,
Obserwuj
Podkarpackie

Ta mała wioska zasłynęła wielką pomocą. Co zostało dziś? ''Żebrzemy, po prostu''

5 min. czytania
10.08.2025 07:00
- W pomocy humanitarnej nazywamy to "wypaleniem empatii". Wojna powszednieje, obojętniejemy, już nie pomagamy tak jak na początku. A ta wojna przecież się nie skończyła, potrzeby humanitarne są ogromne, dlatego robimy, co możemy, by znajdować środki i by dalej działać - mówi TOK FM Marcin Piotrowski z fundacji "Folkowisko" prowadzonej w małej wiosce na Podkarpaciu.
|
|
fot. Stowarzyszenie Folkowisko
  • Wojna w Ukrainie trwa, a wraz z nią rośnie potrzeba pomocy;
  • W małej wiosce Gorajec na Podkarpaciu grupa zapaleńców z fundacji 'Folkowisko' pokazuje, jak dzięki determinacji i wsparciu lokalnej społeczności można odmieniać losy setek ludzi;
  • Niedawno fundacja założyła Centrum Edukacji Transgranicznej w Nahaczowie. To centrum spotkań i wspólnego działania, które tętni życiem - także w wakacje.

Gorajec to malutka wioska na Podkarpaciu, w której mieszka około 40 osób. Zrobiło się o niej głośno po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Rozmach, z jakim mieszkańcy ruszyli do pomocy, był imponujący.

Stowarzyszenie 'Folkowisko' (a dziś także fundacja pod tą samą nazwą) - na czele z aktywistą i społecznikiem Marcinem Piotrowskim - zaczęło organizować transporty humanitarne z pomocą dla walczącej Ukrainy. To właśnie stąd pojechały setki samochodów z pomocą humanitarną, do tego pięć karetek i kontener medyczny dla Lwowa. - Wcześniej zajmowałem się organizacją festiwalu. To doświadczenie organizacyjno-logistyczne było kluczowe - opowiada nam Marcin Piotrowski.

Na co dzień mieszka w Gorajcu razem z pochodzącą z Estonii żoną Mariną i trójką dzieci. Przed laty zaczęli remontować stary budynek po dawnej miejscowej szkole, tzw. tysiąclatce. - To jest moje miejsce na ziemi - przyznaje Marcin, choć w domu bywa raczej gościem, bo niemal ciągle jest w rozjazdach. Mimo, że pieniędzy na pomoc Ukrainie jest coraz mniej, on i jego fundacja ciągle je znajdują.

- Żebrzemy - śmieje się nasz rozmówca. - Większość swojej energii i czasu ja i moi współpracownicy z fundacji spędzamy na tłumaczeniu firmom i instytucjom, co robimy, komu pomagamy, dlaczego warto się włączyć. Prosimy się o pieniądze - przyznaje.

Podkreśla, że bardzo duże znaczenie ma wsparcie 'zwykłych' ludzi, którzy mają ustawione na swoich kontach stałe przelewy - nawet niewielkie - i w ten sposób regularnie pomagają. - Piszemy też projekty, by móc ubiegać się o dotacje czy granty. Trochę mnie to irytuje, że często musimy pisać nasze wnioski pod to, co autor grantu miał na myśli, a nie pod nasze konkretne potrzeby. Mamy tu bardzo oddaną ekipę, z ogromnymi sercami i dzięki nim to wszystko dalej się nam udaje - mówi TOK FM Marcin Piotrowski.

Marcin Piotrowski, Fundacja 'Folkowisko'
Marcin Piotrowski, Fundacja 'Folkowisko'
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM

Nowe centrum pomocy Ukrainie tętni życiem

Fundacja humanitarna 'Folkowisko' założyła - przy polsko-ukraińskiej granicy (po stronie Ukrainy) - Centrum Edukacji Transgranicznej w Nahaczowie. To centrum spotkań i wspólnego działania, które tętni życiem - także w wakacje.

- Nasi animatorzy każdego dnia zamieniają wakacje w prawdziwe święto - pełne gier, warsztatów, ciekawych spotkań i niezapomnianych przygód. To lato płynie tu w rytmie uśmiechu, dobra i inspiracji - mówi Piotrowski.

 

Jak dodaje, pomysł na to miejsce zrodził się przypadkiem. - Po rozpoczęciu wojny pomagaliśmy na granicy. I zaledwie siedem minut drogi od granicy, właśnie w Nahaczowie, znaleźliśmy miejsce, które miało być naszą bazą medyczną. Ostatecznie w tym budynku dawnego kołchozu najpierw powstała przychodnia medyczna, a potem również nasze centrum edukacyjne - opowiada gość TOK FM.

To miejsce, w którym szkolą się m.in. psycholodzy i lekarze z Ukrainy, ale na co dzień zarządza nim lokalna społeczność. - Codziennie są tam zajęcia z języka polskiego i angielskiego, są spotkania i rozmowy. Kilka dni temu zakończył się 10-dniowy obóz językowy. Przyjechała do nas trójka nauczycieli - wolontariuszy ze Stanów Zjednoczonych. Pracowali z grupą 40 dzieci - opowiada Marcin z 'Folkowiska'.

Z kolei w czerwcu do Gorajca, a dokładniej do ośrodka w pobliskiej Kowalówce - przyjechała pierwsza grupa ponad 40 dzieci z kilkunastoma mamami na obóz wytchnieniowy. To rodziny z Dniepru, mieszkające na co dzień blisko linii frontu. Przyjechały odpocząć, odetchnąć, choć na chwilę zapomnieć o wojnie i strasznych obrazach, które widzą na co dzień. Teraz - w sierpniu - przyjedzie kolejna taka grupa.

 

'Przyzwyczailiśmy się do tej wojny'

- Ukraińcy przyzwyczaili się do tej wojny - taka jest rzeczywistość. Część z nich nie schodzi już do schronów, gdy jest alarm, nawet wtedy, gdy stracili kogoś bliskiego. Nie schodzą do piwnic, bo wierzą, że nic im się nie stanie. My też w jakimś sensie do tej wojny się przyzwyczailiśmy, przyzwyczaił się świat - przyznaje gorzko nasz rozmówca.

Dlatego wsparcia jest coraz mniej. - W pomocy humanitarnej nazywamy to 'wypaleniem empatii'. Niestety, to zdarza się w różnych miejscach na świecie. Wojna - można powiedzieć - powszednieje, obojętniejemy, już nie pomagamy tak jak na początku. A ta wojna przecież się nie skończyła, potrzeby humanitarne są ogromne, dlatego my robimy, co możemy, by znajdować środki i by dalej działać - mówi Marcin Piotrowski.

'Folkowisku' pomaga m.in. jedna z największych fundacji z USA - Fundacja Kościuszkowska z Nowego Jorku. Jej prezes Marek Skulimowski pochodzi z Lubaczowa, niedaleko Gorajca. Tu się wychował, dziś angażuje się w pomaganie Ukrainie.

- W takich momentach krytycznych nie możemy się odwracać od tego, co się dzieje na świecie, zwłaszcza, że dotyczy to m.in. Polski. Bo de facto wojna toczy się w Ukrainie, ale w naszym interesie jest zatrzymać Rosjan jak najdalej od polskich granic - podkreśla Skulimowski w rozmowie z TOK FM. - Nie chcieliśmy, jako fundacja, być bierni. Dlatego już w lutym 2022 roku zorganizowaliśmy pierwszą zbiórkę pieniędzy. Nawiązałem współpracę z 'Folkowiskiem' i działamy nadal. Z czasem przekierowaliśmy część środków na cele bardziej edukacyjne, w tym właśnie na organizowane przez fundację obozy dla dzieci i ich mam czy na warsztaty językowe - dodaje prezes.

I przyznaje, że nie rozumie narastającej w Polsce fali nienawiści wobec migrantów, ale też wobec uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy. - Niefortunnie mamy bardzo niedojrzałych polityków, którzy grają tymi emocjami i wykorzystują to, szukają w tym swojej szansy. Owszem, żyjemy w czasach, w których polityka się brutalizuje. Ale wydaje się, że musimy mieć jakieś zasady i czerwone linie, pewnych rzeczy nie można przekraczać. Ja sobie nie wyobrażam, żeby do mnie - człowieka z Polski - ktoś w Nowym Jorku mówił w ten sposób, jak dziś mówi się do cudzoziemców w Polsce, tylko dlatego, że mam inny akcent. To niedopuszczalne. Gdzie szacunek do drugiego człowieka? Gdzie ten nasz patriotyzm? - podkreśla nasz rozmówca.