Inflacja goni rodziców do sądu. W Szczecinie coraz więcej spraw o podnoszenie alimentów
Jak mówi mecenas Marek Jarosiewicz, wyraźny wzrost liczby osób wnoszących o wyższe alimenty to kwestia ostatnich dwóch miesięcy. - Głównym powodem jest oczywiście inflacja i rosnące koszty życia. Jeżeli w 2018 roku ktoś umawiał się na kwotę 400 czy 500 złotych alimentów na dziecko, to dzisiaj te pieniądze mają już zupełnie inną wartość - zwraca uwagę.
Podkreśla jednak, że "rodzice najpierw powinni próbować dojść do porozumienia bez angażowania sądu i prawników". - Ale takie porozumienia to niestety rzadkość - przyznaje.
Jak opowiada, rodzice płacący alimenty nie chcą się godzić na wyższe stawki. Często tłumaczą, że im również wzrosły koszty życia oraz koszty, które i tak przeznaczają na swoje pociechy. - Ojcowie mówią na przykład: płacę alimenty, ale także zabieram dziecko na wycieczki, daję mu kieszonkowe czy opłacam rzeczy, o które jestem proszony. I pytają, dlaczego wobec tego mają płacić większe alimenty - mówi Jarosiewicz.
Prawnik przypomina, że jeszcze dwa-trzy lata temu częściej spotykał się z odmienną sytuacją. - Mieliśmy wiele wniosków o obniżenie alimentów przez pandemię i trudności gospodarcze - mówi.
Jak podkreśla - sądy decydują o podwyżce alimentów po analizie przychodów obu stron opiekujących się dzieckiem oraz analizie realnych wydatków wynikających z opieki nad małoletnim. - Strona płacąca alimenty musi zrozumieć, że jest to jego zobowiązanie wobec dziecka. Argumenty w stylu "mam nową rodzinę" albo "moja praca nie pozwala mi na płacenie wyższych alimentów" są bardzo subiektywne - wskazuje mecenas.
Według naszego rozmówcy sądy często decydują, że podwyżka alimentów jest zasadna, ale nie zawsze ustalają kwoty, o jakie wnioskuje strona.