,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Bydgoska komunikacja w tarapatach. Czy znowu będzie strajk?

3 min. czytania
31.10.2024 16:21
- Chcemy sprawdzić, czy za te same pieniądze da się lepiej ułożyć siatkę połączeń komunikacji miejskiej - mówi prezydent Bydgoszczy o badaniach, które zlecił do opracowania w przyszłym roku. Miasto wyda na nie kilkaset tysięcy złotych, licząc że pomogą w poprawie sytuacji MZK.
|
|
fot. Kinga Maciak / Agencja Wyborcza.pl

Kompleksowe badania optymalizacji sieci komunikacji miejskiej zapowiedział prezydent Bydgoszczy podczas październikowej sesji Rady Miasta. Jak mówił, to odpowiedź na zarzuty o źle działającą siatkę połączeń autobusowych i tramwajowych oraz kłopoty finansowe Miejskich Zakładów Komunikacyjnych, które obsługują 75 procent połączeń.

Prezydent liczy, że firma zewnętrzna spojrzy na komunikację świeżym okiem i zaproponuje konkretne zmiany. - Przy czym oczywiście łatwo jest zrobić lepszą sieć za większe pieniądze, dlatego w przetargu będzie zapis, żeby zaproponować zmiany w tym budżecie, który mamy aktualnie. Poproszę też, żeby były tam zapisy, że rozszerzamy komunikację o 10, 20 czy 30 procent i propozycje tych rozszerzeń - wyjaśniał Rafał Bruski.

Prezydent zakłada, że kosztujące kilkaset tysięcy złotych badania pozwolą zoptymalizować sieć i tym samym pomogą MZK, które zmaga się z trudną sytuacja ekonomiczną.

Znowu korki? Oni na hasło 'miasto-gąbka' mają już ciarki

Brakuje kierowców, bo za mało płacą

Komunikacja miejska od wielu lat jest bowiem piętą achillesową Bydgoszczy. Pasażerowie narzekają na wypadające kursy i zbyt małą liczbę połączeń. Dwa lata temu strajkujący kierowcy Miejskich Zakładów Komunikacyjnych na kilka dni dosłownie sparaliżowali miasto, bo domagali się podwyżek.

Dziś sytuacja wcale nie jest lepsza. Z powodu niskich zarobków stale brakuje kierowców, a dziurawy grafik ratują tylko nadgodziny. - W ubiegłym roku w tym czasie mieliśmy 55 tysięcy nadgodzin, w tym roku mamy już 65 tysięcy - wyliczał Andrzej Arndt ze Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej w Bydgoszczy. - Kończy się limit dopuszczalny, zapisany w regulaminie pracy. Już są rozmowy zarządu spółki, by związki zawodowe zgodziły się na zwiększenie limitu - dodał.

Chodzi o zwiększenie liczby nadgodzin z 260 do 375 w skali roku. - Albo nie wykonamy pracy przewozowej i poniesiemy karę albo poniesiemy koszty nadgodzin - tłumaczył prezes zarządu Piotr Bojar. - Kalkulując w taki sposób, jesteśmy w stanie zagwarantować pieniądze na nadgodziny - dodał.

To koniec z 'drogą śmierci'? Będzie upragniona alternatywa

Tyle, że - jak mówią związkowcy - to nie jest rozwiązanie systemowe. - Przynajmniej połowa pracowników gdzieś sobie dodatkowo dorabia. Teraz pytamy, gdzie tu jest bezpieczeństwo pasażerów? Czy nie lepiej czasami 20-30 groszy do biletu dorzucić, dać im większe wynagrodzenia, a jeździć bezpiecznie, z wypoczętym kierowcą, który nie musi szukać dodatkowej pracy? - pytał retorycznie Andrzej Arndt, zapewniając jednocześnie, że na razie strajku nie będzie.

'Nie mam już z czego dokładać'

Problemem dla spółki będzie też niższa w 2025 roku - o nawet 7 milionów złotych - dotacja. MZK podpisało z miastem umowę o 16,6 procent wyższą niż drugi, prywatny przewoźnik, ale w przyszłym roku będzie ona pomniejszona o 5 procent. Prezydent rozkłada ręce. - Wiadomo, że każdy chce zarabiać więcej, ale ja nie mam już z czego dokładać. Nie mam dowolności w dysponowaniu pieniędzmi - tłumaczył podczas sesji. - Komu mamy zabrać, żeby tam dać więcej? - pytał radnych Prawa i Sprawiedliwości.

Wyzwaniem na przyszły rok będzie też kolejny wzrost minimalnego wynagrodzenia. Na ten cel MZK będą musiały znaleźć ponad 5 milionów złotych. MZK obsługuje 75 procent linii autobusowych w Bydgoszczy. Na pozostałych jeździ przewoźnik prywatny.