,
Obserwuj
Gospodarka

"Dzieciątko" miesza nie tylko w pogodzie. Gorzka prawda o rekordowym El Niño

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
6 min. czytania
31.10.2026 21:02

Ocean Spokojny podgrzał się do temperatur, jakich klimatolodzy jeszcze nie widzieli. Rodzi się tam właśnie zjawisko pogodowe El Niño, które - jak świat długi i szeroki - może zmienić nam pogodę. Tam, gdzie było sucho, będzie padać, a tam, gdzie zwykle pada, może być susza. Nam może zafundować cieplejszą zimę. To byłaby dobra wiadomość z jednego punktu widzenia: mniej wydamy na ogrzewanie przy wysokich cenach energii. Ale sam rozmiar tego zjawiska to zła wiadomość z punktu widzenia produkcji rolnej, ale też naszych talerzy i kosztów ich napełnienia. Pogodowa karuzela będzie się więc w kolejnych miesiącach kręcić najszybciej w historii i nikt nie wie, czym to się skończy.

Rekordowe El Niño to coraz droższy cukier. Jak zdrożeją słodycze? [zdjęcie ilustracyjne]
Rekordowe El Niño to coraz droższy cukier. Jak zdrożeją słodycze? [zdjęcie ilustracyjne]
fot. Włodzimierz Wasyluk / Forum

W tym odcinku będzie ciepło, cieplej gorąco. A powiemy w nim:

  • jak El Niño przeprogramuje nam pogodę w kolejnych miesiącach;
  • gdzie podniesie nam ceny żywności, a już podnosi;
  • co z tym wszystkim wspólnego mają... ryjkowce.

To będzie odcinek o monstrum. Tak przynajmniej opisują go eksperci, a konkretnie eksperci do pogody i klimatu, którzy przyglądają się wskazaniom temperatury i oczom nie wierzą. Pacyfik podgrzał się do poziomu niewidzianego w historii, nikt do końca nie wie, czym się to wszystko skończy, bo na razie widać tylko początek.

Najpierw cofniemy się w czasie, nie o rok, nie o dziesięć, ale o 400 lat. I powiemy, co mają wspólnego peruwiańscy rybacy z XVII wieku z klimatologami z XXI wieku. Wybrzeże Peru XVII wiek i rybacy wypływający na Pacyfik, którzy regularnie co kilka lat w grudniu odkrywali, że woda w oceanie jest nadzwyczaj ciepła. Podobnie jak co kilka lat hiszpańscy osadnicy w Peru regularnie obserwowali, jak jałowa zwykle pustynia zakwita kolorami tęczy po obfitych deszczach. Zjawisko było regularne, więc postanowili je nazwać. Tak narodziło się El Niño de Navidad, czyli Dzieciątko Bożego Narodzenia, bo ciepły prąd, który przeganiał ryby i budził pustynię do życia, przybijał do peruwiańskiego wybrzeża mniej więcej na święta. 

Redakcja poleca

400 lat później te same okolice intensywnie badają naukowcy. Bo "Dzieciątko", które wieki temu stawiało naturę na głowie, dzisiaj robi dokładnie to samo. W znacznie większej skali. El Niño jest zjawiskiem cyklicznym. Wczesną wiosną naukowcy spierali się o to, czy nastąpi w tym roku. Teraz są już pewni nie tylko tego, że wystąpi, ale także tego, że będzie najsilniejsze w historii. 

El Niño. Pogoda wsiada na karuzelę

Do liczb jeszcze wrócimy, a na razie jak anomalia działa. El Niño to nie tylko gorące lato. To przeprogramowanie pogody na całej Ziemi. Zmiana temperatury wody w Pacyfiku w pasie równika powoduje zmianę siły i kierunku wiatrów, gdzie indziej więc powstają deszczowe chmury. Tam, gdzie stały chłodne wody pojawia się cieplejszy prąd, znika plankton, a z nim ryby. Gdy słabną tradycyjne wiatry, ogrzewa się woda w ocenie i tam, gdzie było sucho leje, a tam, gdzie lało, przychodzi ostra susza, wybuchają katastrofalne pożary, znika monsun, od którego zależy rolnictwo karmiące połowę świata.

Pogoda wsiada na świecie na karuzelę, która kręci się coraz szybciej. Rzecz w tym, że w tym roku będzie się kręcić najszybciej w historii. Japońscy naukowcy sprawdzili, że temperatura wody w okolicach równika jest o około 4 stopnie Celsjusza wyższa niż średnio. To dwa razy więcej niż wynosi standardowa anomalia na starcie standardowego El Niño. W perspektywie mamy więc najsilniejsze zjawisko w historii. Amerykańska agencja meteorologiczna ocenia jego prawdopodobieństwo na ponad 80 procent, czyli jest go niemal pewna. 

Redakcja poleca

I teraz o samej pogodowej karuzeli. Weźmy na przykład Chile. Tam, gdzie zwykle na wiosnę jest sucho, w tym roku leje raz za razem. Stojący zwykle nad centrum wyż jest w tym roku tak słaby, że przez kraj przetaczają się ulewne deszcze. Od lipca z powodu burz trzeba było wielokrotnie zamykać kopalnie i porty. A Chile to największy na świecie producent miedzi. Problem w tym, że tamtejsze górnictwo zbudowano z myślą o suchym klimacie. Dlatego ulewy i niestabilna pogoda w górach to dla kopalń położonych wysoko w Andach - i dla dróg dojazdowych - realne zagrożenie i perspektywa przymusowego postoju. Oznacza to mniejsze wydobycie. Słabo wygląda też sytuacja w południowo-amerykańskim rolnictwie. W Chile ulewy niszczą plantacje warzywne i sady. Dla rolników oznacza to wyższe koszty, dla konsumentów wzrost cen. Tak jak 30 lat temu, gdy z powodu El Niño w stolicy Chile Santiago spadło ponad dwa razy więcej deszczu niż zwykle. Tyle że tegoroczne El Niño ma być najsilniejsze w historii pomiarów.

Pogoda, coraz droższy cukier i ryjkowce

Teraz Brazylia oraz Indie. I gorzka część naszej historii, bo choć będzie o cukrze, to nie będzie słodko. Cukier od tygodni jest jednym z najmocniej drożejących towarów rolnych na świecie. Na giełdzie w Nowym Jorku kosztuje najwięcej od ponad półtora roku. Na świecie pomiędzy sierpniem a wrześniem podrożał o ponad 6 proc., czyli wyjątkowo dużo. Źródła kłopotów są dwa. 

Po pierwsze: pogoda. Brazylii, która jest największym producentem i eksporterem cukru, El Niño przyniosło rekordowe wrześniowe ulewy. Trzcina cukrowa z plantacji zjeżdżała wolniej i wolnej była przerabiana. Po drugiej stronie globu w Indiach padało najsłabiej od ponad 10 lat. Z tego powodu Indie, czyli drugi globalny eksporter, wyprodukują tak mało cukru, że rząd wprowadził zakaz eksportu oraz zniósł część ceł na import. W ten sposób, zamiast cukier wysyłać Indie będą go sprowadzać. I podnosić ceny na całym świecie, gdzie i tak jest coraz drożej.

Po drugie: z powodu wojny w Zatoce Perskiej i braku ropy na rynkach opłaca się z cukru produkować bioetanol, alternatywę dla paliw tradycyjnych. I zarabiać na nim więcej niż standardowo na cukrze do słodzenia herbaty. 

Redakcja poleca

Teraz katastrofalne pożary lasów w Indonezji oraz ryjkowce i spadek produkcji oleju palmowego, najczęściej używanego oleju roślinnego na świecie. Ryjkowce to mniej więcej 3-milimetrowe żyjątka, od których zależy to, ile Europejczyk wydaje na przykład w drogerii.

Ale po kolei. Indonezja ma najgorszy sezon pożarów od ponad dekady, głęboka susza przedłużona przez El Niño jeszcze pogarsza sytuację, ogień jest trudny do opanowania. Oficjalnych i ostatecznych danych o jego rozmiarach brak, ale może to być nawet 2 mln hektarów, czyli tyle ile jedna piąta wszystkich polskich lasów. Co z pożarami mają wspólnego malutkie chrząszcze? Ryjkowce zapylają kwiaty palmy olejowej. Zostały sprowadzone do Indonezji w latach 80., by zastąpić kosztowne i czasochłonne zapylanie ręczne. Dziś to najważniejsi zapylacze palm olejowych u największych producentów na świecie. Dym z indonezyjskich pożarów jest tak gęsty i utrzymuje się tak długo, że ryjkowcom nie spieszy się zapylać. A to niższe zbiory i mniej oleju palmowego za mniej więcej sześć do ośmiu miesięcy. To także wyższe ceny, również pozostałych olejów roślinnych i wszystkiego, do czego się ich używa.

Jaką zimę przyniesie El Niño?

Teraz prognoza pogody, czyli ta część opowieści, z której dowiesz się, czy tej zimy zapłacisz więcej za ogrzewanie. Odpowiedź będzie złożona, bo po pierwsze: naukowcy uważają, że lata z El Niño przynoszą półkuli północnej zimy cieplejsze od standardowych. Problem w tym, że nigdy wcześniej świat nie przechodził zjawiska tak ogromnych rozmiarów, jak tegoroczne. Teoretycznie zima powinna być więc łaskawa, ale z jednym zastrzeżeniem, bo - po drugie - w latach El Niño nagłe ataki arktycznego zimna zdarzają się częściej niż w innym czasie. Najpierw powietrze ociepla się gwałtownie wysoki w stratosferze i rozbija wir polarny, czyli wielki krąg zimnego powietrza, który zimą zwykle kręci się nad Arktyką i trzyma mróz na północy. Gdy wir się przerwie, zimna masa spada na południe i skuwa lodem Europę i Azję. 

I teraz o tym, co o takich prognozach myślą handlujący paliwami do ogrzewania. Zakładają, że nie trzeba będzie mocno grzać, więc ceny gazu na świecie nie będą rosnąć. Jesienią traderzy mieli z rynkiem największy od sześć lat zakład o spadek cen. Wyraźnie zmienili nastawienie, bo przez 87 proc. ostatnich pięciu lat obstawiali dokładnie odwrotnie. Tylko że z powodu El Niño i głębokiej suszy w przemysłowym sercu Chin produkuje się mniej prądu w elektrowniach wodnych.

Chiński rząd nakazuje restart bloków gazowych i gwałtownie szuka gazu na świecie. Podobnie jak Europa, której ciepło niewiele pomoże, bo po poprzedniej zimie wciąż nie uzupełniła zapasów. Na świecie trwa więc wyścig po surowce. Ale to już zupełnie inna historia.

Źródło: TOK FM