Kto ma czipy, ten ma władzę. Właśnie toczy się wojna o tę władzę
W tej opowieści wejdziemy na wojenną ścieżkę, konkretnie na ścieżkę elektroniczną. Ścieżka prowadzi z Krzemowej Doliny prosto na wschód i jest przedmiotem międzynarodowej dyskusji i amerykańskiego zakazu. Od tego, czy uda się tę ścieżkę zablokować, zależy przyszłość Ameryki, czy nie da się ona zepchnąć z technologicznego podium. Ale też to jak będziemy pracować i wypoczywać w przyszłości. Bo od wyniku wyścigu, w którym liczą się nanometry, zależy kto, gdzie i kiedy zrobi najlepszy użytek ze sztucznej inteligencji.
Zaczniemy od ogłoszenia tegorocznego zwycięzcy konkursu na najlepszą spółkę roku na amerykańskiej giełdzie. To NVidia. Powiedzieć, że to był dobry rok dla NVidii, to nic nie powiedzieć. Cena akcji kalifornijskiej spółki urosła w ciągu dwunastu miesięcy o ponad 200 procent, a to znaczy, że firma osiągnęła najlepszy giełdowy wynik Anno Domini 2023. Skąd wziął się ten wielki sukces? Wziął się z rekordowych przychodów. Konkretnie ze sprzedaży procesorów graficznych, takich, jakie od lat montowane są w PC-tach dla komputerowych graczy. Zarobki NVidii są rekordowe i znacznie przekraczają prognozy ekspertów nie dlatego, że świat nagle zaczął masowo grać w fabularne gry video. Ale dlatego, że procesory graficzne potrzebne do obsługi gier są tak szybkie, że zaczęły być używane do ożywienia sztucznej inteligencji. Bez nich żadna z wersji AI nie ruszy. Dzisiaj świat dosłownie oszalał na tle tej nowej technologii. Eksperci prognozują, że to rewolucja na miarę tej z lat 90., gdy do powszechnego użytku wszedł... internet. I zmienił wszystko.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
I teraz będzie o wojnie. Konkretnie o wojnie na nanometry, czyli milionowe części milimetra. W nanometrach mierzy się wielkość tranzystorów, im mniejsze, tym lepiej, bo im więcej uda się ich upchać na małej powierzchni, tym większe możliwości mikroprocesora. I o ten rozmiar i "geografię" krzemowych płytek upomina się amerykański rząd, bo najważniejszy na świecie producent układów scalonych zapowiada, że tak je przeprojektuje, by ominąć oficjalne zakazy sprzedaży za granicę. Amerykańska sekretarz handlu mówi wprost: kto zrobi elektroniczne obejście oraz będzie szukać drogi na skróty, zagrozi bezpieczeństwu Ameryki i jej przyszłości. Ale po kolei.
Walka o przywództwo
Chodzi o przywództwo w światowej wojnie technologicznej. Jesienią Stany Zjednoczone zaostrzyły zakaz eksportu do Chin najbardziej zaawansowanych mikroprocesorów. Zakaz obejmuje czipy Intela, NVidii oraz AMD. Chodzi o to, by chiński przemysł nie mógł korzystać z amerykańskiej, najbardziej zaawansowanej na świecie myśli technicznej i w ten sposób przeganiać same Stany Zjednoczone. Początkowo chodziło o myśl techniczną przeznaczoną dla wojska, w tym technologię laserową, ale wkrótce okazało się, że to nie wystarcza. Embargo na sprzedaż układów scalonych weszło w życie kilka tygodni temu. Objęło mikroprocesory A800, które amerykańska NVidia zbudowała specjalnie dla Chińczyków. Zakaz sprzedaży oznaczał dla niej obcięcie przychodów. Firma postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce. I chce zastosować taktykę, która można by zatytułować: amerykańska myśl technologiczna spotyka się z polską filozofią biznesową (umownie zwaną "Polak potrafi"). Chodzi konkretnie o omijanie obowiązującego prawa. W mikro i makro skali.
W skali mikro to przeprojektowanie mikroprocesora tak, by nazywał się inaczej, wyglądał (technologicznie) nieco inaczej, ale wciąż umiał to samo, co ten zakazany. W ten sposób można by utrzymać eksport do Chin mimo embarga i nadal fantastycznie na tym zarabiać, bo w skali makro to miliardy dolarów zysku na chińskim gigantycznym rynku, który ma jedną ważną dla zachodnich producentów zaletę: brak na nim rodzimej produkcji. Chińczycy nie potrafią budować własnych układów scalonych o parametrach potrzebnych do napędzania sztucznej inteligencji. Albo do niedawna nie umieli, ale o tym za chwilę. Na razie wydaje się, że Chiny nie mają wyjścia i muszą kupować u Amerykanów lub Europejczyków.
I tu wracamy do amerykańskiej sekretarz handlu i do jej otwartego ostrzeżenia. Kto zechce obchodzić zakaz — niech liczy się z konsekwencjami i rządową kontrolą już następnego dnia po sprzedaniu czipów do Chin. Amerykanie są zdeterminowani wszelkimi możliwymi sposobami utrzymać przewagę w technologii, która — jak twierdzą — zmieni świat. Nic więc dziwnego, że każda technologiczna nowość prezentowana przez chiński przemysł rozbierana jest przez Amerykanów — dosłownie — na części pierwsze, by wiedzieć, w jakim tempie największy konkurent dokonuje technologicznego postępu.
I w tym miejscu warto wspomnieć o smartfonie, który postawił na nogi zachodnie służby specjalne. I o firmie, którą amerykańska polityka handlowa już raz zmiotła z planszy, ale jak się okazało — tylko na chwilę.
Trzęsienie ziemi w świecie sztucznej inteligencji. W tle jest fundamentalny spór o AI
Huawei — na pewno słyszeliście tę nazwę wiele razy — to chiński koncern elektroniczny, który produkuje urządzenia do telekomunikacji, w tym smartfony sprzedawane na całym świecie. Podejrzewany jest o masowe szpiegostwo przemysłowe, w tym zbieranie danych na temat użytkowników swoich telefonów. W Chinach stał się centrum rewolucji technologicznej. Odbiera od rządu miliardy dolarów wsparcia, by opracować mikroprocesory tak wydajne, jak amerykańskie i uniezależnić chińską gospodarkę od zachodnich dostaw. O tym, że to niezbędne właściciel Huawei, chiński miliarder Ren Zhengfei był przekonany już lata temu, dlatego ściągnął do swoich laboratoriów 10 tysięcy najlepszych w kraju inżynierów i obsadził nimi całodobowy grafik 7 dni w tygodniu, każąc im jeść chińskie zupki i spać na krzesłach przy biurkach. Możliwe, że dzięki takiej strategii po latach prac, w sierpniu tego roku na rynku zadebiutował model Mate60 Pro. Na pierwszy rzut oka — po prostu telefon. Ale po bliższym przyjrzeniu się — śmiertelne zagrożenie dla amerykańskiej dominacji technologicznej na świecie.
I dlatego dzień premiery Mate60 Pro specjalnie wyznaczono na czas, gdy do Chin przyjeżdżała amerykańska sekretarz handlu. Ta sama, o której już tu była mowa. Masowa sprzedaż ruszyła bez fanfar, ale od razu telefon stał się hitem, handlowym i międzynarodowym. Model, który został zaprojektowany, by konkurować z iPhone'ami, wyprzedał się w kosmicznym tempie i wylądował od razu rozmontowany do zera na laboratoryjnych stołach za Oceanem. Amerykańskie służby specjalne głowiły się jak to możliwe, że urządzenie potrafi rzeczy, których — zgodnie z ich wiedzą — nie miało prawa umieć. W powszechnym przekonaniu bowiem chińskie opóźnienie technologiczne wynosiło ponad dziesięć lat. Czip zamontowany w chińskim Mate60 Pro, skracał ten dystans o ponad połowę. Pojawiły się więc dwa pytania. Jedno dość oczywiste: jak oni to zrobili? Oraz drugie, mniej oczywiste: jak to się stało, że nikt o tym nie wiedział.