Arabia Saudyjska szuka nowego źródła utrzymania. Ropę naftową zastąpi piłka nożna?
Arabia Saudyjska chce kopać coś więcej niż tylko ropę naftową. Główny powód jest jeden. Ropa naftowa będzie się kończyć. Nie dlatego, że zabraknie jej zasobów, ale dlatego, że prędzej czy później większa część świata zelektryfikuje transport, czyli będzie chodzić na prąd. Dlatego jedno z najbogatszych w surowce państw arabskich - i wielki światowy eksporter - próbuje znaleźć dla siebie dodatkowe źródło utrzymania. I zabiera się za UWAGA! - sport. Przy okazji chce rozprawić się z jednym ze swoich najpoważniejszych problemów. Będziecie zdziwieni - jakim. A w tle są oskarżenia o sportwashing, czyli przykrywanie sportem problemów z przestrzeganiem praw człowieka. To jest Codzienny Podcast Gospodarczy. Zaczynamy.
Na początek o tym, co stoi za sportowymi ambicjami jednego z najbogatszych państw naftowych. Stoi za nimi - hamowanie gospodarki. Hamowanie, które przechodzi właśnie w zwijanie. I to w tempie najszybszym od czasu pandemii, gdy świat zamarł w bezruchu i nie potrzebował paliw ani ropy naftowej. Saudyjska gospodarka skurczyła się w trzecim kwartale o 4 i pół procent, a skala tego spadku byłaby jeszcze większa, gdyby nie działalność kompletnie niezwiązana z wydobyciem. Bo sam sektor naftowy skurczył się o blisko 20 procent. Co dla państwa stojącego na ropie - dosłownie i w przenośni - jest prawdziwą katastrofą. Branży nie pomogło nawet obcięcie produkcji, którą Saudyjczycy wprowadzili razem z Rosją. Podnieśli w ten sposób ceny surowca na świecie. Ale niewystarczająco, by zatkać finansową dziurę w budżecie państwa.
Saudyjczycy mają plan
Co zatem zrobić w pustynnym arabskim kraju, któremu pomimo naturalnego bogactwa w oczy zagląda recesja? I to taka długoterminowa? Trzeba mieć plan. Taki plan powstał w 2016 roku. Chodzi w nim o to, by do jednej gospodarczej nogi dostawić kolejne: turystykę i przemysł. Oraz sport. Dlatego za trzy lata Arabia Saudyjska zorganizuje... azjatyckie zimowe igrzyska olimpijskie. Tak jest, nie przesłyszeliście się - ZI-MO-WE. Uznając, że wszystko można mieć za pieniądze, saudyjska rodzina książęca postanowiła kupić sobie zimę. Urządzi zimowe zawody sportowe w nieistniejącym na razie kurorcie zimowym Trojena. To element saudyjskiego mega miasta Neom, które powstaje od zera w szczerym polu. Czytaj: na pustyni.
Samo miasto ma być najnowocześniejszym miejscem do życia na świecie. W jego skład ma wejść całoroczny kurort narciarski, sztuczne jezioro oraz kolonia biznesowa i osiedle - wszystko w kształcie pojedynczej linii. Pomysł zbudowania tras narciarskich ze sztucznym śniegiem na kamienistych zboczach saudyjskich gór wprawił w osłupienie sportowców. Choć to nie pierwsza karkołomna idea ścigania się na nartach w pustynnym kraju. Eliminacje do igrzysk olimpijskich w Pekinie rozegrano na sztucznym zboczu w giga centrum handlowym w Dubaju. Przy temperaturze na zewnątrz przekraczającej 30 stopni Celsjusza. Ale sporty zimowe nie są jedyne, za które zabiera się Rijad.
Bo na liście mamy też golfa, turnieje pięściarskie oraz rajdy samochodowe, żeglarstwo oraz Formułę Jeden. Najnowsze hobby saudyjskich rządzących to piłka nożna. Na które już wydają w największych europejskich klubach - miliardy dolarów. I chcą wydać jeszcze więcej. A co jest największą światową imprezą piłkarską? Tak jest - to Mistrzostwa Świata, które już prawie na pewno zorganizuje. Ale zanim o samym mundialu, najpierw o innych globalnie rekordowych posunięciach saudyjskiej monarchii.
Budowane piłkarskiej potęgi
Konkretnie o budowie piłkarskiej potęgi w samej Arabii Saudyjskiej. Rządzący Saudowie na skompletowanie drużyn z gwiazdami pierwszej wielkości wydają miliardy dolarów. Rok temu świat zelektryzowała wiadomość, że za gracza Paris Saint-Germain Kyliana Mbappe chcą zapłacić ponad miliard dolarów, jedną trzecią klubowi, resztę samemu piłkarzowi za roczny kontrakt. Ten zakup nie doszedł do skutku, ale zaraz potem udało się ściągnąć do ligowej drużyny Al-Hillal - Neymara Juniora. Za niewielką kwotę niecałych 100 milionów odstępnego. W saudyjskiej stajni piłkarskiej są też inne wielkie nazwiska. Do Cristiano Ronaldo, który z miejscową ligą jest związany na dwa lata, dołączy wkrótce Karim Benzema.
W sumie Saudyjska Pro Liga wydała na blisko 100 gwiazd światowego futbolu - prawie miliard dolarów. W ciągu jednego tylko roku wartość czterech saudyjskich klubów piłkarskich zarządzanych przez państwowy fundusz inwestycyjny - wzrosła pięciokrotnie. Sam zaś fundusz jest szóstym co do wielkości na świecie. Wyprzedzają go finansowi giganci jak na przykład najbogatszy fundusz norweski zarządzający kwotą blisko półtora biliona dolarów. Więc Saudyjczycy mają z czego wydawać. Licząc na dobry biznes.
Narodowa drużyna piłkarska już weszła do historii, wygrywając podczas ostatniego mundialu z zespołem Argentyny. Dla fanów piłki nożnej ze Starego Świata to zwycięstwo było szokiem, a dla Saudyjczyków państwowym świętem. I oficjalnie ogłoszonym dodatkowym dniem wolnym od pracy.
Bo piłka nożna w krajach arabskich staje się sportem narodowym. Mecze najlepszych drużyn ligowych przyciągają tłumy porównywalne z widownią absolutnych futbolowych przebojów. Frekwencja na saudyjskich stadionach sięga 60 tysięcy osób, mniej więcej tyle samo osób przychodzi w Wielkiej Brytanii na hitowe mecze jak Chelsea versus Arsenal. Nic dziwnego - Arabia Saudyjska to państwo z bardzo młodą populacją, na dodatek w przeważającej części - męską. Ponad połowa wszystkich mieszkańców to osoby poniżej 30 roku życia. 80 procent z nich deklaruje, że gra w piłkę nożną, chodzi na mecze lub przynajmniej śledzi piłkarskie wyniki. Rządzący Saudowie mogą być z tego wyniku zadowoleni. Przy okazji budowania gospodarczego kapitału na sporcie chcą załatwić inny strategiczny problem - większość dorosłych Saudyjczyków cierpi na nadwagę lub otyłość.
Sport to też zdrowie
A to kosztuje państwo blisko 20 miliardów dolarów rocznie i pochłania rocznie ponad 2 procent wyniku saudyjskiej gospodarki. Chodzi o niską produktywność, astronomiczne koszty leczenia i przedwczesne śmierci. Stąd wielki narodowy program nazwany Wizją 2030. Którego celem jest ograniczenie zachorowalności na cukrzycę, szczególnie wśród młodych ludzi. A środkiem do celu zdrowy tryb życia, zmiana nawyków żywieniowych oraz moda na - sport.
Która - jak już wiecie - ma przynieść królestwu nie tylko zdrowie, ale też wzrost gospodarczy. Bo wyschnięcie obecnego źródła saudyjskiego bogactwa jest już pewne. Dlatego książęca rodzina rządząca chce ze sportu mieć dodatkowe półtora procent w gospodarce. A może nawet więcej. Środkiem do tego celu jest między innymi organizacja Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2034 roku. Jest już niemal pewne, że ten plan się powiedzie, bo w staraniach o organizację została już tylko... Arabia Saudyjska. Jej ostatni rywal: Australia, wycofała swoją kandydaturę. Media spekulują, że nie bez powodu. Nie widziała podobno szans na swoją wygraną.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Piłkarski świat na ostateczną decyzję w sprawie Mundialu 2034 poczeka do przyszłego roku. Wtedy podejmie ją kongres FIFA. A potem okaże się, co jednemu z najbogatszych państw na świecie idzie sprawniej, kopanie ropy czy piłki. Oraz czy ma szanse utrzymać się w światowej pierwszej lidze, do której bardzo chce wejść na stałe.
A im bardziej chce, tym głośniejsze są oskarżenia o saudyjski sportwashing. Tak nazywa się gigantyczne inwestycje w sport, żeby poprawić swoją reputację i przykryć problem przestrzegania praw człowieka: chodzi o łamanie praw kobiet, prześladowanie osób LGBT, ograniczanie wolności słowa oraz zaangażowanie w wojnę domową w Jemenie. Sportwashing na wielką skalę był już wykorzystywany w Katarze przy okazji Mistrzostw Świata w piłce nożnej.