advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Ratownicy medyczni będą stwierdzać zgon. "Nie jesteśmy do tego przygotowani"

3 min. czytania
18.05.2023 07:03
- Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i mamy bardzo wiele obaw. Nie jesteśmy przygotowani do oględzin zwłok i określania przyczyny śmierci - mówią nam ratownicy medyczni, którzy już wkrótce będą mieli uprawnienia do stwierdzania zgonów. Nowe - budzące dużo kontrowersji - przepisy wejdą w życie 22 czerwca.
|
|
fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl / zdjęcie ilustracyjne

W Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim odbyło się szkolenie dla ratowników medycznych z całego regionu, którzy - podobnie jak ich koledzy z innych części Polski - otrzymają nowe uprawnienia do orzekania zgonów. Przepisy, które wejdą w życie 22 czerwca, mają usprawnić orzekanie o śmierci pacjenta podczas prowadzonej akcji ratunkowej.

 

Duża odpowiedzialność

Dziś kartę zgonu, który nastąpił na przykład w wyniku wypadku komunikacyjnego czy nagłego zatrzymania krążenia, może wydać lekarz wchodzący w skład zespołu ratownictwa medycznego lub - jeśli nie ma go w karetce - wezwany na miejsce inny lekarz.

- I tu zaczynają się telefony, poszukiwania lekarza, który ostatnio leczył, albo przychodni, w której pacjent był zarejestrowany. Mija bardzo dużo czasu - opowiada zastępca dyrektora wydziału zarządzania kryzysowego w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim Lech Kubera.

- Wydaje nam się, że z punktu widzenia osób bliskich nowe przepisy powinny tę sprawę uzdrowić, natomiast proszę pamiętać, że nałożenie na ratowników tego uprawnienia wiąże się też z dużą odpowiedzialnością, która będzie spoczywać na naszych koleżankach i kolegach - ocenia urzędnik.

Rodziny pacjentów przychodzą z pretensjami

I właśnie tej odpowiedzialności najbardziej obawiają się kierownicy zespołów ratunkowych (ratownicy medyczni lub pielęgniarki). - Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i mamy bardzo wiele obaw - nie ukrywa Krzysztof Wiśniewski z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy. - Musimy umieć robić oględziny zwłok, czego nigdy nie robiliśmy tak dokładnie, a także stwierdzić, czy był to zgon z przyczyn naturalnych, czy też brały w nim udział osoby trzecie. Mamy też - przynajmniej wstępnie - stwierdzić, jaka była przyczyna zgonu, co też jest dla nas trudne na miejscu zdarzenia bez narzędzi czy wiedzy, które mają lekarze z medycyny sądowej. Jest bardzo dużo niewiadomych - ocenia ratownik.

- Skutki niezawinionych błędów, które mogą być tutaj popełnione, są naprawdę poważne. Chodzi o skutki cywilno-prawne i finansowe, już nie mówiąc o pewnego rodzaju obciążeniu czysto moralnym - przyznaje Lech Kubera.

Krzysztof Wiśniewski zaznacza, że już dziś (przed wejściem w życie nowych przepisów) do Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy zgłaszają się niezadowolone rodziny pacjentów. - Zespoły, w których jeździ lekarz, mogą orzekać zgony i często wpisują w kartę, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych, bo w pierwszej fazie często nie wiemy, jaka jest faktyczna przyczyna. No i przychodzą potem do nas rodziny z pretensjami, czemu nie ma wpisu, że był to na przykład zawał mięśnia sercowego czy udar, bo ubezpieczenie opiewa właśnie na te rozpoznania - tłumaczy.

Prokuratorzy podpowiadają, jak zabezpieczać miejsca wypadku

Ratownicy obawiają się czegoś jeszcze. - Jeżeli nie rozpoznamy, że zgon nastąpił w wyniku działań osób trzecich, to niesie to za sobą dużo konsekwencji prawno-organizacyjno-administracyjnych - tłumaczy Wiśniewski.

Wątpliwości ratowników starali się rozwiewać obecni na szkoleniu prokuratorzy. - Oczywiście zawsze priorytetem jest prawidłowa akcja ratownicza i to jest najważniejsze - podkreślała prokurator Joanna Podpora-Sikorska z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. - Natomiast podpowiadamy, co mogą zrobić, by nie zaprzepaścić później naszej pracy na miejscu wypadku komunikacyjnego czy zdarzenia kryminalnego, jak chronić ślady i ewentualne narzędzia zbrodni - tłumaczyła.

Boimy się nadużyć

Teoretycznie ratownicy medyczni mają mieć uprawnienia do orzekania zgonów tylko podczas prowadzonej przez nich akcji ratunkowej, ale urzędnicy obawiają się, że i tak będzie dochodzić do nadużyć.

- W skrajnych przypadkach zespół może być wzywany do osoby, która - jak widać po symptomach - zmarła znacznie, znacznie wcześniej niż w ciągu 15 minut od momentu wezwania pogotowia. I co wówczas ma zrobić ratownik? Wystawić akt zgonu czy nie? Bo teoretycznie powinien to już zrobić lekarz rodzinny - zastanawia się Lech Kubera. - Sytuacji, które trzeba będzie rozstrzygać, jest przed nami bardzo, bardzo dużo, a to może wpłynąć negatywnie na wydolność systemu - dodaje nasz rozmówca.

Obawy urzędników wojewody podzielają też ratownicy. - Boimy się, że zespoły ratownictwa medycznego będą zalepiały tę dziurę koronerów, których w Polsce nie ma, i lekarzy POZ, których jest za mało - mówi Wiśniewski. - Do wypisania aktu zgonu w domu pacjenta potrzeba dużo czasu, tymczasem wyciągnięty z systemu zespół ratownictwa medycznego mógłby pomóc gdzie indziej - w wypadku czy przy nagłym zatrzymaniu krążenia. Proszę pamiętać, że w Polsce jedna karetka przypada na 25 tysięcy mieszkańców - podsumowuje.