,
Obserwuj
Pomorskie

Sanatoria tylko dla najbogatszych? Reforma lecznictwa może zdemolować branżę uzdrowiskową

4 min. czytania
20.04.2023 11:18
Reforma lecznictwa może zniszczyć branżę sanatoryjną - ostrzegają organizacje zrzeszające uzdrowiska i działające w nich związki zawodowe. Pełna treść projektu nie została jeszcze ujawniona, ale zapowiadane zmiany zakładają m.in. uwolnienie kosztów pobytu w sanatoriach i przerzucenie ich na pacjenta, który sam będzie mógł decydować o wyborze ośrodka.
|
|
fot. DAMIAN KRAMSKI

Reforma lecznictwa uzdrowiskowego ma - zgodnie z planem Ministerstwa Zdrowia - wejść w życie z początkiem przyszłego roku. Jej twórcy - jak alarmują przedstawiciele branży - nie biorą jednak pod uwagę wypracowanych przez środowisko propozycji. To może przynieść katastrofalne skutki i w ciągu kilku lat doprowadzić do likwidacji lecznictwa sanatoryjnego w Polsce.

Według zapowiedzi, zlikwidowane ma zostać leczenie w szpitalach uzdrowiskowych, które było bezpłatne dla pacjentów. Obecnie dopłaty do świadczeń niemedycznych w sanatoriach, czyli zakwaterowanie i wyżywienie, są regulowane odgórnie, a ich wysokość jest taka sama we wszystkich uzdrowiskach. Po reformie zostaną one uwolnione, urynkowione i w całości przerzucone na pacjenta. W efekcie najpopularniejsze ośrodki górskie i nadmorskie będą podwyższać opłaty.

- To, co się w tej chwili dzieje, to jest po prostu działanie przeciwko chorym, większości ludzi nie będzie na to stać - przekonywał w rozmowie z tokfm.pl Waldemar Andrzej Krupa, dyrektor Uzdrowiska Sopot i prezes Izby Gospodarczej 'Uzdrowiska Polskie'. - Pacjenci nie będą mieli dostępu do wszystkich możliwych jednostek - dodaje Krupa.

Ponad połowa ośrodków zagrożona

W tym momencie w Polsce funkcjonuje niespełna 50 ośrodków sanatoryjnych, z czego - jak przekonuje rozmówca tokfm.pl - zaledwie kilka lub kilkanaście jest powszechnie znanych i właśnie one będą pierwszym wyborem pacjenta. Co spowoduje, że wydłuży się czas oczekiwania na pobyt w najbardziej rozpoznawalnych ośrodkach. Mniejsze uzdrowiska, ale posiadające unikalne, naturalne surowce lecznicze oraz zasoby fachowego personelu medycznego, będą miały problem z pozyskaniem pacjentów, będą więc ograniczać działalność lub ją likwidować. W efekcie liczba miejsc w kraju będzie się zmniejszać.

- Przypuszczam, że ludzie będą chcieli jechać w tym pierwszym rzucie do tych najbardziej popularnych (ośrodków - przyp. red.). A pozostałe? Myślę, że 60-70 proc. po prostu upadnie, nikt nie będzie w stanie utrzymać obiektów sanatoryjnych w momencie, kiedy nie będzie pacjenta - przewiduje Krupa. - To nie jest katastroficzna, tylko realna wizja. To jest po prostu taka wizja, którą nam w tej chwili szykuje minister zdrowia - dodaje.

Gdynia. Z klifu w Orłowie znów osunęła się ziemia. 'Zagrożenie dla przebywających na plaży' [WIDEO]

Ostateczny kształt reformy nie jest jeszcze znany, ale ujawnione założenia wywołują sprzeciw całej branży, która przesłała do Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia list otwarty. Podpisały się pod nim liczne organizacje, protestujące przeciw kształtowi planowanej reformy: Stowarzyszenie Unia Uzdrowisk Polskich, Izba Gospodarcza 'Uzdrowiska Polskie', Stowarzyszenie Gmin Uzdrowiskowych RP, Sekcja Krajowa Uzdrowisk Polskich NSZZ 'Solidarność', Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Związek Zawodowy 'Uzdrowisk Polskich', Stowarzyszenie Komisja Zdrojowa, Polskie Towarzystwo Balneologii i Medycyny Fizykalnej oraz Związek Rzemiosła Polskiego.

„Radykalnie negatywny wpływ"

"Reforma będzie miała radykalnie negatywny wpływ na lecznictwo uzdrowiskowe w Polsce" - oceniają sygnatariusze listu.

"Najważniejszym celem zmian powinna być poprawa jakości i dostępności usług medycznych. Forsowana reforma nie realizuje tego celu lub stwarza jedynie jego pozory. Nasze wieloletnie doświadczenie i analizy proponowanych zmian nie zostały wzięte pod uwagę. Brak korekt będzie skutkował poważnymi konsekwencjami społecznymi, zdrowotnymi oraz finansowymi. Słuchając populistycznych i marketingowych haseł, obawiamy się, że rzeczywistym celem reformy jest nie dobro pacjentów, a atrakcyjnie brzmiący komunikat przedwyborczy, niestety wprowadzający w błąd, jeżeli chodzi o korzyści dla pacjentów" - czytamy w piśmie.

Według sygnatariuszy dokumentu lista środowisk, które ucierpią na reformie jest bardzo długa. Od pacjentów (zwłaszcza tych starszych), przez pracowników branży uzdrowiskowej, zakłady lecznicze, aż po gminy, w których zlokalizowane są sanatoria czy szpitale uzdrowiskowe. Najpoważniejszym zagrożeniem jest podział społeczeństwa na biednych i bogatych. Tych, którzy mogą sobie pozwolić na sanatorium i tych, których na to nie stać.

Będzie coraz gorzej

"Nie będą mogli się tam leczyć ci, którzy powinni ze względu na profil leczniczy i jednostkę chorobową, tylko najbogatsi" - przekonują autorzy listu.

"Celem działania uzdrowisk jest leczenie, a różne lokalizacje sanatoriów mają swoje medyczne uzasadnienie, z uwagi na posiadanie zróżnicowanych zasobów surowców naturalnych. Obawiamy się, że kuracjusze, mając źle pojmowaną swobodę wyboru, w większym stopniu będą się kierować atrakcyjnością geograficzną uzdrowisk i wybierać nadmorskie czy górskie, co niekoniecznie będzie odpowiadało ich potrzebom zdrowotnym. Branża uzdrowiskowa jest integralną częścią systemu ochrony zdrowia, a kierunek proponowanych w reformie zmian dąży do przeistoczenia leczenia uzdrowiskowego w turystykę medyczną za publiczne pieniądze. Aspekt leczniczy zejdzie na dalszy plan, jego poziom się pogorszy" - przewidują sygnatariusze.

- Cała ta wizja jest po prostu do przedyskutowania - podsumowuje Waldemar Andrzej Krupa. - Myślę, że powinniśmy po prostu siąść sobie do - nazwijmy to - "okrągłego stołu" i rozmawiać, dyskutować, bo jest wiele spraw, które moglibyśmy gdzieś tam w pół drogi załatwić - zachęca. Pytany o apel do osób decydujących o kształcie reformy, mówi krótko: "Ludzie, opamiętajcie się".