Komórki macierzyste miały usunąć zmarszczki. "Zamiast tego wyrosły jej kostki na czole". Ryzyka niepotwierdzonych terapii

Komórki macierzyste mają ogromny potencjał, ale wymagają lat badań - mówi prof. Józef Dulak z Zakładu Biotechnologii Medycznej Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przywołuje przy tym ryzyka, o których świat nauki i medycyny już wie, bo widział ich konsekwencje.
Zobacz wideo

Serial "Eksperyment" to opowieść o biznesie, który wyrósł w Polsce na wierze w cudowne działanie komórek macierzystych. Wierze, którą karmi się pacjentów, nie przedstawiając wiarygodnych i potwierdzonych dowodów. O eksperymentach przeprowadzanych na szeroką skalę na pacjentach cierpiących na nieuleczalne, często śmiertelne choroby - za ich pieniądze.

Michał Janczura: Jak to się stało, że pan profesor zainteresował się komórkami macierzystymi? Był to element pracy naukowej?

Prof. Józef Dulak*: W pierwszej kolejności tak. Komórki macierzyste i ich możliwości, ale przede wszystkim ich znaczenie w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu to jeden z najciekawszych tematów badawczych.

Dlaczego?

Komórki macierzyste, przynajmniej ich niektóre postaci, mają możliwość tworzenia praktycznie całego organizmu. Poprzez badanie komórek macierzystych, zwłaszcza tych z największym potencjałem, czyli pluripotencjalnych, możemy poznawać bardzo wczesne etapy rozwoju zarodkowego. Tego typu badania prowadzi się na modelach zwierzęcych. Poznawanie rozwoju zarodkowego zwierząt, np. myszy laboratoryjnych, daje pewne informacje o tym, jak przebiega rozwój zarodkowy człowieka i kształtowanie się ludzkich organów. Nie wszystkie informacje, które uzyskujemy z badań na zwierzętach, dają się jednak w prosty sposób przełożyć na to, co mamy u ludzi.

Umiałby mi pan wytłumaczyć, jak wygląda komórka macierzysta? Jak się zachowuje? Jakie ma cechy?

To pytanie sugeruje, że komórkę macierzystą można określić na podstawie wyglądu. Tak nie jest. Robi się to na podstawie jej właściwości funkcjonalnej. Komórki macierzyste to komórki, które mają zdolność do regeneracji narządów.

Czyli komórka macierzysta wygląda jak zwykła komórka z podręcznika?

Na podstawie wyglądu nie można stwierdzić, że jakaś komórka jest macierzysta. Macierzystość komórki określa się na podstawie jej zdolności do różnicowania do komórek wyspecjalizowanych, czyli pełniących określone funkcje. Komórki macierzyste mają zdolność odtwarzania samych siebie, czyli odtwarzania puli takich komórek niezróżnicowanych. To jest podstawowa rzecz, według której powinno się definiować komórki macierzyste. Na podstawie funkcji, a nie na podstawie występowania czy wyglądu.  

A jak ona to robi?

Większość naszych komórek ma pełny zestaw informacji genetycznej. Komórki macierzyste mają ją w takim stanie, że mogą w określonych warunkach uruchamiać procesy, które prowadzą do ich przekształcenia się do określonego typu komórek. Komórki bardzo pierwotne są na takim etapie jak komórki w zarodku i w związku z tym mogą różnicować do wielu typów komórek. Jeżeli są to komórki macierzyste znajdujące się już w różnych narządach, czyli te bardziej wyspecjalizowane, to mogą różnicować tylko do komórek określonego typu.

Czyli dlatego komórki z galarety Whartona są takie chodliwe na rynku?

Są poważne wątpliwości, czy komórki z galarety Whartona to w ogóle komórki macierzyste.

Aha…

Galareta Whartona to substancja, która w pępowinie wypełnia przestrzeń pomiędzy tętnicą i żyłą. Znajdują się tam komórki, które mają charakter komórek tkanki łącznej. Być może są wśród nich jakieś pojedyncze komórki, które mają większe zdolności różnicowania, przekształcania się w inne typy komórek, ale te zdolności są bardzo wątpliwe i nie ma przekonujących badań, które pokazywałyby, że te komórki mają zdolność różnicowania do określonych typów komórek. W tym miejscu pojawia się pytanie, jaka miałaby być rola tych komórek w pępowinie. Jakie jest uzasadnienie ewolucyjne, żeby te komórki miały takie właściwości, jakie się im przypisuje?

Czy krew z galarety Whartona i krew pępowinowa to to samo?

Nie, w galarecie Whartona nie ma krwi. Krew pępowinowa łączy organizm dziecka z organizmem matki. Tam następuje wymiana gazowa oraz substancji odżywczych. W krwi pępowinowej występują komórki macierzyste, ale to są komórki krwiotwórcze - mają zdolność do różnicowania do komórek krwi. Nie różnicują więc do innych rodzajów komórek. Jak mamy komórkę pluripotencjalną i potraktujemy ją w odpowiedni sposób, to może się ona przekształcić w komórki mięśnia sercowego albo w neurony, komórki krwi czy kości. Natomiast komórki krwiotwórcze też są macierzyste, ale mają ograniczony potencjał. One nie są w stanie przekształcić się do innych typów, poza komórkami krwi.   

Czyli mięśnia, kości, układu nerwowego z tego nie odtworzymy?

Nie odtworzymy. Oczywiście są sugestie, pojawiają się też różne publikacje, że tak może być, ale albo zostały obalone, albo jeżeli już coś tam jest, to jest taki artefakt laboratoryjny.

A z drugiej strony jeśli one różnicują do komórek krwi, to w hematologii mogą mieć zastosowanie?

Komórki krwi pępowinowej mogą mieć zastosowanie w hematologii i są obecnie wykorzystywane do leczenia pewnych chorób krwi. Zwłaszcza że w pewnych sytuacjach mogą być łatwiejsze do zastosowania niż komórki ze szpiku kostnego. Kiedy wykonuje się przeszczep szpiku lub krwi pępowinowej od obcego dawcy, należy dopasować krew do biorcy pod względem genetycznym. A komórki krwi pępowinowej są nieco mniej zróżnicowane, więc ta niezgodność może być trochę mniejsza niż w przypadku zastosowania komórek szpiku kostnego.

To jest jedno z zastosowań potwierdzonych naukowo. Jakie są inne?

Potwierdzone zostało wykorzystanie komórek macierzystych rąbkowych, które występują w rogu oka. To komórki, które regenerują nabłonek naszej rogówki, czyli przedniej części oka, który jest bez przerwy uszkadzany. Czasem gdy dojdzie do silnego uszkodzenia takiego nabłonka, np. przez jakieś ciężkie oparzenie, to te komórki macierzyste nie są w stanie tego zrobić. Włoscy lekarze opracowali więc metodę izolowania i pobierania pozostałych komórek rąbkowych z oka pacjenta, namnażania ich w laboratorium, różnicowania ich do nabłonka rogówki i następnie wszczepiania z powrotem pacjentowi. To przywraca wzrok leczonemu i jest metodą uznaną, zatwierdzoną przez Europejską Agencję Leków.

Trzeci uznany rodzaj zastosowań to wykorzystanie właściwości komórek macierzystych skóry. Nasz naskórek nieustannie się regeneruje i jest odtwarzany dzięki komórkom macierzystym. Niewielkie oparzenie lub rana się zagoi, bo te komórki dadzą sobie radę. Jednak w przypadku bardzo ciężkiego oparzenia, np. gdy poparzonych jest kilkadziesiąt procent powierzchni ciała, wówczas komórki znajdujące się w pobliżu nie są w stanie tego zrobić. Wtedy lekarze pobierają fragment skóry z nieoparzonego obszaru ciała od tego samego pacjenta, komórki wyrastają z tego fragmentu skóry w odpowiednich warunkach, różnicują do naskórka i tak uzyskuje się naskórek pacjenta i przeszczepia go w uszkodzone miejsce. Ta metoda nie jest oficjalnie zarejestrowana, funkcjonuje na podobnej zasadzie jak przeszczepy szpiku kostnego, ale jest stosowana od kilkudziesięciu lat, ma uzasadnienie biologiczne i medyczne.

Czy komórki rąbkowe z oka pozwalają nam rozwiązać wszystkie problemy związane z oczami?

To są komórki macierzyste, które regenerują nabłonek rogówki, ale w oku mamy również inne miejsca, które mogą być uszkodzone, których złe funkcjonowanie jest przyczyną chorób, np. siatkówka, gdzie znajdują się komórki światłoczułe, a obok tych komórek są komórki barwnikowe, nabłonek pigmentowy siatkówki. Niektóre rodzaje ślepoty uwarunkowane genetycznie to właśnie choroby siatkówki. W siatkówce nie ma jednak komórek macierzystych i pomimo że w oku mamy komórki rąbkowe, to my tych komórek nie możemy sobie zróżnicować do komórek pigmentowych. Wtedy trzeba wziąć inne komórki macierzyste. W badaniach wykorzystuje się komórki pluripotencjalne i różnicuje je do nabłonka pigmentowego oka.

To pokazuje nam, że nie możemy wziąć dowolnych komórek macierzystych i w zależności od tego, jaka jest choroba, wszczepić ich i stwierdzić, że one zadziałają. Były takie pomysły i cały szereg powiązanych z tym nieporozumień, by przeszczepiać komórki ze szpiku do serca. Miałaby to być metoda leczenia zawału czy niewydolności serca. Byli badacze, którzy twierdzili, że komórki krwiotwórcze różnicują do komórek mięśnia sercowego. To też okazało się zwykłym artefaktem. To nie działa. Takie komórki krwiotwórcze przeszczepione do serca utworzą krew, a jeśli byłyby tam inne komórki występujące w szpiku, czyli te szkieletowe komórki macierzyste, zwane także mezenchymalnymi komórkami macierzystymi, to one z kolei regenerują chrząstkę i kości. Jeśli zostaną przeszczepione w niewłaściwe miejsce, to mogą utworzyć kość, co się zdarzyło w przypadku pacjentki, której lekarz wszczepił jej własne komórki ze szpiku w skórę na czole dla leczenia zmarszczek. Nie wyleczył zmarszczek, a za to utworzyły się tam małe kostki.

Wyrosła jej kość na czole?        

Tak, wyrosły jej kostki na czole.

I tak się to kończy?

Tak to się może skończyć. W większości przypadków te komórki są szybko eliminowane, zwłaszcza jeśli pochodzą od innego dawcy, bo są rozpoznawane jako obce. Zdarzają się jednak poważne problemy. Komórki przeszczepiane w niewłaściwe miejsce mogą utworzyć guzy. Znamy przypadki pacjentów z udarem, którzy poddali się takim nieuzasadnionym terapiom gdzieś w jakichś nieznanych, nielicencjonowanych klinikach. Wszczepiano im jakieś komórki i utworzyły się guzy. Jest też inny problem. Zdarzyły się podania komórek pobranych z galarety Whartona w miejsce, gdzie one nie występują, podczas nieprawidłowo przeprowadzonego zabiegu, co dla pacjentów skończyło się utratą wzroku. 

Mówił pan o komórkach pluripotencjalnych. Czy my jesteśmy w stanie "wytresować" je tak, żeby wszędzie działały?

Jesteśmy w stanie "wytresować" te komórki. Jest jednak pewne zastrzeżenie. Komórek pluripotencjalnych nie można wstrzykiwać pacjentowi w postaci niezróżnicowanej, czyli jako komórek macierzystych. One wtedy nie zrobią tego, czego się od nich oczekuje. Zaczną różnicować w sposób niekontrolowany i utworzą guz zawierający rozmaite tkanki. Wobec tego komórki pluripotencjalne muszą być wcześniej przygotowane, zróżnicowane w laboratorium do określonego typu komórek. Możemy różnicować ludzkie indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste do komórek mięśnia sercowego z bardzo dużą wydajnością - ponad 90 proc. Gdy się te komórki oczyści, to można powiedzieć, że uzyskuje się same komórki mięśnia sercowego.

To dlaczego to nie działa?

Trwają badania, ale to nie jest proste, by w ciągu kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat zrobić to, co ewolucja wymyśliła w zupełnie inny sposób.

Próbuję to zrozumieć. Jeśli mamy 100 proc. tych komórek, które rozwijają się w kierunku pożądanym przez nas, to dlaczego się to nie udaje?

Są prowadzone badania eksperymentalne, np. w chorobie Parkinsona i podejmowane są próby kliniczne, w tym również u pacjentów, czy to w USA, czy w Europie. Takie próby są prowadzone powoli i tak muszą być realizowane.

To są badania kliniczne?

To są badania kliniczne. Tak samo badania na zwierzętach uzasadniają zastosowanie komórek mięśnia sercowego uzyskanych z komórek pluripotencjalnych do leczenia niewydolności mięśnia sercowego. To dopiero początek drogi, potrzeba jeszcze wielu lat badań.

Tym samym nie odrzucamy komórek macierzystych?

Oczywiście, że nie odrzucamy. Komórki macierzyste mają olbrzymi potencjał. Różne komórki macierzyste mogą być wykorzystane do leczenia potencjalnie różnych chorób, ale oczywiście to wymaga lat badań, a przede wszystkim wymaga uzasadnienia merytorycznego, biologicznego i rozwiązania po drodze wielu problemów z zastosowaniem takiej terapii.

To z czym teraz mamy do czynienia w Polsce?

Ogólnie można to określić mianem turystyki komórkowej. Ten termin pojawił się jakieś kilkanaście lat temu. Wtedy najczęściej wiązano to z historiami pacjentów chorych na jakieś nieuleczalne choroby, poszukujących terapii. Komórki macierzyste, z chwilą ich odkrycia, przyniosły nadzieję.

Wtedy narodziła się turystyka komórkowa. Najpierw kojarzono ją z krajami Dalekiego Wschodu, bo tam powstawały kliniki oferujące tego rodzaju zabiegi pacjentom ciężko chorym na choroby neurologiczne. Potem to się rozszerzyło na cały świat, ale nie zawsze musi chodzić o podróż interkontynentalną - turystyką komórkową jest często podróż do kliniki w innym mieście. To jest problem ogólnoświatowy, choć w niektórych krajach udało się to ograniczyć i tam nie ma możliwości oferowania takich nieuzasadnionych terapii. Jeśli chodzi o Europę, to niewątpliwie jest to problem Polski. Dlatego, że polskim pacjentom, którzy chorują na ciężkie, nieuleczalne choroby oferuje się terapie nazywane terapiami komórkami macierzystymi. Terapie oparte na podstawie bardzo wątłych danych albo bez uzasadnienia, za to z sugestią, że komórki pobrane z jednego miejsca, namnożone w laboratorium mogą być pomocne w leczeniu tak różnych chorób, jak różnego rodzaju choroby neurologiczne, stwardnienie zanikowe boczne, choroba Parkinsona, zaburzenia rozwojowe takie jak autyzm, porażenie mózgowe dziecięce. Istnieją instytucje, które oferują takie niepotwierdzone terapie na zasadzie komercyjnej.

Jak rozwiązano ten problem krajach, gdzie tej turystyki nie ma?  

Zakazano stosowania takich terapii. We Włoszech i Francji zakazano też komercyjnego bankowania komórek z krwi pępowinowej. Nie ma tam więc komercyjnych banków zainteresowanych dalszym wykorzystaniem tych komórek.

Nie ma banku, tzn. że nie ma materiału do wstrzykiwania?

Są banki publiczne, ale publiczne banki gromadzą krew pępowinową, która jest wykorzystywana właśnie w tych uzasadnionych przypadkach.

Czyli jesteśmy takim dzikim wschodem dla terapii komórkami macierzystymi?

Trudno powiedzieć, czy dzikim wschodem… Te problemy są w Polsce w jakiś sposób uregulowane od strony prawnej. Pytanie tylko, czy w sposób wystarczający i czy te regulacje są przestrzegane.

Zastanawiam się, czy w Polsce na przestrzeni lat nie mamy też do czynienia ze swego rodzaju ewolucją. W internecie możemy znaleźć informacje sprzed lat, że w jednej z prywatnych instytucji terapia polegająca na podaniu 10 komórek z galarety Whartona w chorobie neurologicznej kosztowała 237 tys. zł. Z dokumentów wynika, że działo się to na podstawie decyzji komisji bioetycznej wydanej dla konkretnego pacjenta. Znamy nawet jego nazwisko. Dzisiaj jest tak, że w innym mieście komisja bioetyczna wydaje zgodę na zastosowanie wyjątku szpitalnego u grupy 120 dzieci z porażeniem mózgowym dziecięcym.

Na stronie Polskiego Banku Komórek Macierzystych czytamy, że można w ten sposób leczyć ponad 80 chorób. Twierdzi się, że komórki stosowane są przy takich zaburzeniach jak autyzm. Jak pacjent ma to weryfikować?    

Pacjent nie jest w stanie tego zweryfikować. To jest podstawowy problem. Oczywiście instytucje oferujące tego typu terapie często powołują się na publikacje naukowe, które sugerują zasadność zastosowania terapii w różnych chorobach, które nie mają często związku z problemami w zaburzeniu regeneracji narządów, a nawet jeśli mają, to trzeba by zastosować określone komórki macierzyste, a nie dowolne. Problem jest taki, że w tej chwili mamy również do czynienia z zalewem informacji i ukazywaniem się publikacji, przez niektórych interpretowanych jako świadczące o skuteczności tego rodzaju terapii. Jest to więc problem odpowiedniej oceny tego typu publikacji przez odpowiednie instytucje. Jeśli mamy taki zalew informacji, wiele czasopism określających się mianem naukowych, jest to tym bardziej niezbędne.

Problemem jest też fakt odpłatności takich terapii.

Problem jest taki, że w Polsce dopuszczalne są opłaty za eksperyment leczniczy.

Bez tego nie byłoby tego biznesu?

Bez tego prawdopodobnie biznesu by nie było, ponieważ to jednak kosztuje, a poza tym nie wiem, czy ktoś zdecydowałby się na podejmowanie tego typu działań, przynajmniej na tak dużą skalę. No ale hasło "komórki macierzyste" działa jak wabik.

Ma pan do czynienia z tym biznesem. Próbują pana zastraszyć?

Jedyną próbą zastraszenia czy zamknięcia ust jest wytoczenie procesu sądowego.

Jak to się zaczęło?

Zaczęło się na wiosnę 2019 r., kiedy skontaktował się ze mną pan Marek - ojciec dziecka chorującego na jeden z rodzajów dystrofii, który nie dał się nabrać na oferty tych terapii. W tym czasie miałem też wykład dla towarzystwa rodziców dzieci chorych na dystrofię mięśniową Duchenne'a. Problem niepotwierdzonych terapii się rozwijał. Przedstawiłem sprawę na posiedzeniu Komitetu Biotechnologii Polskiej Akademii Nauk. Po ponad miesięcznej dyskusji Komitetu wydaliśmy stanowisko adresowane do Krajowej Rady Transplantacyjnej, ministra zdrowia i komisji bioetycznych, zwracające uwagę na ten problem. W listopadzie otrzymaliśmy pismo z PBKM stwierdzające, że naruszamy ich dobra osobiste. Bank zażądał usunięcia stanowiska opublikowanego na stronie PAN. Komitet w kolejnym oświadczeniu szczegółowo odpowiedział, korzystając ze swojego statutowego prawa do wyrażania stanowiska naukowego.

Ostatecznie skończyło się na pozwie.

W lipcu 2020 r. przyszedł oficjalny pozew z PBKM, żądający zamieszczenia kosztownych ogłoszeń na łamach "Polityki", "Rzeczpospolitej", w TOK FM i w innych mediach. Do tego 50 tys. zł odszkodowania ode mnie dla Caritasu, 50 tys. zł na Polski Czerwony Krzyż. Pozew dostał też prof. Tomasz Twardowski - przewodniczący Komitetu. 

Komórki macierzyste w Polsce mają silne lobby?

Tak, uważam też, że dużą odpowiedzialność ponosi przede wszystkim środowisko medyczne i naukowe, które nie rozumie w dużej części skomplikowania tego zagadnienia. Dobrze określił to prof. George Daley, dziekan wydziału medycznego Uniwersytetu Harvarda, który napisał, że terapie komórkami macierzystymi oferowane są przez lekarzy nierozumiejących złożoności samych komórek albo przez szarlatanów oferujących współczesne odpowiedniki magicznych mikstur.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM