"Miałbym dyskutować z Przyłębską? To niepoważne". Sędzia wróci do Trybunału?
Prof. Andrzej Jakubecki jest prawnikiem, kierownikiem Katedry Postępowania Cywilnego i Międzynarodowego Prawa Handlowego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Naukowo zajmuje się głównie postępowaniami cywilnymi, prawem upadłościowym czy prawem restrukturyzacyjnym. We wrześniu 2015 roku został wybrany przez Sejm na sędziego Trybunału Konstytucyjnego - obok prof. Romana Hausera i prof. Krzysztofa Ślebzaka. Cała trójka do dziś nie została zaprzysiężona przez prezydenta, a na ich miejsce powołano tzw. dublerów - Mariusza Muszyńskiego, Justyna Piskorskiego i Jarosława Wyrembaka.
Profesor przyznaje, że nigdy szczególnie nie interesował się polityką - nie miał kontaktów z politykami, nie myślał o Trybunale Konstytucyjnym. Prowadził zajęcia ze studentami w Lublinie, pisał artykuły i książki, brał udział w konferencjach naukowych czy sympozjach. Był też m.in. członkiem komisji przeprowadzających egzaminy na aplikacje. W swoim dorobku naukowym ma ponad 120 publikacji.
- Propozycję bycia sędzią Trybunału, wtedy w 2015 roku, traktowałem jako czysto merytoryczną. Z perspektywy patrząc, przez myśl mi nie przeszło, że tak się cała sytuacja rozwinie. To polityka mnie dogoniła, znalazłem się w jakimś sensie w centrum wydarzeń. Dzisiaj patrzę na to już z boku, jako obserwator, z większym dystansem - mówi TOK FM.
TK Julii Przyłębskiej o zmianach w mediach. Stanowcza reakcja resortu kultury
Sędzia wróci do Trybunału?
Przyznaje, że jeśli kadencję sędziego TK liczyć od momentu wyboru przez Sejm, to we wrześniu 2024 roku minie dziewięć lat, a tym samym jego kadencja dobiegnie końca. - Po wyborach 15 października rozmawiałem m.in. z prof. Krystianem Markiewiczem, szefem Stowarzyszenia Sędziów Iustitia, który pytał mnie, czy jeśli będzie taka możliwość, to obejmę funkcję sędziego, by dokończyć kadencję - mówi profesor. - Powiedziałem, że jeżeli stan prawny będzie się tak przedstawiał, to oczywiście się tego podejmę. Jeśli powiedziało się 'tak' prawie dziewięć lat temu, to trzeba być konsekwentnym - wyjaśnia.
Wskazuje natomiast, że nie wie, czy zgodziłby się na to, by dopiero teraz rozpocząć dziewięcioletnią kadencję sędziego Trybunału Konstytucyjnego, gdyby padła taka propozycja. Na razie wciąż jeszcze pracuje na uczelni w Lublinie, prowadzi wykłady dla studentów, ma co robić. - Wychodzę z założenia, że trzeba mierzyć siły na zamiary, a zamiary na siły. Dziś jestem już jednak o te prawie dziewięć lat starszy. Jeśli chodzi o limit wiekowy, przewidziany w projekcie ustawy, to sędzią TK będzie mogła być osoba, która nie ukończyła 70 lat. Ja się jeszcze w te widełki 'łapię', natomiast czy dałbym radę? - zastanawia się. - To wiązałoby się z 'życiem na walizkach'. Trzeba byłoby spróbować, ale nie wykluczam takiej ewentualności, że mógłbym się tego podjąć - dodaje profesor.
Podkreśla jednak, że nie wyobraża sobie, by miał się przepychać ze strażą w Trybunale Konstytucyjnym o wejście do budynku albo dyskutować z Julią Przyłebską o tym, czy jest sędzią i powinien dostać akta spraw do rozpoznania, czy też nie. - To zdecydowanie nie jest coś, w czym czułbym się dobrze - mówi.
Pytany, czy zadawał sobie pytanie: "Po co mi to było?" - odpowiada, że nie. - Raczej patrzyłem na całe to zagadnienie ze spokojem. Dziś też stoję trochę z boku, choć przyznaję, że całą sytuację na swój sposób przeżywam, bo emocje są naturalne. Natomiast podchodzę do rozwoju wydarzeń ze spokojem - mówi gość TOK FM.
Znalazł paradoks w planie Bodnara na TK. 'To może być najbardziej sprawcze'
Profesor przyznaje, że od początku był zwolennikiem przyjęcia przez Sejm uchwały w sprawie uznania tzw. sędziów dublerów za wybranych niezgodnie z prawem (taka uchwała ma być przyjęta na obecnym posiedzeniu Sejmu). - Uchwała nie usunie sędziów dublerów z Trybunału Konstytucyjnego, oni pozostaną. Bez wątpienia jest ona jednak deklaracją ze strony parlamentu co do legalności ich wyboru. I jestem zwolennikiem takiej deklaracji - jest to wyraz przeświadczenia parlamentu o tym, że przy wyborze dublerów doszło do nieprawidłowości - mówi z przekonaniem prof. Jakubecki.
'Nie wierzę, że prezydent to podpisze'
Minister sprawiedliwości Adam Bodnar kilka dni temu przedstawił projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Jest to wynik kilkuletnich prac grona prawników oraz organizacji i stowarzyszeń prawniczych, zaangażowanych w obronę praworządności. Był długo i szeroko konsultowany. - Jeśli chodzi o zawarte w nim rozwiązania merytoryczne, oceniam je zdecydowanie pozytywnie. Natomiast jeśli chodzi o możliwość ich praktycznej realizacji w obecnym stanie prawnym i politycznym, uważam, że jest to bardzo mało realne. Po prostu nie wierzę, że prezydent Andrzej Duda taką ustawę podpisze. Ale mimo wszystko nie mam wątpliwości, że trzeba działać, trzeba nad projektami pracować i je pokazywać - ocenia gość TOK FM.
Nasz rozmówca pamięta, że gdy Sejm wybrał go legalnie na sędziego TK, podzielił się tą wiadomością z jednym z najbliższych kolegów. - I wtedy mój znajomy powiedział "Eee, przecież Trybunału Konstytucyjnego teraz nie będzie". Miał rację. To, co mamy, jest pozorem TK, a sposób orzekania na zlecenie polityczne jest tak ewidentny, że nie da się bronić tego ciała. Trybunał stał się instytucją fasadową - wskazuje.
Nietypowa pasja
Profesor Andrzej Jakubecki jest aktywnym prawnikiem, w ostatnich latach brał udział m.in. w debatach o łamaniu praworządności w Polsce. Znajduje jednak czas na nietypową pasję, którą ma od ponad 50 lat. Na co dzień jest wielkim fanem zespołu The Beatles, o czym pisaliśmy na naszym portalu. Kolekcjonuje wszystko, co z tym zespołem związane.
Gdy pytaliśmy , ile płyt udało mu się zebrać, nie potrafi podać liczby. Wiadomo, że są to i winyle, i płyty CD. - Moja żona często powtarza: "policz te płyty", bo nie wiem, ile ich mam. Może tysiąc, a może dwa tysiące? - mówił TOK FM. Ale płyty to nie wszystko. W gabinecie profesora, jak zresztą w całym domu, pełno jest plakatów, książek czy komiksów związanych z Beatlesami. - Czasami żona pokręci głową z pytaniem: "Gdzie ta kolejna książka da się postawić?". Ale na co dzień rodzina mnie bardzo w tej pasji wspiera - opowiadał nasz rozmówca.