"Powiedziałam siostrze, że nagranie wskazuje na przemoc". Kolejne doniesienia w sprawie DPS-u z Kamienia Krajeńskiego
Piątkowe posiedzenie rady powiatu sępoleńskiego. Kilkanaście godzin po tym, gdy na tokfm.pl opisaliśmy sytuację w DPS w Kamieniu Krajeńskim . Formalnie to powiat płaci za utrzymanie DPS, więc radna Katarzyna Kolasa prosi o głos. - Sygnały o nieprawidłowościach w DPS docierały do nas od 8 lat – przyznała.
Chłopcy z DPS
Jeden z zarzutów dotyczy tego, że w placówce są osoby, które są zdrowe, nie wymagają całodobowej opieki i nie powinny tam przebywać. Sprawdzamy warunki przyjęcia do placówki i rzeczywiście znajduje się tam taka informacja: "Podstawowym warunkiem do umieszczenia osoby w domu jest fakt, iż osoba ta wymaga całodobowej opieki". Placówka z założenia ma służyć osobom z niepełnosprawnością intelektualną. Tymczasem do tutejszej podstawówki od dwóch lat uczęszczają bracia, podopieczni DPS.
- Są absolutnie w normie intelektualnej – mówi mi Beata Gwizdała, dyrektorka placówki. Moja rozmówczyni zwraca uwagę, że chłopcy nie odstają od reszty uczniów, są zadbani, biorą udział w szkolnych wyjazdach, wychowawczynie nie mają wiedzy na temat ich życia pozaszkolnego. Kobieta podała, że siostra Karolina zapisała dzieci w 2022 roku do szkoły zapewniając, że będą przebywały w DPS tymczasowo. Nic się od tej pory nie zmieniło. Szkoła do tej pory nie otrzymała informacji, czy w sprawie pobytu chłopców w DPS cokolwiek się wydarzyło.
Siostra sama pokazała mi te filmy
Beata Gwizdała odwiedziła DPS na zaproszenie siostry dyrektor. Nie ma wątpliwości, że dzieciaki mają tam warunki na wysokim poziomie. Jest czysto, pachnąco i wszystko zadbane. Ale nie na to dyrektorka zwróciła uwagę. - Zostałam przyjęta w gabinecie siostry dyrektorki. W rogu po lewej stronie, przy drzwiach, siedział niepełnosprawny chłopiec. Wykazywał współruchy głowy i rąk. Kołysał się i mówił do siebie. Siostra poinformowała mnie, że chłopiec ma karę, ponieważ innemu pensjonariuszowi podstawił nogę – opowiada kobieta.
Dyrektor Gwizdała mówi, że poszły z siostrą zwiedzić DPS. Opuszczała budynek 40 minut później. Chłopiec nadal siedział na tym krześle. W trakcie odwiedzin w Domu Pomocy, siostra pokazała dyrektorce także film z nagraniem nauki czytania jednego z uczniów. - Siostra ostrym, surowym tonem przepytuje dziecko z całego alfabetu, wskazuje wyrazy wieloliterowe. Chłopiec nie potrafi wykazać się umiejętnościami - relacjonuje dyrektorka, która w swojej notatce sporządzonej zaraz po wizycie zawarła taką adnotację: "Powiedziałam siostrze, że nagranie wskazuje na przemoc".
Trzymał się futryny
Kolejną notatkę sporządziły nauczycielki. Gdy w szkole doszło do bójki z udziałem chłopców, wezwano siostrę. Ta w pewnym momencie zażądała, by przyprowadzić jednego z podopiecznych DPS i jego zapytać o przebieg zdarzeń. Ten, gdy dowiedział się, że w środku jest siostra, nie chciał wejść do sali. "Gdy otworzyłam drzwi do sali, chłopiec złapał się futryny obiema rękami i nie chciał wejść do sali. Był przestraszony" - czytamy w notatce sporządzonej po tym zajściu.
Kiedyś był Krystian
To nie pierwszy przypadek, gdy w kamieńskiej placówce przebywa dziecko, które nie wymaga opieki DPS. W 2021 roku w takiej sytuacji był Krystian, którego historię opisaliśmy w radiowym serialu "Piecza". Przedstawiliśmy też starania rodziny, która chciała go adoptować, ale siostry odprawiły ich z kwitkiem. Kilka miesięcy po emisji udało się go jednak wyciągnąć z DPS. Trafił do rodziny adopcyjnej.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Sprawa wyszła na światło dzienne dzięki psychiatrze, która pracowała w tej placówce. Maria John mówiła w serialu "Piecza", że nigdy nie pogodziła się z tym jaki los zgotowano Krystianowi. – Jeśli dziecko zdrowe przebywa w DPS-ie z dziećmi głęboko niepełnosprawnymi, to od kogo będzie się uczyć. Od tych dzieci. To powoduje, że praktycznie jest skazane na pobyt w domu pomocy przez całe życie – zaznaczała lekarka.
Zakonnica z trudnym charakterem
Wracamy do piątkowej sesji rady miasta. Radna Kolasa jednym tchem wymieniała sprawy, które budziły niepokój. Dlaczego nie udało się tego wcześniej załatwić? - Obecna dyrektorka, czyli siostra Karolina i jej osobowość, w pewnym sensie spowolniły nasze działania. Wręcz mam do siebie pretensje o to, że zaniechałam pewnych działań i zabrakło mi determinacji - mówiła radna i zaraz wyjaśniała, że siostra Karolina nie potrafi rozmawiać. Atakuje radnych. Jednak zdaniem Kolasy to nie może być powód, by urzędnicy przestawali działać.
Na koniec kobieta dodała, że dochodziło do kuriozalnych sytuacji. - Pani Sylwia Blok (s. Karolina) miała taką tendencję do zapraszania niektórych radnych wręcz na przesłuchania - poinformowała radna. Dodała, że jej koleżanki były wzywane i musiały się tłumaczyć z tego, co robią w sprawie domu pomocy.
Radna zawnioskowała o zwołanie zespołu do wyjaśnienia kontrowersji związanych z działaniem DPS. Takie kroki poparli inny przedstawiciele władz powiatu, choć wicestarosta przyznawał, że ostatnia kontrola zakończyła się w grudniu i nic nie wykazała.
Kontrole
Po naszej publikacji i innych medialnych doniesieniach z Kamienia Krajeńskiego zapowiedziano szereg działań sprawdzających. Kontrolę prowadzi już urząd wojewódzki, sprawie przygląda się też RDP, a kontrolę nad postępowaniami zapowiedziało też Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Prokuratura Rejonowa w Tucholi od października prowadzi śledztwo w sprawie znęcania się fizycznego i psychicznego nad podopiecznymi DPS-u. Zawiadomienie w tej sprawie złożył ośrodek adopcyjny, ale też dyrekcja samego DPS-u wskazując, że jedna z nich miała stosować słowną przemoc wobec osoby z niepełnosprawnością. Tę siostrę zwolniono i oddelegowano do innej placówki.