"GW": Absurd w gdańskim banku. Policjanci przynieśli 20 zł i zatrzymali dyrektorkę
"Gazeta Wyborcza" opisała historię pani Małgorzaty, dyrektorki oddziału jednego z banków z siedzibą w centrum Gdańska (woj. pomorskie). Kobieta mająca na swoim koncie 17 lat doświadczenia zawodowego wielokrotnie współpracowała z policją. Wizytę funkcjonariuszy z 9 października zapamięta na długo.
"Wtedy policjant zaczął być nerwowy"
Tego dnia w placówce pojawiło się dwóch policjantów komisariatu II komendy miejskiej w celu zwrócenia banknotu o nominale 20 zł, który był sprawdzany jako fałszywy w toku jednego ze śledztw. Dyrektorka przyjęła policjantów w sali, w której przebywają pracownicy i klienci, ponieważ gabinet był akurat zajęty. Okazało się jednak, że przyszli z banknotem pod zły adres.
Tutaj policji 'w zasadzie już nie ma'. 'To jest nie do uniknięcia'
Mimo że dyrektorka banku miała przypiętą plakietkę z nazwiskiem i na początku rozmowy przedstawiła się policjantom, jeden z nich zażądał od niej podania nazwiska, daty urodzenia i numeru PESEL, by mógł wpisać w dokumentach, kto odmówił odebrania banknotu. Jak wyjaśnił, plakietka mogła zostać podrobiona.
- Nie chciałam podawać danych na sali, gdzie przebywało około siedmiu klientów, nie licząc pracowników. Tzw. "akwarium" było zajęte. Uważałam też, że policjanci nie mają żadnej podstawy faktycznej do tego, aby mnie legitymować. Świadomie odmawiałam podania pełnych danych. Wtedy policjant oświadczył, że zostaję zatrzymana na podstawie artykułu 65 Kodeksu wykroczeń, z powodu niemożliwości ustalenia mojej tożsamości. I że jedziemy na komisariat - opowiadała pani Małgorzata.
Afera w gdańskiej komendzie. 'GW': Mobbing i podejrzany awans
Dyrektorka została - bez kajdanek - wyprowadzona z budynku. Pod radiowozem policjantka przeszukała jej kieszenie, odebrała torebkę i rzuciła na siedzenie obok kierowcy. Po dwóch godzinach na komisariacie policjanci stwierdzili, że należy się jej mandat za niepodanie danych. "Pani Małgorzata odmówiła jego przyjęcia, sprawa będzie rozpatrywana w sądzie. Kobieta złożyła także skargę do komendanta miejskiego policji oraz zawiadomienie do prokuratury o przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy" - czytamy.
Zatrzymanie za odmowę podania nazwiska. "Policjanci mieli obowiązek"
Stojący na czele Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku insp. Sylwester Mieszczak nie ma swoim podwładnym nic do zarzucenia. Podobnie biuro prasowe komendy. - Realizując postanowienie prokuratora, policjanci mieli obowiązek ustalenia danych osoby, która udzieliła informacji - przekazał "GW" rzecznik, aspirant sztabowy Mariusz Chrzanowski.
Jak dodał, pani Małgorzata odmówiła podania danych także w miejscu, gdzie nie ma klientów, tłumacząc, że nie ma przy sobie dowodu tożsamości. - W myśl obowiązujących przepisów Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, policja ma prawo zatrzymać sprawcę wykroczenia, jeżeli nie można ustalić jego tożsamości - podkreślił policjant.
Rzecznik gdańskiej komendy odniósł się również do przeszukania dyrektorki banku. - Przed doprowadzeniem policjanci dokonali sprawdzenia prewencyjnego, które nie jest czynnością przeszukania. Po zatrzymaniu policjanci odpowiadają za bezpieczeństwo osoby pozbawionej wolności i muszą mieć pewność, że nie ma przy sobie niebezpiecznych przedmiotów. W takim przypadku nie sporządza się protokołu - poinformował Chrzanowski. Takiego protokołu domagała się przeszukana.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>