,
Obserwuj
Lubelskie

Awantura na sesji w Lublinie. "Panie radny, pan nie jest komisją śledczą"

5 min. czytania
22.11.2024 08:21
Zaczęło się od miejsca zamieszkania pięciu lubelskich radnych z klubu Krzysztofa Żuka, a skończyło na skardze do Rady Etyki Mediów na jeden z lokalnych portali. Takiego obrotu wydarzeń na ostatniej sesji radny miasta w Lublinie chyba nikt się nie spodziewał.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Portal jawnylublin.pl podał niedawno, że pięć lubelskich radnych z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka nie mieszka na stałe w Lublinie. Jak ustalił Krzysztof Wiejak, Monika Kwiatkowska przeniosła się do wsi Jakubowice Konińskie w gminie Niemce, Anna Ryfka ma dom w Wólce, Marta Gutkowska mieszka w Snopkowie w gminie Jastków, a Kamila Florek w Elizówce w gminie Niemce. Miejsce zamieszkania poza Lublinem ma również - według dziennikarza - radna Magdalena Szczygieł-Mitrus.

To ważne, bo - zgodnie z Kodeksem wyborczym - radnym w danej gminie może być osoba, która stale w niej zamieszkuje. Przy czym nie chodzi tutaj o formalne stałe zameldowanie, ale o to, gdzie dana osoba faktycznie mieszka, co określa się mianem 'centrum interesów życiowych'.

Po tekście portalu jawnylublin.pl radni Prawa i Sprawiedliwości wnieśli o wygaszenie pięciu radnym mandatów. PiS nie ma jednak w lubelskiej radzie miasta większości, więc można było się spodziewać, że wnioski przepadną. Większość ma klub prezydenta Krzysztofa Żuka, do którego radne należą.

Awantura na sesji

Ostatecznie wszystkie wnioski odrzucono, ale głosowanie poprzedziła burzliwa dyskusja. Prezydent Lublina Krzysztof Żuk - odnosząc się do wniosków - mówił, że to "działanie polityczne" i że "nie ma do tego podstaw". Wskazywał, że wnioski PiS nie miały żadnego merytorycznego uzasadniania. - Państwo dołączyliście do nich tekst artykułu jednego z portali. Ja już pomijam, że jest to ingerencja w proces wyborczy, w trwałość mandatu uzyskanego w wyborach powszechnych, ale jest to po prostu niemoralne - grzmiał na sesji prezydent Żuk.

- Ubrał się szatan w ornat i ogonem na mszę dzwoni - odpowiedział prezydentowi z Platformy były prezydent Lublina, dziś radny PiS, Andrzej Pruszkowski.

- Przywoływanie pojęcia "moralność" w kontekście, w którym w tej chwili się znajdujemy i adresowanie zarzutów w stronę wnioskodawców tych uchwał, jest właśnie czymś takim, co można nazwać postawą niemoralną. Ta historia - delikatnie mówiąc - wygląda na nieźle opisaną przez dziennikarzy, dlatego będę pytał każdą z tych osób, czy zadaje kłam wiadomościom opublikowanym na portalu - mówił Pruszkowski. Żadna z radnych na pytanie jednak wprost nie odpowiedziała. Polityczki odsyłały do swoich pisemnych oświadczeń, z których wynika, że każda z nich mieszka w Lublinie.

Radny Pruszkowski dopytywał, czy w tej sytuacji doszło do naruszenia art. 212. Kodeksu karnego, czyli do zniesławienia radnych i czy zainteresowanie zamierzają coś z tym zrobić. - Panie radny, pan nie jest komisją śledczą i nikogo do żadnych kolejnych oświadczeń nie będzie pan zmuszał - odpowiedział przewodniczący rady Jarosław Pakuła (też z klubu radnych Krzysztofa Żuka).

Fala donosów i pozwy. Co się dzieje w sanepidzie? 'Czułam się zaszczuta'

PiS nie ustępowało. - Dużo tu słów o moralności, a na proste pytanie, czy ten artykuł, który się ukazał, jest prawdziwy, czy nie, pani radna nie odpowiada. Nie mam nic więcej do dodania - skwitował radny Robert Derewenda, przy rozpoznawaniu wniosku o uchylenie mandatu wiceprzewodniczącej Annie Ryfce. - Po raz kolejny podkreślę, że uzasadnienie uchwały o wygaszenie mandatu powinno być ze strony organu stanowiącego, a nie ze strony artykułu prasowego - odbił piłeczkę przewodniczący Pakuła.

Finalnie radne mandatów nie stracą - większość zagłosowała przeciwko uchwałom w ich sprawach. Na tym jednak nie koniec sprawy.

Zawiadomienie do Rady Etyki Mediów na jawnylublin.pl

Do mediów rozesłane zostało oświadczenie klubu radnych prezydenta Żuka. Poinformowano, że klub skierował pisma do Rady Etyki Mediów oraz instytucji i podmiotów finansujących Fundację Wolności, która jest wydawcą portalu Jawny Lublin.

"Wyrażamy głębokie zaniepokojenie nieobiektywnym i stronniczym głosem, jaki w debacie publicznej w Lublinie zajmuje Fundacja Wolności oraz wydawany przez nią portal Jawny Lublin. Mając na uwadze dotychczasową działalność portalu, jego stronniczość i wątpliwą etykę dziennikarską, wnosimy do Rady Etyki Mediów skargę na działalność Fundacji oraz wydawanego przez nią portalu Jawny Lublin" - napisali radni z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka.

Dowodzą przy tym, że dziennikarze portalu piszą teksty "pod z góry założoną tezę". Przekonują, że na przestrzeni lat Fundacja Wolności "zajmuje stanowisko sprzyjające głównie jednej, prawej stronie sceny politycznej w Lublinie, reprezentowanej przede wszystkim przez partię Prawo i Sprawiedliwość. Portal podejmuje szereg działań i akcji medialnych szkalujących politycznych przeciwników PiS, stosując domniemania, insynuacje i niedopowiedzenia oraz regularnie pomijając w swojej ocenie działalność lokalnych reprezentantów partii Jarosława Kaczyńskiego" - dowodzą radni.

Wojna frakcji i martwe dusze. Tak trzęsie się układ Kaczyńskiego

Portal jawnylublin.pl został założony przez Fundację Wolności, która walczy o jawność w życiu publicznym. Tworzą go dziennikarze, którzy przed laty tworzyli lokalną gazetę "Dziennik Wschodni". Musieli z niej odejść po głośnej aferze z jednym z deweloperów w tle. Pisaliśmy o tym na naszym portalu. Dziennikarze - m.in. Krzysztof Wiejak (były redaktor naczelny "Dziennika Wschodniego") i Agnieszka Mazuś (jego była zastępczyni) - są zatrudnieni dzięki zewnętrznym grantom.

Portal jawnylublin.pl opisuje nieprawidłowości i afery dotyczące osób z różnych stron sceny politycznej. Opisywano choćby sfinansowanie przez Orlen filmu oczerniającego Donald Tuska czy o działalności dyrektora Wojewódzkiego Biura Geodezji i Urządzania Terenów Rolnych (związanego z Suwerenną Polską) i jego kontrowersyjnych decyzjach. Był też choćby artykuł o "przechowalni plus", czyli o tym jak bezrobotni z PiS znaleźli pracę u związanego z tą partią marszałka.

Radni klubu prezydenta Krzysztofa Żuka w swoim piśmie do Rady Etyki Mediów odnoszą się również wprost do prezesa Fundacji Wolności, która wydaje portal Jawny Lublin, Krzysztofa Jakubowskiego. Wypominają, że w 2010 roku startował do Rady Miasta z list Prawa i Sprawiedliwości. Krzysztof Jakubowski zamieścił w tej sprawie oświadczenie.

"Mamy w Polsce wolność słowa, ale jest też odpowiedzialność za słowo, jaka obowiązuje osoby biorące udział w debacie publicznej. I ta odpowiedzialność powinna dotyczyć osób w służbie publicznej, takich jak radnych, ale również dziennikarzy. Natomiast pracownicy portalu Jawny Lublin, którego wydawcą jest Fundacja Wolności, zachowują się jakby byli zwolnieni z tej odpowiedzialności, opisując insynuacje i domniemania dotyczące prywatnych spraw osób publicznych" - piszą radni z Lublina.

Sprawa oświadczenia radnych z klubu Krzysztofa Żuka wywołała duże poruszenie wśród internautów. "Wstyd i żenada, przedstawiciele prezydenckiego klubu bawią się w małpowanie PiS i odstawiają tzw. Sobonia. Równe mdłe i niejasne są tłumaczenia przedstawicieli klubu" - czytamy w jednym z komentarzy.

Jak komentują to lubelscy dziennikarze?

"Radni z opcji politycznej kojarzonej kiedyś z demokracją i przychylnością wobec wolnych mediów postanowili przejść do ataku na te wolne media, bo nie znaleźli żadnych argumentów, aby obronić to, co zarzucił samorządowcom Jawny Lublin" - napisał Paweł Buczkowski z Wirtualnej Polski.

- Skierowanie skargi do Rady Etyki Mediów uważam za kuriozalne i za odwrócenie uwagi od istoty problemu. Krzysztof Wiejak, autor artykułu o tym, że pięć radnych nie miesza w Lublinie, tylko poza miastem, wykonał naprawdę solidną dziennikarską robotę. I powinien to regularnie zbadać organ, który jest do tego powołany, czyli Rada Miasta, ewentualnie wojewoda lubelski - mówi z kolei w rozmowie z TOK FM Piotr Kozłowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej". - A mówienie o tym, że Jawny Lublin jest medium nieobiektywnym, przygotowującym materiały pod tezę czy nierzetelne, jest nieprawdą - dodaje nasz rozmówca.