Młodzi i już bezdomni. "Tak się życie poukładało, nie umiałem sobie z tym poradzić"
- Codziennie wieczorami mamy po kilka, a czasami kilkanaście nowych osób, których wcześniej nigdy u nas nie było. Część jest przywożona przez policję, straż miejską albo pogotowie. To są często ludzie bez zimowych butów, w cienkiej letniej kurtce. Potrzebują nie tylko czegoś do jedzenia i dachu nad głową, ale też ciepłych ubrań, o które apelujemy. Bywa naprawdę ciężko - mówi TOK FM prezes 'Nadziei' Krzysztof Leszczyński.
'Nadzieja' to Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym Uzależnionym od Alkoholu. Pomaga w Lublinie od 20 lat. Prowadzi m.in. schronisko dla bezdomnych mężczyzn przy ul. Garbarskiej i ogrzewalnię na Abramowickiej.
Jak podkreśla Leszczyński, w ostatnim czasie do schroniska trafia coraz więcej młodych mężczyzn. - Pracuję z osobami bezdomnymi od 20 lat i widzę zmianę. Dziś są to głównie osoby starsze, które nie mają gdzie pójść i młodzi, po 20-30 lat. Nie ma wielu osób w sile wieku. Widać, że im udało się pomóc. Niektórzy skorzystali ze wsparcia doradcy zawodowego i poszli do pracy. Inni założyli nowe rodziny albo dostali mieszkanie socjalne - opowiada nasz rozmówca.
Dopytywany wskazuje, że wśród potrzebujących młodych bezdomnych są bardzo różne osoby. Czasem to mężczyźni, którzy opuścili domy dziecka i nie mieli gdzie się podziać. Są ludzie po zakładach karnych, ale też tacy, którzy zostali wyrzuceni z domu. Leszczyński przyznaje, że czasami w grę wchodzą nałogi, ale przestrzega przed myśleniem, że przyczyną bezdomności jest alkohol. W jego ocenie to tylko stereotyp. - Tych przyczyn jest wiele. Co człowiek, to inna historia - podkreśla.
Przełom w sprawie studenta, który utknął w szpitalu w Lublinie. Przyjechała rodzina z Zimbabwe
W noclegowni przy Abramowickiej jest ponad 60 miejsc noclegowych. - Ale przyjmujemy każdego. Jedyny warunek to trzeźwość - mówi prezes stowarzyszenia 'Nadzieja'. W magazynie są dodatkowe łóżka polowe czy materace, które można rozłożyć w świetlicy albo na korytarzu. - Mamy spory budynek, więc miejsca nie zabraknie - słyszymy.
Jednym z podopiecznych jest pan Sławomir. Trafił tu dwa lata temu, przez alkohol. - Tak mi się życie poukładało, że nie umiałem sobie z tym poradzić. Dlatego tu jestem. Pan prezes bardzo mi pomaga, wspiera, zawsze można przyjść, porozmawiać. Codziennie mamy coś ciepłego do jedzenia. A ja też pomagam. Wspieram akcję "Pomóż dzieciom przetrwać zimę" i czuję się dzięki temu potrzebny - mówi pan Sławek. Przyznaje, że wśród mieszkańców schroniska są bardzo różne osoby i różne charaktery. - Ale musimy się jakoś dogadywać. Trochę taki jest tu system jak w wojsku. Mamy dyżury, kto kiedy sprząta, kto odśnieża, kto pomaga w innych rzeczach - opowiada nasz rozmówca.
Inne schronisko i noclegownię w Lublinie prowadzi Bractwo Brata Alberta. Jak mówi Małgorzata Krauze-Hałas, zdarzają się przypadki, gdy zimą na nocleg zgłasza się pan w sandałach. - Staramy się pomagać w różnych wymiarach, również przekazując naszym podopiecznym ciepłe ubrania i buty. Jesteśmy wdzięczni za każde okazane nam wsparcie, każdą przywiezioną kurtkę czy ciepły sweter. Wszystko to dla najbardziej potrzebujących - mówi.
Jak wskazuje, w schronisku pomagają wolontariusze. Jest m.in. fryzjerka, która regularnie przychodzi, by strzyc podopiecznych tego miejsca. - Robi to bezinteresownie. Czuje taką potrzebę i nie zależy jej na rozgłosie, ale nie mogę o tym nie wspomnieć - tłumaczy Krauze-Hałas.
Stowarzyszenie Brata Alberta prowadzi też Kuchnię Brata Alberta. Wydaje w niej średnio 300 ciepłych posiłków dziennie - dla bezdomnych, ale też innych potrzebujących. Każdy kto chciałby wspomóc kuchnię dostarczeniem trwałej żywności czy innych artykułów do świątecznych paczek (i nie tylko), powinien je dostarczyć na ul. Zieloną w Lublinie.