Zimowa herbata będzie droższa. Kawa i owoce też. Problem leży na Morzu Czerwonym
W końcu mamy dobre wiadomości. Bo tanieje coś więcej niż tylko paliwa i węgiel. Otóż w grudniu w porównaniu z poprzednim rokiem w końcu taniała... żywność. A najmocniej tłuszcze roślinne oraz masło. Drugie zaszczytne miejsce zajął cukier, wcześniej wielokrotny zdobywca pierwszego miejsca w kategorii: rekordowo drożejące artykuły spożywcze. Tańsze niż rok temu jest też mleko i mięso drobiowe. I to właśnie tym kategoriom żywnościowym zawdzięczamy, że ceny w grudniu zaczęły hamować. W sumie inflacji wciąż daleko do ideału, ale jest teraz niemal trzy razy niższa niż niecały rok temu. Bo w lutym 2023 roku wynosiła ponad 18 proc. I to byłby na razie koniec optymistycznych wiadomości w kategorii: codzienne zakupy spożywcze.
Cenom żywności na świecie zagrażają... piraci. Konkretnie piraci jemeńscy, którzy napadają na statki na jednej z najbardziej uczęszczanych dróg morskich. Żeby wyjaśnić, co wspólnego ma cena owoców w Polsce z abordażem na pokład statku typu ro-ro, potrzebny nam będzie globus, by wskazać na nim Zatokę Adeńską i Morze Czerwone położoną pomiędzy Półwyspem Arabskim a Afryką.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gdy 19 listopada ubiegłego roku zbrojna grupa porwała tam statek handlowy ro-ro, czyli przeznaczony do transportu samochodów, jednostka z międzynarodową załogą płynęła z Turcji do Azji po ładunek. Słuch po niej zaginął u wybrzeży Jemenu na Morzu Czerwonym i tylko niewielka grupa ekspertów do spraw logistyki zdawała sobie sprawę, jak wielki chaos transportowy czeka wkrótce cały świat.
Jak nie susza, to piraci. Morskie autostrady stoją, a trampki z Chin płyną dłużej i drożej
Jemeńscy piraci atakują. Jaki ma to wpływ na ceny produktów?
Bo chodzi o najkrótszą trasę morską ze wschodu na zachód, z Azji i Wschodniej Afryki do Europy. Przez Zatokę Adeńską i dalej Morze Czerwone, Kanał Sueski na Morze Śródziemne płynie jedna trzecia całego światowego transportu kontenerowego. Od chińskich tenisówek po nowozelandzkie kiwi i koreańskie samochody.
To skrót, który oszczędza producentom czas i pieniądze. W opcji jest droga objazdem wokół Afryki, a potem przez Cieśninę Gibraltarską do południowej Europy lub dalej w górę globu na Morze Północne i Bałtyk. Ten objazd kosztuje jednak pieniądze i czas: to 10 dni statkiem dłużej w jedną stronę, plus rachunki za paliwo i pensje załogi. Ale wybór jest w zasadzie żaden. Przynajmniej na razie i to pomimo amerykańskiej deklaracji ochrony dla statków handlowych i prób zrównania z ziemią pirackich baz na lądzie. Międzynarodowy handel godzi się z kosztami, problem w tym, że konsekwencje w kieszeni odczujemy wszyscy.
Kanał Sueski był pierwszym wyborem dla azjatyckich i afrykańskich eksporterów żywności, w tym o tej porze roku owoców, a przez cały rok kawy i herbaty. Zacznijmy więc od kawy. Z powodu pirackiej blokady Morza Czerwonego koszty transportu tego towaru do palarni w Europie wzrosły tak mocno, że kupcy już szukają alternatywy w Brazylii. Wiodącym producentem robusty — gatunku służącego do produkcji kawy rozpuszczalnej oraz do parzenia espresso jest Wietnam. Wystarczy rzut oka na mapę, by wszystko było jasne. W drugą stronę, czyli z Azji przez Kanał Panamski do Europy jest równie daleko. I prawdopodobnie również drożej, bo za 'przelot' przez ten skrót bez kolejki, Panama kasuje krocie.
Kanał Panamski ograniczył ruch z powodu historycznej suszy. Gdyby utrzymał go na poprzednim poziomie, Panamczykom zabrakłoby wody w kranach. Koszt frachtu kawy z Wietnamu do Europy wzrósł siedmiokrotnie i dlatego robusta na giełdzie towarowej w Londynie podrożała w ciągu miesiąca o jedną trzecią. Wcześniej z powodu nieurodzaju jej cena wzrosła o 60 proc. A to znaczy, że jeszcze nigdy w historii nie było tak drogo, jak teraz.
Było o kawie, to teraz o owocach. Tu jest jeszcze gorzej. Kawę w workach można wozić po świecie w zasadzie dowolnie długo. Inaczej sprawa wygląda na przykład z... winogronami. O tej porze roku w Europie niemal 40 proc. tych owoców sprowadza się z Indii. Dla tamtejszych producentów wzrost kosztów transportu i przymus utrzymania ceny to perspektywa zerowego zysku.
Bo z powodu kryzysu kosztów życia konsumenci nie zapłacą jeszcze więcej za owoce, z których łatwo zrezygnować. A winogron nie da się przetrzymać w chłodni, czekając, aż sytuacja się poprawi. Podobnie jest z innymi owocami, w tym z kiwi czy cytrusami. W kłopotach są też indyjscy producenci wołowiny wysyłanej do północnej Afryki. Chiński imbir już podrożał w Europie o jedną trzecią. Nie najlepiej sytuacja wygląda z czosnkiem i ogólnie z przyprawami. Opóźnione są dostawy kawy i herbaty ze Wschodniej Afryki, a Etiopia i Kenia znajdują się w pierwszej dwudziestce światowych producentów kawy. Jeszcze gorzej mają się sprawy z herbatą, której niemal cała produkcja odbywa się w Azji.
Masz kawalerkę w Warszawie? Stać cię na dom w Grecji, Bułgarii, Hiszpanii, a nawet na Bali!
Większość towarów rolnych przewozi się w kontenerach. To ułatwia rozładunek i wysyłkę lądem. Ale to właśnie kontenerowce są głównym celem pirackich ataków. Więc producenci żywności przesiadają się na drobnicowce, na które ładuje się worki, paczki czy beczki luzem. A to oznacza między innymi kłopot z logistyką po dowiezieniu do celu. Wszystko idzie zatem wolniej i drożej. I nie zanosi się na to, by sytuacja miała się szybko zmienić. I to pomimo wyjątkowej pomysłowości handlujących na całym świecie oraz przenoszenia części ładunków ze statków na samoloty, a tam, gdzie się da, do pociągów i na ciężarówki.
Na koniec szklana kula, do której dawno nie zaglądaliśmy. A w tej szklanej kuli perspektywa dalszego wielomiesięcznego chaosu na najważniejszych trasach handlowych i znów przyspieszającej inflacji. Coraz droższa będzie więc zimowa herbatka z cytryną i imbirem, o porannej kawie nie wspominając.