,
Obserwuj
Lubelskie

Tę historię opisaliśmy w TOK FM jako pierwsi. Jest szczęśliwy finał sprawy małej Zuzi

5 min. czytania
05.06.2025 12:05
Jest szczęśliwy finał historii niespełna rocznej Zuzi, którą nagłośniliśmy w TOK FM jako pierwsi. Dziewczynka osiem miesięcy spędziła w szpitalu, a gdy znalazła się rodzina, która chciała się nią zająć, sąd nie wyraził na to zgody. Ostatecznie inny sąd zdecydował, że dziewczynka trafiła do rodziny zastępczej na Lubelszczyźnie.
|
|
fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

 

  • "Nie mogło być innego finału tej historii. Postanowienie sądu jest najlepszym rozstrzygnięciem, zgodnym z dobrem dziecka" - mówi nam Rzeczniczka Praw Dziecka;
  • Sąd pierwotnie nie chciał się zgodzić, by Zuzia trafiła do rodziny na Lubelszczyźnie, bo była chyba i - według sądu - potrzebowała rodziny odpowiednio w tym kierunku przeszkolonej;
  • Pojechaliśmy do Białej Podlaskiej, aby zobaczyć, jak Zuzia się miewa w nowej rodzinie;
  • Dziewczynka przez kilka tygodni bardzo się zmieniła, zaczęła normalnie jeść (nie przez sondę);
  • Zuzia miała trafić do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla dorosłych, ale sprzeciwiły się temu różne instytucje, w tym m.in. Rzecznik Praw Dziecka.

 

Sąd w Zabrzu nie miał wątpliwości, że dziewczynka powinna pozostać u rodziny z Białej Podlaskiej. Tym bardziej że odkąd w niej jest, zaczęła się rozwijać. Nie musi już odżywiać się przez sondę - je z butelki i przybiera na wadze. Zaczęła raczkować, a nawet wstawać. Do tego gaworzy. - Ciągle słyszymy "ojojoj", "nie", "baba", "gaga", a nawet "mama". Choć mój mąż się śmieje, że "mama" to chyba tylko ja na razie słyszę - mówi pani *Kasia, mama zastępcza dziewczynki.

Historię Zuzi opisaliśmy w tokfm.pl jako pierwsi. Dziewczynka została porzucona przez biologicznych rodziców. Pierwsze miesiące życia spędziła w szpitalu. Nie potrafiła jeść (karmiono ją przez sondę). Znalazła się rodzina z Białej Podlaskiej, która chciała ją wziąć. Nie było na to jednak zgody sądu. Ten uznał, że małżonkowie z Lubelszczyzny nie są rodziną specjalistyczną - nie mają odpowiedniego przeszkolenia do opieki nad dzieckiem odżywianym przez sondę. 

Zuzia (imię zmienione) miała trafić do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla dorosłych, ale sprzeciwiły się temu różne instytucje, w tym m.in. Rzecznik Praw Dziecka. Dziewczynka trafiła do małżeństwa z Białej Podlaskiej w ramach zabezpieczenia. Teraz, zgodnie z decyzją sądu, są już oficjalnie jej rodzicami na stałe, co więcej - również opiekunami prawnymi. 

Małego Kubusia wynosili w samym ręczniku. Tak w Polsce wydziera się dzieci [WOJNY DOMOWE]

- Sędzia nie miał wątpliwości, że wydaje słuszne orzeczenie. Mnie przede wszystkim poruszyło to, że dostrzegł, iż poprzednia sprawa była rozpoznana w sposób nieprawidłowy. Wyraził też swoje uznanie dla rodziców Zuzi. Wskazał, że właśnie takich osób potrzebuje system pieczy zastępczej w Polsce: które się nie poddają, mimo szeregu przeciwieństw - mówi TOK FM zaangażowana w sprawę mecenas Magdalena Mościcka - Podstawka. - Sędzia wskazał, że nie było żadnych przesłanek do tego, by Zuzia trafiła do ZOL-u. Podkreślił, że dziewczynka nie ma orzeczenia o niepełnosprawności. Był też poruszony tym, że w tak krótkim czasie Zuzia tak się zmieniła - dodaje pani mecenas. 

- Podczas rozprawy w sądzie w Zabrzu usłyszeliśmy, że Zuzia była dzieckiem szpitalnym, dzieckiem wszystkich. A dziś stała się dzieckiem swoich wspaniałych i cudownych rodziców - mówi TOK FM Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. - Nie mogło być innego finału tej historii. Postanowienie sądu jest najlepszym rozstrzygnięciem, zgodnym z dobrem dziecka. Bardzo za nie - jako Rzeczniczka Praw Dziecka - dziękuję. Natomiast nadal mamy wiele problemów dotyczących podobnych sytuacji. Potrzebne są zmiany prawne. Pracujemy nad nimi w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Ufam, że nasza propozycja spotka się z przychylnością ustawodawcy - dodaje.

Rzeczniczka Praw Dziecka zaczyna batalię w sądach. 'Nie chcemy pustego miejsca na sali'

Jak Zuzi żyje się w nowym domu?

Pojechaliśmy do Białej Podlaskiej, aby zobaczyć, jak Zuzia się miewa. Gdy przybyliśmy na miejsce, była tylko pod opieką mamy (tata znajdował się w pracy). Kiedy wrócił, reakcja dziewczynki była wręcz nie do opisania. Śmiała się, wyrywała z rąk. - Nie mam żadnych wątpliwości, że Zuzi potrzebna była kochająca, oddana rodzina, która będzie o nią dbać. Cały czas powtarzam, że to Zuzia nas znalazła. To ona wyraziła chęć pozostania z nami, to ona poczuła się u nas jak w domu i chce z nami być. Każdy lekarz mówi, że rozwija się bardzo dobrze, rośnie, ząbkuje - opowiadał nam pan *Marcin.

- Zuzia jest radosnym, kochanym dzieckiem. Cała metamorfoza, którą przeszła przez miesiąc, jest dla nas zaskakująca. Jesteśmy z niej bardzo dumni. Pewnego dnia zaczęła trzymać butelkę z mlekiem, po ośmiu miesiącach pobytu w szpitalu z sondą. To, że zaczęła normalnie jeść, to nie jest przypadek. Zuzia potrzebowała bezpieczeństwa i je dostała - dodaje mama dziewczynki.

'Zuzia jest jak kwiat'

Edyta Wojtasińska ze Stowarzyszenia Rodzin Zastępczych "Jedno serce" mówi nam, że przez ostatnie miesiące wszyscy przekonywali ją, że Zuzia powinna być pod opieką specjalistów w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym. - A ta mała dziewczynka po prostu potrzebująca opieki i wsparcia, potrzebuje rodziny - przekonuje Wojtasińska.

- Zuzia jest jak kwiat, który się podleje albo wsadzi do wody. Zmienia się tak, jak bardzo może się zmienić dziecko, które z "niewidzialnego" staje się widziane przez wszystkich i kochane przez wszystkich - dodaje. Przy okazji warto wspomnieć, że #NiewidzialneDzieci to akcja, która ma pokazać los maluchów, które trafiają do Domów Pomocy Społecznej i Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, czyli do miejsc dla dorosłych, do których nigdy nie powinny trafić. Z danych resortu rodziny wynika, że w DPS-ach i ZOL-ach jest obecnie ponad 1500 dzieci. 

- Ta historia nauczyła mnie, że dziecku naprawdę potrzebna jest rodzina. To jest świetny przykład dla sędziów i dla innych osób, które mają prawo o decydowaniu o losach danego dziecka, że rodzina naprawdę leczy - dopowiada Klaudia Chazan ze Stowarzyszenia "Jedno serce", która od początku była zaangażowana w historię Zuzi. 

Będą konsekwencje za poprzednią sprawę?

Jak przekazał TOK FM sędzia Tomasz Pawlik, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gliwicach, prezes tego sądu przyjrzał się pierwotnej decyzji sądu w Zabrzu (który nie wyraził zgody na pozostanie Zuzi w rodzinie na Lubelszczyźnie. Zrobił to jedynie w ramach sprawowanego przez niego "wewnętrznego nadzoru nad działalnością podległych mu sądów"). Badanie spraw - co podkreślono - nie wkraczało w sferę objętą niezawisłością sędziowską. 

"W toku kontroli stwierdzono, że w sprawach wydano nieprawomocne orzeczenia kończące postępowanie, sprawy były na etapie sporządzania uzasadnień i otwarty był termin do ich zaskarżenia, co wykluczało ocenę zarzutów merytorycznych, mogących stanowić wyłącznie przedmiot kontroli orzeczeń przez Sąd wyższej instancji. Jeśli chodzi o terminowość podejmowanych czynności, stwierdzono jednodniowe opóźnienie w sporządzeniu uzasadnienia postanowienia w przedmiocie udzielenia zabezpieczenia" - napisał nam sędzia Pawlik.

Jak dodał, "sprawy objęto nadzorem administracyjnym Prezesa Sądu Okręgowego. Nie stwierdzono uchybień, które mogłyby skutkować wydaniem zarządzeń nadzorczych w trybie wewnętrznego nadzoru administracyjnego na podstawie art. 37 ustawy prawo o ustroju sądów powszechnych. Nie zainicjowano postępowania dyscyplinarnego". 

* Imiona rodziców dziewczynki i jej samej zostały zmienione