advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Chorwacka gwiazda lśni na turystycznym niebie. Tylko czy nie padnie ofiarą własnego sukcesu?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
19.06.2023 13:04
Chorwacja przeżywa turystyczny boom. Na Makarskiej Rivierze, półwyspie Istria, na całym wybrzeżu dalmatyńskim aż po Dubrownik pojawią się miliony miłośników południowego słońca i turkusowych wód Adriatyku. Chorwacka gospodarka ma zatem przed sobą nowy złoty wiek, ale ma też problemy, które zresztą turyści z całej Europy mogą odczuć na własnej opalonej skórze.
|
|
fot. Chorwacja, Baska, Wyspa Krk/ Shutterstock

Chorwacja doczekała się w tym roku entuzjastycznych recenzji w największych europejskich mediach. Brytyjska prasa reklamowała krystalicznie czyste wody Adriatyku, olśniewające (choć kamieniste) plaże, ponad tysiąc wysp, Plitwicki Park Narodowy, dolinę Neretwy, gaje oliwne i winnice, śródziemnomorską kuchnię i zabytki starożytnej kultury. Jeszcze przed tzw. najwyższym sezonem letnim chorwacki urząd statystyczny podawał dane o rekordowych zarobkach branży gastronomicznej i hotelarskiej. Dużo wyższych niż wynikałoby to z wysokiej inflacji.

Już od maja Chorwacja przeżywa bowiem prawdziwe oblężenie. Większość najbardziej atrakcyjnych miejsc noclegowych jest zarezerwowana do końca wakacji, a nie jest tanio - zwłaszcza dla turystów spoza Europy. Już więc wiadomo, że ten rok będzie nad Adriatykiem rekordowy pod każdym względem. Przede wszystkim z dwóch systemowo zasadniczych powodów.

Po pierwsze - w tym roku turyści będą płacić chorwackie rachunki w euro. To ważne uproszczenie życia przede wszystkim dla przyjezdnych ze strefy euro, a więc z większości krajów unijnych. Chorwacja weszła do strefy w styczniu. Pomimo gorącego politycznego sporu o to, czy przyjęcie europejskiej waluty podnosi ceny, czy nie - chorwacki bank narodowy utrzymuje, że zasadniczo - gdy chodzi o skalę drożyzny - niewiele się zmieniło. A przynajmniej nie z powodu przejścia na euro. Inflacja wynosi około 9 procent, czyli nie przekracza tego, z czym mają do czynienia konsumenci w większości państw Zachodu. Ale to koniec dobrych wiadomości dla turystów. Bo noclegi podrożały nawet o 30 procent, a gastronomia około 20. Powód? Zadziałał najbardziej oczywisty z mechanizmów ekonomicznych: popyt przewyższył podaż.

Bo oprócz euro Chorwacja dorobiła się w tym roku wolności paszportowej. Ta wolność nazywa się strefa Schengen. Od stycznia wjeżdżający do tego kraju obywatele państw Unii Europejskiej robią to bez kontroli granicznej. Zniesienie kontroli obejmuje wewnętrzne granice unijne, w tym lądowe ze Słowenią, Węgrami i Włochami. Dla zmotoryzowanych turystów to koniec wielogodzinnych kolejek na przejściach granicznych, szczególnie upiornych w palącym letnim słońcu. Dla samej Chorwacji zaś to perspektywa jeszcze większego zainteresowania turystów. Bo wjazd bez paszportu to nie tylko wygoda na samej granicy, ale też oszczędność czasu potrzebnego na wyrobienie dokumentów. Udogodnienie, którym Chorwacja przebija w tym roku swoją bałkańską konkurentkę, położoną z drugiej strony półwyspu - Bułgarię.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Dlatego turystów już na starcie sezonu jest o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Brakuje bazy noclegowej, a lokalne lotniska są za małe. Chorwacka gwiazda świeci w tym roku na turystycznym niebie Europy najjaśniej ze wszystkich. Adriatyk staje się ofiarą własnego sukcesu, a planujący tam wakacje muszą się liczyć z... nieprzebranymi tłumami.

Już przed pandemią Dubrownik był najbardziej obleganym turystycznie miastem w Europie w przeliczeniu na mieszkańca. Na 41 tysięcy mieszkańców przypada tutaj 1,5 miliona gości. A to znaczy, że bije on na głowę nawet Wenecję, która chce zachować ślad normalnego miejskiego życia i limituje wejścia do zabytkowego centrum. Dubrownik prowadzi na razie mniej restrykcyjną politykę, z ponad setką kamer zliczających turystów wchodzących na Stare Miasto. Ostatnio zaś zabronił używania w zabytkowym centrum walizek na kółkach. Kto zastanawia się dlaczego, niech spróbuje przejechać taką walizką w nocy po ulicznym bruku. Kto wciąż uważa zakaz za przesadny, może poeksperymentować z kilkoma walizkami na raz na wąskiej uliczce.

Przez euro Chorwacja już nie na polską kieszeń? 'Panuje jakaś chora propaganda'

A skoro mowa o tłumach, czas na liczby. Już na początku sezonu chorwackie statystyki odnotowały o 30 procent więcej turystów niż w rok wcześniej. Polacy mieli w tym wzroście udział. Przybywa ich szybciej niż przedstawicieli innych nacji. Zarezerwowaliśmy w Chorwacji na ten sezon o blisko połowę więcej noclegów niż rok wcześniej, najwięcej na Istrii - półwyspie położonym najbliżej Włoch oraz nieco dalej na południe, w okolicach adriatyckiego Splitu. Większość dojedzie na wakacje samochodem. Ze statystyk wynika, że ten sposób podróżowania wybiera ponad 90 procent chorwackich gości. Tu słowo o cenie benzyny: na chorwackich stacjach jest nieco taniej niż na polskich.

Brakuje rąk do pracy

I na koniec o kłopotach, z którymi w tym sezonie chorwacka gospodarka musi sobie radzić najmocniej. To przede wszystkim brak rąk do pracy. Po 32 latach radzenia sobie własnymi siłami Chorwacja musi szukać ludzi do pracy daleko poza granicami. Turystyka to aż 20 procent chorwackiej gospodarki, sprawa jest więc na tyle poważna, że trafiła na agendę Chorwackiego Banku Centralnego.

Chorwacja ma dzisiaj najniższe bezrobocie od 1982 r., czyli od czasów, gdy bezrobocia nie było w ogóle, bo panujący wtedy socjalizm systemowo nie przewidywał takiego zjawiska. Bezrobocie jest rekordowo niskie z dwóch powodów: demografii i migracji. Nagłego cudu na chorwackim rynku pracy trudno się zatem spodziewać.

I dlatego - podczas gdy w 2015 roku wydano niecałe 3 tysiące zezwoleń dla pracowników spoza Unii Europejskiej - w tym roku może ich być... 180 tysięcy. Chorwackie ministerstwo spraw wewnętrznych wylicza, że w takiej sytuacji obcokrajowcem będzie co dziesiąty chorwacki pracownik. Na dodatek prawie połowa to obywatele azjatyckich Filipin lub Indii. Dlatego chorwacki rząd planuje uprościć przepisy: wydłużyć czas zezwoleń na pracę i umożliwić imigrantom pobyt w kraju pomiędzy umowami o pracę. Chce w ten sposób utrzymać tempo rozwoju turystyki w kraju, w którym na niecałe 4 miliony gospodarzy przypada ponad 20 milionów gości.

Ciekawe? W 'Codziennym Podcaście Gospodarczym' słuchaj także: Europa znów wsiada do pociągów, zwłaszcza nocnych. Też byśmy wsiedli, ale... nie bardzo mamy do czego!