Ukryte miejsce w Bieszczadach. "Zostawiali nam tylko spaliny, teraz to się zmienia"
Bieszczady. Oni z turystami mieli problem
Turystyczny sezon w Bieszczadach na ogół trwa cały rok. Dane tamtejszego Parku Narodowego pokazują, że najwięcej osób górskie szlaki odwiedza od maja do września. Wtedy też z największego utargu cieszą się lokalni przedsiębiorcy, którzy prowadzący swoje biznesy czy to w Bieszczadach Wysokich, czy wokół jeziora Solińskiego.
W innej sytuacji znajdowały się gminy leżące poza terenem Bieszczadów Wysokich - z dala od najpopularniejszych szlaków i atrakcji.
W takim właśnie położeniu funkcjonuje gmina Olszanica obok Leska, która wyrasta ze starych popegeerowskich terenów. - My przez lata wcale nie czerpaliśmy zysków z ruchu turystycznego. Plaże nad Soliną były za daleko, nie mówiąc już o szlakach turystycznych - tłumaczy Robert Petka. - Turyści zostawiali nam tylko spaliny w drodze na swoje wakacje - żartuje.
Sytuację gminy zmieniło otwarcie stoku w Wańkowej, które miało miejsce trzy lata temu. - Nie ma u nas tłumów w porównaniu do Dolnego Śląska czy do Beskidów, nie mówiąc już o Podhalu, ale jeżeli ktoś chce przyjechać na narty, nie stać w korkach na drogach dojazdowych czy na bramkach do wyciągów, a także zapłacić znacznie mniej niż w innych rejonach kraju, to jesteśmy coraz mocniejszą alternatywą - uważa Petka.
Uciekli do Polski z kraju 'potwora'. 'Nie zazdroszczę Ukraińcom, że są tutaj tak widoczni'
Rezerwacje na rok do przodu
W tym sezonie zimowym mierzący niespełna kilometr długości wyciąg w Wańkowej w ciągu weekendu przewozi około 5 tys. narciarzy. - Z roku na rok odkrywają nas narciarze z innych rejonów Polski. Szkółki narciarskie z Warszawy mają u nas zarezerwowane terminy na rok do przodu. Chcemy budować wizerunek Bieszczadów jako miejsca na zimowy wypoczynek i wydaje mi się, że z sezonu na sezon coraz lepiej nam to wychodzi. Współpracujemy w nieformalnych i formalnych grupach z większością stoków na Podkarpaciu - nie ma ich też specjalnie dużo - i chcemy budować wspólną markę - wyjaśnia Petka.
Stok zapalnikiem dla mikroprzedsiębiorstw
Z coraz częstszych wizyt turystów zimą swoje korzyści czerpią także mieszkańcy wiosek wokół stoków narciarskich. - Na początku wysprzątaliśmy pokój na parterze, jakoś go urządziliśmy i wynajmowaliśmy narciarzom - mówi pani Irena, która w Wańkowej wynajmuje miejsca noclegowe.
- Jakoś ludzie u nas się zatrzymywali i teraz, po dwóch latach, na działce teścia budujemy trzy domki dla gości. Mają być gotowe na następny sezon, dopiero zaczynamy - dodaje.
Wzrost gości w swoim hotelu notuje również mały hotel w Wańkowej. - W zimie praktycznie większość pokojów mamy zajętą - tłumaczy Rafał, pracownik tego obiektu. - Najwięcej osób nocuje tu w czasie ferii województwa mazowieckiego, lubelskiego, ale nawet znad morza. Ludzie z Podkarpacia już rzadziej, ale jeszcze się zdarza - dodaje.
Czas na walkę o wakacyjnego turystę
- Teraz naszym celem powinna być rozbudowa całej infrastruktury, ale również walka o wakacyjnego turystę - uważa Robert Petka. - Tu musimy postawić głównie na ścieżki rowerowe. Mamy już najdłuższą w Polsce tyrolkę, można jeździć po naszych szlakach na hulajnogach terenowych - wymienia i zauważa, że na takim rozwoju skorzystać powinni również mali przedsiębiorcy z terenu gminy Olszanica.
- Mieliśmy już w te wakacje turystów, którzy zatrzymali się u nas na dwa/trzy dni, bo chcieli pozwiedzać Solinę, a nie było już miejsc np. w Polańczyku - doprecyzowuje pani Irena. - W lecie sezon wygląda gorzej tutaj w porównaniu do zimy, ale też nie ma co narzekać. Wtedy obniżamy też trochę ceny i jesteśmy konkurencyjni. Niektórym wygodniej jest podjechać te 10 minut nad tamę i mieć spokój wokół, a nie płacić czasami duże pieniądze za nocleg w gorszych warunkach, ale bliżej wody - uważa.