advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Przełom w sprawie studenta, który utknął w szpitalu w Lublinie. Przyjechała rodzina z Zimbabwe

3 min. czytania
29.11.2023 11:47
W szpitalu w Lublinie, jak ustaliliśmy nieoficjalnie, pojawiła się rodzina 27-latka z Zimbabwe. Chłopak od dwóch lat leży w szpitalu po wypadku. Powinen trafić do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, ale nikt nie chce go przyjąć. Przyjazd rodziny daje szanse na rozwiązanie pata.
|
|
fot. FOT. TOMASZ FRITZ / Agencja Wyborcza.pl

Z naszych informacji wynika, że rodzice 27-latka zostaną w Lublinie dłuższy czas. Twierdzą, że przyjechali do Polski dopiero teraz, bo długo czekali na uzyskanie wizy. Syna - po wypadku - zobaczyli pierwszy raz. Jak słyszymy, spotkanie to przeżyli ciężko. Na razie mogą chłopaka codziennie odwiedzać i się nim zajmować.

Rzeczniczka szpitala Alina Pospichil nie potwierdza ani nie zaprzecza naszym informacjom dotyczącym przyjazdu rodziny studenta z Zimbabwe. Szpital zasłania się w tej sprawie RODO. Pospichil przyznaje jednak, że placówka jest z nimi w kontakcie.

Przyjazd bliskich chłopaka daje nadzieję na to, że wreszcie opuści on szpital. Jak ustaliliśmy, ojciec 27-latka ma go reprezentować przed sądem. To umożliwi jego ubezwłasnowolnienie i podejmowanie za niego kluczowych decyzji, których aktualnie sam nie jest w stanie podjąć, przez co szpital, urzędnicy i Straż Graniczna mają związane ręce.

- Nasz zespół radców prawnych, a także wiele innych osób w szpitalu pracują nad tym, aby sytuacja pacjenta uległa zmianie w ten sposób, aby mógł być przetransportowany albo do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, albo do kraju pochodzenia. Problemem jest to, że pacjent nie jest w stanie o sobie decydować, nie jest świadomy, ale kontakt z jego rodziną daje nam szansę na to, że ta sprawa się rozwiąże - potwierdza Alina Pospichil.

Z naszych informacji wynika, że szpital jest w kontakcie również z sądem. Jak słyszymy, wiele osób angażuje się w to, by młodemu człowiekowi pomóc opuścić placówkę. Tym bardziej że obecnie w Klinice Neurologii jest ognisko COVID-19. 27-letni pacjent nawet zdążył się zarazić, ale z koronawirusa już na szczęście wyszedł.

Od dwóch lat tkwi w szpitalu

Przypomnijmy - 27-letni Musa (imię zmienione) przyjechał do Polski na studia. W grudniu 2021 roku doszło do wypadku samochodowego, w którym chłopak został poważnie ranny. Najpierw trafił na intensywną terapię, a potem do Kliniki Neurologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 przy ul. Jaczewskiego w Lublinie, gdzie leży do dziś. To już prawie dwa lata. Ma trwałe uszkodzenie mózgu, jest w tzw. stanie wegetatywnym, z niedowładem spastycznym czterokończynowym. Nie chodzi, nie mówi, sam nie je. Przez dłuższy czas był podłączony do respiratora - dziś oddycha samodzielnie. Pielęgniarki karmią go przy użyciu PEG-a, czyli przez przezskórną gastrostomię endoskopową.

- Chory wymaga całodobowej opieki pielęgniarskiej, w tym m.in. odsysania czy zmiany pozycji ciała. Cały czas musi być pod baczną obserwacją. Wszelkie parametry muszą być stale monitorowane - mówiła TOK FM pielęgniarka oddziałowa Agnieszka Winiarczyk.

Student z Zimbabwe utknął w szpitalu w Lublinie. Przez lukę w systemie leży już dwa lata. 'Nie ma gdzie go przenieść'

Lekarze placówki od miesięcy podkreślają, że chłopak nie musi już leżeć w szpitalu. Powinien trafić do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego lub innego podobnego miejsca. Problem w tym, że nikt go nie chciał, bo nie jest ubezpieczony i nie wiadomo, kto miałby za tę opieką płacić. Koszty pobytu w szpitalu to już ponad 1,2 miliona złotych.

Pomoc w sprawie zapowiadał wojewoda lubelski, ale skończyło się na kontakcie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych. MSZ powiadomił Ambasadę Zimbabwe w Berlinie. 'Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Handlu Międzynarodowego Republiki Zimbabwe oraz rodzice studenta hospitalizowanego w SPSK nr 4 w Lublinie zostali poinformowani o sytuacji i pracują nad zapewnieniem jego repatriacji do Zimbabwe' - napisała nam w poniedziałek rzeczniczka wojewody.

Co ciekawe - rzeczniczka szpitala Alina Pospichil przekazała nam teraz, że rodzina studenta twierdzi, iż 'ostatni kontakt z Ministerstwem Spraw Zagranicznych Republiki Zimbabwe czy z ambasadą w Berlinie miała wiele miesięcy temu, na początku tego roku'.

Na obietnicach się skończyło. Student z Zimbabwe dalej tkwi w lubelskim szpitalu. 'Bezradność państwa'

Jak wskazywaliśmy w jednym z naszych tekstów, sytuacja 27-latka z Afryki jest dramatyczna, ale nie jest to jedyny taki przypadek. Inne szpitale w Polsce mają podobne problemy z pacjentami z zagranicy, którzy są nieubezpieczeni albo mają nieuregulowany status prawny. O podobnych historiach słyszymy m.in. w Krakowie czy Poznaniu. - Jesteśmy lekarzami i nie możemy odmówić pomocy komuś, kto jej potrzebuje, jednak w Polsce brakuje rozwiązań systemowych - mówili nam medycy.

Przykładowo, w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie na dziś zadłużenie cudzoziemców, którzy z różnych powodów nie uregulowali należności za pobyt w szpitalu, wynosi około 2 milionów złotych. Chodzi o brak ubezpieczenia czy nieopłacone faktury. - Mówimy tu o około 250 takich osobach - przekazała nam rzeczniczka szpitala.