To nie in vitro dla nastolatków. Ale daje im ogromną szansę. "To nowość"
- "To nowość, która daje ogromne szanse ciężko chorym dzieciom" - mówi ginekolożka dziecięca, prof. Anna Torres z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie;
- Lekarze rozmawiają z nastolatkami i ich rodzicami w interdyscyplinarnych zespołach, z udziałem psychologa. By jak najprościej wytłumaczyć, dlaczego zamrożenie komórek czy plemników w przyszłości może się okazać szansą na posiadanie potomstwa;
- W Lublinie są już pierwsze pozytywne decyzje w tej sprawie.
Załóżmy, że 13-letnia Basia albo 15-letni Tomek zachorują na raka. Z nowotworami wśród dzieci jest inaczej niż wśród dorosłych - są w ponad 80 procentach wyleczalne. Ale po ciężkiej chemii czy radioterapii może się okazać, że dzisiejsi nastolatkowie - już jako dorośli - będą bezpłodni. I nie będą mieć szans na własne dzieci. Państwo od niedawna wychodzi temu naprzeciw. W ramach programu in vitro i systemowego podejścia do leczenia niepłodności - daje możliwość mrożenia komórek jajowych i plemników osobom chorym onkologicznie. W przypadku kobiet do 40. roku życia, a mężczyzn - do ukończenia przez nich 45 lat. Co ważne, w programie nie ma dolnej granicy, dlatego mogą z niego skorzystać także młodsze osoby, chociażby nastolatki.
Koniec taryfy ulgowej od NFZ. Stawiają warunki. Na pierwszy ogieł waga i miara
"To ogromne możliwości"
Tak się dzieje m.in. w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie, na Oddziale Ginekologii Dziecięcej i Dziewczęcej. - Ten program daje ogromne możliwości. Problem onkopłodności dotyczy wszystkich pacjentów onkologicznych, ale w przypadku pacjentów młodych, nastoletnich - jest szczególny - bo prognoza wyleczenia nowotworu jest u nich często bardzo dobra. Oczywiście ci pacjenci w momencie, w którym dowiadują się o nowotworze, nie są jeszcze świadomi swoich planów prokreacyjnych w przyszłości i o tym po prostu nie myślą, podobnie jak ich rodzice. Dlatego tak ważne są nasze rozmowy z nimi - podkreśla w rozmowie z TOK FM kierująca oddziałem prof. Anna Torres.
Pani profesor podkreśla, że nikt nikogo do niczego nie przekonuje ani nie zmusza, a jedynie - przedstawia perspektywę. - Chodzi o pokazanie, jakie jest ryzyko niepłodności w przyszłości, za te 10 czy 15 lat i opowiedzenie o programie, który jest obecnie wprowadzony, a który jest dla naszych pacjentów refundowany - mówi pani profesor.
Pacjent i jego rodzice mogą podjąć decyzję, że chcą zamrozić komórki jajowe - w przypadku dziewczynki czy plemniki - u chłopca, by były przechowywane na przyszłość, na wypadek, gdyby okazało się, że po leczeniu onkologicznym nie ma szans na zajście w ciążę. - Mówimy tutaj na pewno o pacjentach, którzy są planowani m.in. do przeszczepu szpiku kostnego, z różnych powodów onkologicznych. Są to też pacjenci, u których dawka chemioterapii bądź radioterapii jest na tyle duża, że uszkodzi jajnik bądź gonadę męską. Zamrożenie komórek czy plemników daje szansę na przyszłość - dodaje profesor Torres w rozmowie z TOK FM.
Lekarze przyznają, że temat jest zupełnie nowy i rozmowy z rodzicami czy z samymi nastolatkami bywają na razie trudne. - Nastolatkowie w zdecydowanej większości traktują ten problem marginalnie. Największa trudność tkwi w rozmowach i w rzetelnym, ale i rzeczowym wytłumaczeniu potrzeby, z jaką się to wiąże. Nie chcę mówić o "przekonywaniu", bo nie taka jest rola lekarzy, ale mam na myśli - wytworzenie w rodzinie pewnej świadomości całej sytuacji - to jest wyzwanie - mówi pani profesor.
Nie kryje, że czasami pojawia się w oczach nastolatków strach przed dodatkową medyczną procedurą; z kolei rodzice boją się kilkudniowego odroczenia leczenia onkologicznego, bo to się z tym wiąże. - Zdarzało nam się, że po pierwszej rozmowie pacjentka i jej rodzice wyrażała chęć udziału w programie, po czym po jednym czy dwóch dniach zmieniała zdanie. I to też trzeba uszanować - mówi Anna Torres.
Burza po zwolnieniu związkowca. 'Zostałem bez środków do życia'
W rozmowach z nastolatkami udział bierze ginekolog, hematolog/onkolog dziecięcy i szpitalna psycholog. - To niezwykle ważne, by takie rozmowy odbywały się właśnie w takim wieloosobowym, interdyscyplinarnym składzie. Trzeba być otwartym na różne pytania, trzeba też zagwarantować pacjentowi bezpieczeństwo takiego spotkania. Efekty tego są wtedy dużo lepsze - mówi nasza gościni. I dodaje, że pierwsze pozytywne działania już są. Szpital w Lublinie realizuje całą procedurę w porozumieniu z lubelskimi ośrodkami leczenia niepłodności.
Mrożenie komórek i plemników? Na tym nie koniec
Okazuje się, że możliwości dzisiejszej medycyny są o wiele większe. W części krajów świata refundowana jest już także procedura przeszczepiania tzw. tkanek gonadalnych (gonada to narząd płciowy produkujący męskie bądź żeńskie komórki rozrodcze). Takie zasady wprowadziła już unijna dyrektywa, ale Polska - z tego aspektu, za rządów PiS, się wycofała. Teraz jest szansa na zmianę i na wprowadzenie takich transplantacji również u nas.
- Mam nadzieję, że jeśli rzeczywiście - zgodnie z zapowiedziami - wejdzie ta nowa legislacja w Polsce i będziemy mogli pobierać, zamrażać i przeszczepiać tkanki gonadalne, to będzie się to odbywać również w ramach refundacji. Liczę, że wszystko to będzie bardzo pieczołowicie monitorowane w ramach specjalnych rejestrów i że będzie wykonywane na określonym poziomie jakości - wskazała ekspertka.
Dlaczego to ważne? Bo tkanka jajowa, pobrana od nastolatki, będzie potencjalnie wykorzystana dopiero za 10 czy 15 lat. - A to oznacza, że jakość pobrania tej tkanki i jej zamrożenia, będzie oceniona bardzo późno. I tutaj kluczowe jest, by mieć świadomość, jak wielka odpowiedzialność będzie spoczywać na osobach, które się tym zajmą - dodaje pani profesor. Jak wyjaśnia, wtedy - nie będzie już konieczności mrożenia komórek jajowych czy plemników, bo będzie można przeszczepić do organizmu całą tkankę, która "podejmie pracę" i będzie możliwe zajście w ciążę posiadanie dzieci. - Na to jednak musimy jeszcze poczekać, zapewne około półtora roku. Natomiast procedura mrożenia komórek - jest już teraz dostępna - podsumowuje nasza rozmówczyni.