeni Research podniósł prawdopodobieństwo stagflacji do 45 proc.

Zandi z Moody’s Analytics uważa, że w obecnej sytuacji inflacyjnej wpływ ceł będzie bardziej odczuwalny niż w latach 2018-2019. Ekspert ostrzega przed spadkiem zaufania do amerykańskiej gospodarki i możliwością recesji w przypadku eskalacji wojny handlowej. Szacuje, że realny dochód z uniwersalnego 20 proc. cła wyniesie około 250 miliardów dolarów rocznie - znacznie mniej niż prognozy Białego Domu. Również Ernie Tedeschi z Yale Budget Lab uważa, że szacunki Białego Domu dotyczące dochodów z ceł są zawyżone i nie uwzględniają ekonomicznych skutków ceł. Ed Yardeni, prezes Yardeni Research, ostrzega, że chaotyczna polityka celna Trumpa może doprowadzić do recesji.

Druga kadencja Trumpa pod znakiem taryf

W ciągu niespełna miesiąca urzędowania prezydent Trump nałożył więcej ceł wobec przeciwników i sojuszników USA, niż przez całą swoją pierwszą czteroletnią kadencję. Od 20 stycznia 2025 r. Trump ogłosił m.in. cła na stal i aluminium wyprodukowane poza USA, wszystkie produkty wytworzone w Kanadzie i Meksyku, wszystkie chińskie towary i wszystkie zagraniczne samochody. Podczas gdy cła na chińskie towary zostały podwojone z 10 proc. do 20 proc., cała na Kanadę i Meksyk wynoszą 25 proc.

Obecne amerykańskie cła dotyczą importu o wartości ponad 1 biliona dolarów, ponad dwukrotnie więcej niż w ciągu całej jego pierwszej kadencji. W 2018 roku Trump nałożył cła na pralki, które obowiązywały do 2023 roku. W ciągu tych czterech lat koszt sprzętu do prania w USA wzrósł o 34 proc. - znacznie szybciej niż ogólna inflacja w tym okresie.

"Dzień Wyzwolenia". Co planuje Donald Trump?

Donald Trump zapowiedział, że 2 kwietnia 2025 roku nałoży ogromne cła na importowane produkty. Nazywa to "Dniem Wyzwolenia". Administracja Trumpa rozważa uniwersalne cło na wszystkie importowane towary - potencjalnie w wysokości 20 proc. Cła mają dotyczyć tzw. "brudnej piętnastki", czyli 15 terytoriów, z którymi Stany Zjednoczone odnotowują największy deficyt handlowy. Lista ta obejmuje m.in. Chiny, Unię Europejską, Wielką Brytanię, Meksyk, Wietnam i Indie.

Biały Dom zapowiedział, że cła ogłoszone w środę o 16:00 czasu waszyngtońskiego (ok. 22:00 czasu polskiego) wejdą w życie natychmiast. Celem Donalda Trumpa jest "przepisanie zasad handlu" na korzyść Ameryki. Główny strateg Białego Domu Peter Navarro uważa, iż cła zapoczątkują

"nową erę amerykańskiej prosperity".

Ana Swanson z "The New York Times" komentuje, że cła zagrażają globalnemu porządkowi gospodarczemu. Swanson przypomniała, że Navarro, lojalista Trumpa, był za jego pierwszej kadencji "cierniem w oku Wall Street", co nie prognozuje dobrze dla amerykańskiej giełdy.

Posłuchaj: