Rzeczniczka Praw Dziecka zaczyna batalię w sądach. "Nie chcemy pustego miejsca na sali"
- Rzeczniczka Praw Dziecka mówi, że dzieci w sprawach karnych od lat mają swojego reprezentanta, a teraz trzeba doprowadzić do tego, by miały również w sprawach opiekuńczych;
- "Zobaczymy, jakie decyzje będą podejmować sądy. Sama jestem ciekawa" - mówi Monika Horna-Cieślak;
- Odnosi się m.in. do sprawy małej Zuzi, którą na bieżąco opisywaliśmy na tokfm.pl.
Niespełna roczna Zuzia (ze względu na dobro dziecka imię zmienione) jest dzisiaj w rodzinie zastępczej na Lubelszczyźnie. Ale droga do tego była pełna problemów, co opisywaliśmy na bieżąco na naszym portalu. Dziewczynka całe dotychczasowe dzieciństwo spędziła w szpitalu na Śląsku. Nikt jej nie chciał, bo była dzieckiem odżywianym przez sondę. Nie potrafiła i nie chciała sama jeść.
Rodzina zastępcza - mimo doświadczenia w odżywianiu bliskiej osoby przez sondę - początkowo nie dostała zgody sądu na opiekę nad małą dziewczynką. Problem był m.in. w tym, że małżeństwo, które chciało się nią zająć, nie było tzw. rodziną specjalistyczną (po eksperckich szkoleniach). Tyle, że takich rodzin jest w Polsce jak na lekarstwo.
Ostatecznie sąd w Zabrzu - na razie w ramach tzw. zabezpieczenia - zgodził się na to, by Zuzia zamieszkała na Lubelszczyźnie. Jest tam od miesiąca. Zaczęła sama jeść z butelki (w porozumieniu z Poradnią Żywieniową w Lublinie), przybiera na wadze.
Mała Zuzia nie miała opiekuna prawnego ani żadnego innego reprezentanta, który przed sądem reprezentowałby wyłącznie jej interesy. W sprawie wypowiadały się jedynie instytucje. W podobnej sytuacji jest wiele innych dzieci. Rzeczniczka Praw Dziecka chce to zmienić.
Od tego tygodnia Monika Horna-Cieślak, która sama jest adwokatką, zaczyna wysyłać wnioski do sądów o ustanowienie reprezentanta dziecka w konkretnych sprawach - podobnych do sprawy Zuzi. Jak mówi, zajmowała się tym tematem - naukowo - od lat, pisząc najpierw pracę magisterską, a potem doktorską. Jest przekonana, że ustanawianie reprezentanta - już dziś, przy obecnych przepisach prawnych - jest możliwe.
Potrzebna uchwała z Sądu Najwyższego
Taka reprezentacja od wielu lat obowiązuje w sprawach karnych, gdy dziecko np. doświadcza przemocy w rodzinie. - Ale zanim to się wydarzyło, potrzebna była uchwała Sądu Najwyższego z 2010 roku. I ta uchwała powiedziała jasno: "Tak, w sprawach karnych i w sytuacji, gdy jest informacja, że jeden z rodziców albo oboje mogą krzywdzić dziecko, musi być niezależny reprezentant takiego malucha" - podaje rzeczniczka w rozmowie z TOK FM.
Teraz Horna-Cieślak chce zawalczyć o podobne wytyczne Sądu Najwyższego w sprawach opiekuńczych. Na przykład wtedy, gdy dziecko ma trafić do placówki opiekuńczo-wychowawczej (czyli domu dziecka), do rodziny zastępczej, Domu Pomocy Społecznej czy ZOLu - tak jak Zuzia.
- Zobaczymy, jakie decyzje będą podejmować sądy. Może być tak, że sąd przychyli się do mojego wniosku o ustanowienie reprezentanta, ale może być też tak, że powie, że jest to niemożliwe. Sama jestem ciekawa. Ale jeżeli będziemy mieć rozbieżność orzeczniczą, to wtedy my - jako Biuro Rzecznika Praw Dziecka - mamy kompetencje, by wystąpić do Sądu Najwyższego z pytaniem prawnym, jak to jest z reprezentacją dziecka w sprawach opiekuńczych - dodaje pani mecenas.
I podkreśla, że na sali rozpraw często jest właśnie "puste miejsce dedykowane dziecku". - I my tego pustego miejsca nie chcemy - mówi. - Reprezentant dziecka powinien być aktywnym uczestnikiem postępowania: być na sali rozpraw, brać udział w przesłuchaniu świadków, zabierać głos, składać wnioski dowodowe, przedstawiać swoje stanowisko końcowe w sprawie. To naprawdę kluczowe - podkreśla gościni TOK FM. Jak dodaje, chodzi o to, by dzieci były bezpieczniejsze.
Jednocześnie, jak pisaliśmy na naszym portalu, toczą się prace w Ministerstwie Sprawiedliwości nad zmianami prawnymi w tym zakresie. Tyle, że takie prace mogą potrwać. Rzeczniczka Praw Dziecka chce to przyspieszyć, stąd pierwsze wnioski do sądów o ustanowienie reprezentanta dziecka zaczynają być wysyłane już w tym tygodniu.