advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Pustki w przedszkolach. Nauczyciele boją się o pracę. "Sytuacja jest dramatyczna"

4 min. czytania
13.05.2025 18:43
Ponad tysiąc wolnych miejsc pozostało w miejskich przedszkolach w Lublinie po pierwszym etape rekrutacji. Sytuacja demograficzna jest dramatyczna. Miasto szuka sposobów na wyjście z kryzysu, ale niektórzy nauczyciele obawiają się, czy nie stracą pracy.
|
|
fot. Engin_Akyurt/pixabay
  • W 2006 roku w Lublinie urodziło się 3237 dzieci, w 2024 roku już tylko 2004;
  • Trudna sytuacja demograficzna sprawia, że miejskie przedszkola świecą pustkami;
  • Miasto szuka sposobów na kryzys. Na dziś zdecydowano, że w pięciu przypadkach powstaną zespoły szkolno-przedszkolne.

Urzędnicy z Lublina w tym roku przygotowali 3,5 tysiąca miejsc w publicznych przedszkolach. Po pierwszym etapie rekrutacji okazało się, że ponad 1200 miejsc pozostało wolnych. 19 maja rusza rekrutacja uzupełniająca - część wolnych miejsc na pewno uda się zapełnić, ale nikt nie ma wątpliwości, że problem jest ogromny.

Przedszkola będą się zamykać? "Nie wiemy, co będzie dalej"

Miasto pokazało nam tabelkę z liczbą urodzeń od 2006 roku do teraz. - W 2006 roku w Lublinie urodziło się 3237 dzieci i ta liczba przez lata oscylowała wokół 3-3,2 tysiąca urodzeń. Pierwszy niepokojący wynik zobaczyliśmy w roku 2020, choć nie byliśmy jeszcze wtedy pewni, czy to jednorazowa sytuacja, czy coś głębszego. Wtedy liczba urodzeń pierwszy raz spadła poniżej 3 tysięcy. W 2024 roku jest to już tylko 2004 dzieci - wylicza Mirosław Jarosiński, zastępca dyrektora Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Lublin. - Od kilku lat na wszystkich naradach z dyrektorami przedszkoli i szkół mówiliśmy o tym, jaka jest tendencja i na co trzeba się przygotowywać. I dziś widzimy to realnie - dodaje gość TOK FM.

- Sytuacja jest dramatyczna, bo urodzeń jest coraz mniej. Rozmawiamy o tym z innymi dyrektorami, ale też z samymi pracownikami przedszkola - mówi dyrektor Dorota Karczmarczyk z przedszkola przy ul. Weteranów w Lublinie. W jej placówce problemu z naborem nie było prawdopodobnie dlatego, że jest to przedszkole z systemem Montessori, a po drugie - mieści się w samym centrum miasta, blisko miasteczka akademickiego i dla wielu rodziców ta lokalizacja jest po prostu wygodna. - Ale my też nie wiemy, co będzie dalej, na przykład w kolejnym roku. Nie ukrywam, że zastanawiam się poważnie, czy nie zlikwidować jednego oddziału, bo akurat wtedy kilka osób idzie na emeryturę i nie trzeba byłoby nikogo zwalniać - mówi pani dyrektor.

Jaki plan ma miasto?

Miasto szuka sposobów na kryzys. Na dziś zdecydowano, że w pięciu przypadkach powstaną zespoły szkolno-przedszkolne. Oznacza to, że przedszkola z małym naborem zostaną połączone ze szkołami - będzie jeden dyrektor. Z jednej strony to obniży koszty funkcjonowania, a z drugiej pomoże "rotować" pracownikami. - Mamy w przedszkolach pracowników, którzy mają naprawdę bardzo wysokie kwalifikacje i jeśli zabrakłoby dla jednej czy drugiej osoby pracy, wtedy taki dyrektor mógłby ją przenieść do szkoły - choćby do świetlicy czy na nauczyciela klas I-III - tłumaczy dyrektor Mirosław Jarosiński.

Zaskakujący efekt uboczny programu Tuska. 'O mało nie dostałam wylewu'

Czy w praktyce dla dzieci i ich rodziców coś się zmieni? To pytanie zadawała sobie m.in. pani Marta, która wysyła synka do jednego z przedszkoli w lubelskiej dzielnicy Czechów. - Usłyszałam zapewnienie, że nic się nie zmieni. Kuba będzie chodził do tego przedszkola, które wybrałam, tyle że zmienią się kwestie formalne, bo przedszkole wejdzie w skład zespołu. Kadra pozostaje niezmieniona - cieszy się nasza rozmówczyni. - Bałam się, że synek będzie musiał chodzić do przedszkola, którego siedziba będzie w szkole, a tego bym nie chciała. Bo jest tam głośno, dzieci biegają po korytarzach, łatwo o potrącenie takiego malucha - dodaje.

Nauczyciele boją się o swoją przyszłość

Obawy są również po stronie nauczycieli i przedszkolanek. - My widzimy od kilku lat, że liczba dzieci, które do nas trafiają, spada. Nic nie wskazuje na to, by ten trend miał się odwrócić. A mamy bardzo dużo w Lublinie również prywatnych przedszkoli. Część rodziców woli korzystać z ich usług. Mają przecież prawo wyboru. Dlatego trzeba coś robić, by osoby takie jak ja nie wylądowały na bruku - słyszymy od jednej z nauczycielek, która chce zachować anonimowość. - Ja się w sumie cieszę z tego łączenia. Być może znajdę pracę w szkole, w świetlicy. Zobaczymy. Ale przyznaję, że po tym pierwszym naborze strach zajrzał w oczy - dodaje.

Tematem połączenia przedszkoli i szkół w zespoły lubelscy radni mają się zająć na majowej sesji rady miasta - w przyszłym tygodniu. Połączone mają być: Szkoła Podstawowa nr 2 im. Jana Kochanowskiego z przedszkolem nr 3; Szkoła Podstawowa nr 28 (z oddziałami integracyjnymi) z Przedszkolem nr 79; Szkoła Podstawowa nr 32 (z oddziałami integracyjnymi) z Przedszkolem nr 64; Szkoła Podstawowa nr 43 m. Jana Paderewskiego z Przedszkolem nr 37 w Lublinie oraz Szkoła Podstawowa nr 47 im. Józefa Ignacego Kraszewskiego z Przedszkolem nr 83 w Lublinie.

Miasto musi działać, bo prognozy na kolejne lata są też bardzo niepokojące - w roku szkolnym 2025/2026 liczba dzieci w przedszkolach może zmaleć o ponad 920, w roku 2026/2026 o prawie 1100, a w roku 2027/2028 - o kolejny tysiąc. - Tworzenie zespołów szkół ma na celu to, by jak największą liczbę pracownków uratować przed widmem ewentualnych zwolnień - mówi Jarosiński.

W Ciechanowie zamkną szkoły? Nieoczekiwany skutek 'odmrożenia' cen prądu

Kilka dni temu dowiedzieliśmy się o wsparciu unijnymi środkami - kwotą 2,3 mln zł - Przedszkoli Niepublicznych "Misiaczek" w Lublinie. Pieniądze pochodzą z Lubelskiego Regionalnego Funduszu Rozwoju. Jak informuje Urząd Marszałkowski, dzięki finansowaniu w formie pożyczki zostanie zakupiony lokal o powierzchni blisko 330 metrów kwadratowych i przedszkole będzie mogło przenieść się do nowej lokalizacji i przyjmie więcej dzieci. W nowej lokalizacji znajdzie się miejsce dla ok. 90 przedszkolaków i żłobkowiczów. Przedszkole w dotychczasowym miejscu miało do dyspozycji powierzchnię 140 metrów kwadratowych.

- Szkoda, że nikt nie zapytał miasta, czy inwestowanie takich pieniędzy w przedszkole niepubliczne, w sytuacji, jaką obecnie mamy, faktycznie ma sens. Moim zdaniem nie ma. Za kilka lat, gdy liczba dzieci będzie jeszcze mniejsza, trudno będzie utrzymać również te niepubliczne placówki - mówi nam jeden z miejskich urzędników (zastrzegając anonimowość). - Liczb nie oszukamy, każdy projekt trzeba dokładnie przemyśleć, by nie inwestować tam, gdzie to niekoniecznie na dziś ma sens - słyszymy.