Przemysław Czarnek ministrem jest zaledwie dwa tygodnie. Ale już zdążył powiedzieć o kilka słów za dużo

Przemysław Czarnek szefem resortu edukacji i nauki jest od 19 października. Choć to naprawdę niewiele czasu, polityk PiS już pokazał, na co go stać. Zapowiedział zmiany w podstawach programowych, pogroził rektorom wyższych uczelni, ogłosił, że dzieła Jana Pawła wejdą do kanonu lektur. Min. Czarnek, jak mówią rektorzy, wykładowcy, nauczyciele, studenci i uczniowie, zdążył już powiedzieć o kilka słów za dużo.
Zobacz wideo

W dniu zaprzysiężenia Przemysław Czarnek podjął pierwszą bardzo ważną decyzję personalną: odwołał dyr. Alinę Sarnecką, odpowiedzialną za podstawę programową i treści zawarte w podręcznikach. Nieoficjalnie pojawiają się głosy, że chodziło o jasny sygnał, że treści muszą się zmienić. I nie ma w nich miejsca m.in. na jakiekolwiek kwestie związane z LGBT czy gender.

Walka z "ideologią LGBT"

A Przemysław Czarnek od kilku lat wytrwale walczy z "ideologią LGBT". Z tego stał się znany, gdy przed wkroczeniem do wielkiej polityki, był wojewodą lubelskim. Wielokrotnie mówił o tym, że nie ma zgody na "zboczenia i dewiacje" czy na Marsze Równości.

Podczas wielu wystąpień objaśniał swoje poglądy. Na przykład podczas wystąpienia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim stwierdził, że "nie istnieje coś takiego w przyrodzie jak małżeństwo homoseksualne". - To jest dokładnie jak kałuża sucha albo morze suche. Albo jest kałuża, albo jej nie ma. I tak samo jest małżeństwem. To związek kobiety i mężczyzny – opisywał obrazowo.

- Nie ma zgody na dominację na uczelniach poglądów lewicowo-liberalnych - zapowiedział Przemysław Czarnek w jednym z pierwszych wywiadów po objęciu stanowiska ministra. Jak stwierdził, "nie ma zgody na dominację, czy wręcz dyktaturę poglądów lewicowo-liberalnych, zwłaszcza tych radykalnych w treści, wręcz totalitarnych, które opanowały w szczególności szkoły wyższe, ale przenikają również do szkolnictwa średniego i podstawowego".

Min. Czarnek i obawy naukowców

Naukowcy już dawno wyrażali obawy, że PiS będzie chciał zmieniać podręczniki, że będzie próbował pisać historię od nowa. Mówił o tym już w 2017 roku w rozmowie z TOK FM historyk, specjalista od historii najnowszej prof. Rafał Wnuk.

- W momencie, w którym historia przestaje być nauką, a zaczyna być narzędziem propagandy i ideologią - a znamy przecież takie systemy, w których historia była przekształcana w ideologię - to jest to bardzo niebezpieczne. W momencie, kiedy ktoś mówi, że ma monopol na prawdę historyczną, że ma monopol na nazywanie pewnych grup ludzi prawdziwymi Polakami, Rosjanami, Niemcami, a tych gorszych - Żydami, gdy ktoś uznaje, że tych gorszych należy usunąć poza margines - to natychmiast przypominają mi się książki Orwella. Na przykład "Rok 1984", gdzie przeszłość pisze się na nowo czy "Folwark zwierzęcy", gdzie niektóre świnie są równiejsze - mówił w rozmowie z nami prof. Wnuk.

W jakim kierunku pójdą zmiany w podręcznikach? Jakie treści będą stawiane na piedestale, a jakie przemilczane? O tym przekonamy się zapewne już niebawem. Historycy, z którymi rozmawiamy, nie są w tym zakresie optymistami.

Sam minister zapowiada: "Nauczanie historii, ostateczne zakończenie tej pedagogiki wstydu, która towarzyszyła naszej edukacji przez kilkadziesiąt lat, i dzisiaj mamy tego efekty również, i jednoznaczne poprawienie podręczników, zwłaszcza w tym obszarze, o którym mówił pan redaktor, bo w wielu miejscach podręczniki nie pasują do podstawy programowej".

Przemysław Czarnek ostro krytykuje protesty kobiet. I rektorów

Nowy minister sporo uwagi poświęcił trwającym już ponad 10 dni protestom po wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.

Przemysław Czarnek ocenił je bardzo krytycznie. - Chodzi o poziom wulgarności, obsceniczności i zakłócania porządku publicznego połączonego z profanowaniem symboli religijnych. To rzecz skandaliczna, która nie mieści się w żadnych granicach - ocenił w rozmowie z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim.

W protestach biorą udział studentki i studenci. Część uczelni w ramach strajku kobiet, który odbył się w minioną środę (28 października), wydała zgodę na godziny rektorskie. To bardzo nie spodobało się Przemysławowi Czarnkowi.

"Zachęcanie studentów do udziału w zgromadzeniach w sytuacji epidemii nazwać trzeba nieodpowiedzialnością. A poza tym dlaczego godzinami rektorskimi lub dziekańskimi karani są studenci, którzy w tym czasie chcą się uczyć? Na wnioski przyjdzie czas" - napisał na Twitterze.

Potem była słynna wypowiedź o tym, że uczelnie, które dały studentom wolne czas strajku, mogą pożegnać się ze środkami na badania naukowe. - Z naszych informacji wynika, że 15 uczelni wyższych w Polsce wyraziło poparcie dla strajku. Ale we Wrocławiu i Gdańsku wprowadzono godziny rektorskie i zachęcono studentów, by wyszli na ulice. To skandaliczna i nieodpowiedzialna decyzja władz uczelni - mówił Czarnek w wywiadzie telewizyjnym.

Straszenie zmniejszeniem dotacji spotkało się ze sprzeciwem środowiska akademickiego. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, która skupia rektorów 107 polskich uczelni, wydała mocne stanowisko w tej sprawie. "Za oburzające uznajemy obciążanie rektorów odpowiedzialnością za spowodowanie zwiększenia wśród studentów ryzyka zarażenia wirusem SARS -CoV-2. Przyczyną obywatelskiego protestu nie są decyzje władz uczelni o ustanowieniu godzin wolnych od zajęć uniwersyteckich, lecz wzburzenie i obawy wywołane rozstrzygnięciem Trybunału Konstytucyjnego oraz wypowiedziami przedstawicieli rządu uderzającymi w prawa kobiet" - napisali rektorzy.

Dodali coś jeszcze: "Mając w pamięci miniony szczęśliwie czas, kiedy władze komunistyczne poddawały polskie uniwersytety presji ideologicznej, uważamy, że byłoby wielkim błędem ponownie próbować wykorzystać nadzór nad uczelniami dla politycznego nacisku na rektorów i wspólnoty akademickie" - czytamy w stanowisku".

Nauczyciele namawiali uczniów do udziału w proteście?

W związku z protestami, które odbywają się w całym kraju, dostało się też nauczycielom. W wypowiedziach nowego ministra pojawił się zarzut, że uczniów do udziału w manifestacjach mieli namawiać nauczyciele. - Docierają do nas sygnały, na szczęście z niewielu miejsc, że nauczyciele zachęcają uczniów do udziału w wydarzeniach ulicznych, wprowadzając niepokój. To postawa, którą należy nazwać skrajnie nieodpowiedzialną - stwierdził Przemysław Czarnek.

- Nikt nas do niczego nie namawiał. To nieprawda. Jesteśmy tu sami, zorganizowaliśmy się w internecie. Bo nie chcemy, by władza narzucała nam swoje zdanie, by zmuszano kobiety do heroizmu. Każdy powinien mieć prawo wyboru. A nasi nauczyciele nie mają nic do tego - mówili nam uczniowie kilku szkół w Lublinie na proteście w tym mieście. Podobne wypowiedzi można było usłyszeć od uczestników protestów w innych miastach.

Minister mówił również, że to ZNP zachęcało do udziału w protestach. "To insynuacja, której celem jest znalezienie kozła ofiarnego w sytuacji, kiedy po wyroku TK rozpoczęły się protesty kobiet w wielu miejscowościach w całej Polsce" - napisał w specjalnym oświadczeniu Związek Nauczycielstwa Polskiego. Władze największego nauczycielskiego związku zapowiedziały, że sprawę wypowiedzi nowego ministra skierują na drogę sądową.

Jan Paweł II do kanonu lektur szkolnych

Minister na antenie Polskiego Radia 24 mówił m.in. o dziedzictwie Jana Pawła II pod kątem dorobku filozoficznego. "Jeśli słyszę dziś, że w wielu polskich uczelniach odmawia się prawa doktorantom do cytowania św. Jana Pawła II, a także św. Tomasza z Akwinu, mówiąc, że to nie byli naukowcy, to jest niestety zgnilizna naszego systemu szkolnictwa wyższego, z którą będziemy musieli kończyć, poprzez wprowadzanie również do kanonu lektur dzieł Jana Pawła II, zwłaszcza w tych starszych rocznikach - powiedział Przemysław Czarnek.

Kadry min. Przemysława Czarnka

Dwa tygodnie rządów nowego ministra to także decyzje personalne, które dotyczą jego najbliższych współpracowników.

Radosław Brzózka został szefem gabinetu politycznego ministra edukacji. To bliski współpracownik Przemysława Czarnka z czasów, gdy był on wojewodą lubelskim. Z czego znany jest współpracownik ministra? Z przyjęcia w jego powiecie jednej z pierwszych samorządowych uchwał anty-LGBT i z dużego zaangażowania w działalność organizacji pro-life.Po objęciu nowego stanowiska Brzózka napisał na Twitterze: "Małe stópki, wielka sprawa #życie #rodzina #miłość Dziś w MEN".

Brzózka na Facebooku zachęcał m.in. do włączenia się w zebranie 100 tysięcy podpisów pod apelem "Murem za prof. Przemysławem Czarnkiem i kurator Barbarą Nowak". W dokumencie czytamy m.in.: "Politycy, naukowcy i urzędnicy, którzy mają odwagę sprzeciwiać się totalitarnym zapędom genderowych ideologów, muszą wiedzieć, że mają nasze poparcie. Dlatego bardzo Państwa proszę o podpisanie się pod listem otwartym w obronie prof. Czarnka i innych odważnych ludzi, którzy chcą chronić polską edukację przed ideologiczną dyktaturą".

Radosław Brzózka sprzeciwiał się też Marszom Równości w Lublinie. Był jedną z osób, które wysłały list do prezydenta Lublina "Przeciw homoterrorowi i epatowaniu seksualnością".

Wojciech Kondrat został szefem gabinetu politycznego ministra nauki, który wcześniej kierował biurem poselskim Czarnka.  Z jego profilu na Twitterze można wyczytać, że jest m.in. zwolennikiem idei pro-life. Podaje dalej wpisy IPN-u czy swojego przełożonego Przemysława Czarnka.

Kondrat w jednym ze swoich wpisów zajął się np. warsztatem zawodowym Renaty Grochal z "Newsweeka". "Wszystkim, którzy chcą zobaczyć jak nie powinno wyglądać dziennikarstwo polecam artykuł Renaty Grochal na temat Przemysława Czarnka. Trzeba naprawdę nie umieć czytać ze zrozumieniem, żeby nadal powielać te kłamstwa. No bo chyba to nie jest tekst na zamówienie, prawda Pani 'redaktor'?" - napisał jeden z najbliższych współpracowników nowego ministra edukacji i nauki.

Tomasz Pitucha też miał trafić do resortu Przemysława Czarnka. Radny PiS z Lublina miał zostać doradcą nowego ministra. Pitucha zasłynął m.in. z procesu, który wytoczył mu organizator Marszu Równości w Lublinie, Bartosz Staszewski. Poszło o słowa: "Najzagorzalsi fani filmu W. Smarzowskiego ( "Kler" – przyp. red.) chcą zorganizować w Lublinie tzw. Marsz równości, promujący homoseksualizm, pedofilię".

Tomasz Pitucha proces o zniesławienie przegrał - miał wpłacić na rzecz Marszu Równości w Lubinie 5000  złotych. Z naszych informacji wynika, że do dziś tego nie zrobił.

DOSTĘP PREMIUM