Bieszczady szykują się na rekordową majówkę. "Dzwonią kilka razy dziennie"
- Zaczyna się długi majowy weekend;
- W Bieszczadach zostało zaledwie około 10 proc. wolnych miejsc;
- Lokalni przedsiębiorcy spodziewają się tłumów w swoich pensjonatach i karczmach;
- Dane za ubiegły rok pokazują, że Bieszczady przeżywają turystyczny boom.
- W ostatnim tygodniu niektórzy dzwonią po kilka razy dziennie! Pytają, czy coś się zwolniło. Pan nie jest pierwszy - mówi mi jeden z właścicieli, prowadzący pensjonat w Werlasie tuż przy jeziorze Solińskim. Według danych z serwisu Booking.com, na okres od 1 do 4 maja w całych Bieszczadach zostało zaledwie około 10 proc. miejsc. Wybór jest więc bardzo ograniczony i najczęściej mocno uderzający po kieszeni.
Już podczas świątecznego weekendu widać było, że sporo osób wybiera właśnie Bieszczady. - Miałem spory ruch, ale słyszałem od innych, że wyglądało to podobnie. W tamte święta karczma stała no może nie pusta, ale było dużo mniej ludzi - mówi Andrzej Wojdanowski, właściciel karczmy i pokoi noclegowych obok Zapory.
- Na majówkę będzie na pewno tłok, bo ja mam już chyba większość miejsc zajętych, a na Solinę przyjeżdża jeszcze mnóstwo jednodniowych turystów. Nic tylko się cieszyć i prosić los, żeby to się utrzymało przez cały sezon - dodaje.
Bieszczady przeżywają turystyczny boom
Według oficjalnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, rok 2024 okazał się rekordowy pod względem turystyki w Bieszczadach. Tylko latem liczba noclegów wzrosła o ponad 7,1 pkt. proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Wśród turystów krajowych zanotowano wzrost o 6,9 pkt. proc., a wśród zagranicznych aż o 28,6 pkt. proc.
Jesienią - mimo nieco mniejszych wzrostów - nadal widoczna była rosnąca popularność Bieszczad. Sprzedano o 4,4 pkt. proc. więcej noclegów niż rok wcześniej, z czego aż o połowę więcej przypadło na gości z zagranicy.
Całkowita liczba turystów odwiedzających Bieszczady zwiększyła się o 24,5 pkt. proc., co tylko potwierdza, że region przeżywa prawdziwy boom. W liczbach bezwzględnych to wciąż turyści z Polski stanowią zdecydowaną większość, dynamika wzrostu turystyki zagranicznej jest zauważalna.
Leśnicy z Podkarpacia ostrzegają. 'Ból i zawroty głowy zaczynają się po 15-20 minutach'
Czy w Bieszczadach jest bezpiecznie?
- Turystyka w Bieszczadach wydaje się wychodzić z zakrętu spowodowanego pandemią i wojną w Ukrainie - twierdzi Anna Brzechowska, dyrektorka Podkarpackiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. - Jakkolwiek by to nie brzmiało, ludzie z zagranicy oswoili się z wojną w Ukrainie i coraz chętniej zaglądają w ten rejon Podkarpacia czy na Roztocze - mówi dyrektorka PROT.
- W pierwszym sezonie po wybuchu wojny tamtejsza turystyka praktycznie wymarła. Teraz coraz szybciej wraca na normalne tory, ale i tak w rozmowach z organizacjami zza granicy jedno z pierwszych pytań to: "Czy u was jest bezpiecznie?" - przyznaje.
Ile trzeba zapłacić za nocleg?
Według Brzechowskiej Bieszczady nadal przyciągają konkrecyjną ceną w porównaniu do innych górzystych rejonów Polski. - Co prawda nie jest to taka różnica, jak jeszcze przed kilkoma laty, bo chociażby rachunki poszły w górę, ale nadal jest taniej w porównaniu do Podhala - opowiada.
I faktycznie, za cztery noce w pensjonacie w rejonie jeziora Solińskiego dwie osoby zapłacą średnio już od 600 zł. W Zakopanym podobny standard i ten sam termin kosztuje od 1000 zł.
Tuż obok zapory w Solinie doba ze śniadaniem w dwuosobowym apartamencie nad zalewem kosztuje około 400 złotych. Ceni się również klasyczny schabowy z frytkami, za który przy tamie trzeba zapłacić od 40 do około 60 złotych.
W regionie słyszymy, że większe zainteresowanie to nie tylko kwestia ceny, ale też promocji. - Widzimy, że nasze działania w sieci przynoszą wymierne efekty. Dlatego planujemy kontynuować promocję regionu również w nadchodzącym sezonie. Zależy nam, by Bieszczady były postrzegane nie tylko jako miejsce na wakacje, ale i jako całoroczna destynacja turystyczna - informuje Podkarpacka Organizacja Turystyczna.