Niespokojnie na Paluchu. "Do porozumienia jeszcze daleko"
- Wolontariusze największego stołecznego schroniska wyszli na ulicę;
- Pojawili się przed Sejmem, by zaprotestować przeciwko działaniom dyrekcji placówki, a tym samym - miastu. Schronisko Na Paluchu jest schroniskiem miejskim;
- Konflikt w placówce trwa od lat, mimo rozmów i prób wypracowania zmian;
- Wolontariusze mówią o szkodliwym działaniu miasta wobec zwierząt;
- Władze i radni zaangażowani w rozmowy są zdziwieni protestem przed i przekonują, że rozmowy z wolontariuszami trwają.
Co się wydarzyło? "Warszawo, usłysz nas" - takie hasło mieli na transparentach wolontariusze Schroniska na Paluchu, którzy w czwartek po południu przyszli przed Sejm. - To protest przeciwko szkodliwym działaniom dyrekcji schroniska oraz przedstawicieli miasta względem zwierząt - mówili. To kolejna już taka akcja - wcześniej podobne protesty odbywały się przed warszawskim ratuszem, bo schronisko należy do miasta.
Dlaczego wolontariusze protestują? Wolontariusze zarzucają nowej dyrekcji m.in., że uniemożliwia im kontakt ze zwierzętami przebywającymi w szpitalu, a także ogranicza dostęp do danych medycznych psów i kotów. Kilka dni przed protestem spotkali się z przedstawicielami miasta. Liczyli na obecność Rafała Trzaskowskiego. Prezydenta jednak nie było, na spotkaniu pojawił się jego zastępca Jacek Wiśnicki.
Jaki był efekt spotkania? - Do porozumienia jeszcze daleko - przyznaje Marta Szczepańska, radna Warszawy z Miasto Jest Nasze, która brała udział w rozmowach.
- Nie popieram tego protestu, trochę jestem nim nawet zdzwiona - dodaje Renata Niewitecka, również radna miasta, z Koalicji Obywatelskiej. Przekonuje, że przed czwartkową akcją udało się wypracować porozumienie z wolontariuszami, w ramach którego mieli odzyskać dostęp do szpitala dla kotów. Podkreśla, że sama brała w tych negocjacjach udział, dlatego nie rozumie, skąd znów protest.
Co na to wolontariusze? Od wolontariuszy słyszymy, że ustalenia miasta są niewystarczające. - To okrojona wersja tego, w jakiej formie mogliśmy do kociego szpitala wchodzić wcześniej - mówi Magda Kowerska.
Inny punkt sporny to brak numeru telefonu wolontariusza na ogłoszeniu psa czy kota do adopcji. Wcześniej osoba zainteresowana adopcją mogła zadzwonić właśnie do wolontariusza i u niego uzyskać informację na temat zwierzaka. Teraz podany jest wyłącznie numer telefonu do Biura Przyjęć i Adopcji Zwierząt, do którego - jak mówią wolontariusze - ciężko się dodzwonić. To, w ich opinii, przekłada się na spadek liczby adopcji. Wolontariusze chcą zatem, aby kontakt do nich był tym pierwszym dostępnym dla zainteresowanych.
Miasto jest na nie. - Dla nas ważne jest, aby podstawowym punktem kontaktu było Biuro Przyjęć i Adopcji, ponieważ to schronisko jest odpowiedzialne za proces adopcyjny - mówi Monika Beuth, rzeczniczka Urzędu m.st. Warszawy.
Na razie zrobiono w tym względzie tylko mały wyjątek w przypadku psów behawioralnych, których proces adopcji jest długotrwały i wymagający, poza telefonem do biura, będzie podawany telefon do wolontariuszy.
Inną sporną kwestią jest dostęp do danych weterynaryjnych. Miasto twierdzi, że to dane poufne, w które - zgodnie z prawem - może mieć wgląd jedynie właściciel. Wolontariusze dysponują opinią prawną, która mówi coś innego.
Dziesięć milionów w dziesięć lat. Gdyńskie 'Ciapkowo' zachwyca nie tylko czworonogi
Konflikt między wolontariuszami a dyrekcją Schroniska Na Paluchu trwa od kilku lat. Rozpoczął się jeszcze za czasów poprzedniego dyrektora Henryka Strzelczyka. Początkowo dotyczył zmian w procedurze adopcyjnej i regulaminie wolontariatu. Z czasem konflikt nieco przygasł, ale rozgorzał na nowo po zmianie kierownictwa schroniska.
Aktywiści twierdzą, że działania dyrekcji przekładają się na spadek liczby adopcji i większą liczbę zgonów. Porównując oficjalne dane - w 2024 roku było o 35 proc. więcej kocich eutanazji, o ponad 14 proc. więcej kocich zgonów i 15 proc. mniej adopcji w stosunku do roku 2023.
Do Schroniska Na Paluchu wkrótce przyjechać mają bezdomne zwierzęta z gminy Tarczyn. Zgodziła się na to Rada Warszawy, choć niejednomyślnie. Niektórzy radni podnosili fakt, że na Paluchu nie ma miejsca na tyle nowych czworonogów.